Rozdział III: Mój współlokator

20 2 0
                                        

Typ zdał sobie sprawę z tego, że wszedłem i wstał.

- Poznajcie się – powiedział za mną strażnik. – Więzień 1320, Luca Tomaso. 1320 – zwrócił się do więźnia – to więzień 5214, Marvin Dorn.

- Miło mi – oświadczył Luca i wyciągnął do mnie rękę.

- Mnie również. – Odłożyłem pudło na podłogę i uścisnąłem dłoń Luki.

Wreszcie miałem możliwość mu się lepiej przyjrzeć. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to jego wyciągnięta w moją stronę mechaniczna ręka, która niemniej jednak była smukła i pozbawiona zbędnego żelastwa, zapewne, aby nie obciążać za bardzo barków. Następnie zwróciłem uwagę na szeroki i szczerbaty uśmiech więźnia 1320, aby zaraz potem dostrzec, że, również po prawej stronie, tuż za uchem znajdowała się metalowa płytka z dwoma żółtymi guziczkami. Skóra Luki była ziemista, jego głowa sięgała mi zaledwie do szyi, on sam wydawał się niewiele ode mnie starszy.

- Więzień 1320 wyjaśni ci jak wszystko tutaj działa – oświadczył strażnik. – Ja muszę jeszcze zrobić obchód.

Usłyszałem za sobą zgrzyt zamykanych drzwi. Ja i Luca zostaliśmy sami i przez chwilę tylko patrzyliśmy na siebie, aby potem on przerwał ciszę:

- Tak więc za co tu jesteś?

- Obrabowałem bank – odparłem.

Podniósł brwi, a potem rozpromienił się.

- Naprawdę?

- Aha – przytaknąłem. – Największy bank w Nowym Jorku.

Pokrótce opowiedziałem mu, jak poszedł mój nieudany skok. Luca słuchał z zainteresowaniem i nawet, kiedy poznał niechlubny finał tej historii, skwitował ją słowami:

- Szacun, młody! Trzeba mieć styl, aby obrabować bank!

- A ty? – spytałem. – Jak tu trafiłeś?

- Rozgość się, a ci wszystko opowiem. Od razu mówię: dolna prycza moja.

Podszedłem do swojego łóżka, na którym był tylko materac i ułożone elegancko pościel, koc i jedna poduszka. Górna prycza była na tyle nisko, abym mógł bez większego problemu pościelić sobie posłanie, ale na razie zrobiłem sobie miejsce i usiadłem na materacu, który wydał mi się zaskakująco sprężysty i miękki (prawdę mówiąc, spodziewałem się, że będzie w o wiele gorszym stanie). Wtedy też zauważyłem, że po drugiej stronie jest wysoka szafka z czterema szufladami, zapewne na rzeczy osobiste i przydzielone mi przedmioty. Doszedłem do wniosku, że potem będę musiał wypełnić górne szuflady.

Tymczasem Luca położył się wygodnie na swoim łóżku, tak, że mógł z dołu spoglądać na mnie. Dopiero kiedy nasze oczy się spotkały, spoważniał i zaczął opowiadać:

- To nie jest tak ciekawa historia jak twoja. Byłem pomagierem w gangu, zostaliśmy złapani, szef uciekł, a ja trafiłem za kratki. Ale nie narzekam. – Znów się rozpromienił. – W przeciwieństwie do pracy dla tamtego sadysty, tutaj jest piknik.

Usiadł na łóżku i wciąż na mnie patrząc, powiedział:

- Wiesz, facet był z tych, co nie znoszą porażek i wierzą w motywację strachem. – Nagle Luca ściągnął opaskę i w miejscu jego lewego oka znajdowała się mechaniczna proteza, chociaż światełko pełniące rolę źrenicy, nie świeciło się, więc pewnie nie działała. – Jeśli ktoś nawalił, miał wycinaną jedną część ciała. Niby w zamian dostawaliśmy cybernetyczne ulepszenia, ale jednak kroili nas na żywca, a bóle fantomowe potrafią dać w kość.

Wciąż wpatrywałem się w nieaktywne mechaniczne oko, przejęty tym, co przed chwilą usłyszałem. Chciałem coś powiedzieć: „W mordę", „Jezu", „Cholera", cokolwiek... ale wszystko wydawało mi się nie na miejscu. Dziwiła mnie też swoboda i nonszalancja, z jaką mój współlokator opowiadał o tak makabrycznych rzeczach, które zrobił mu jego szef psychol. Zastanawiałem się nawet, czy mnie po prostu nie wkręcał.

Projekt Tartar: Więzienie dla niezwykłych złoczyńcówOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz