Rozdział I: Jak się tu znalazłem?

42 3 12
                                        

Powiedzieć, że jestem w dupie, to jak nic nie powiedzieć.

Niektórzy pewnie stwierdzą, że sam się wciągnąłem w tę kabałę, okradając największy bank w Nowym Jorku, zamiast znaleźć sobie jakąś normalną pracę... Ale sprawa jest o wiele bardziej zagmatwana.

Wyobraźcie sobie mnie - młodego, przystojnego żołnierza, który ma całe życie przed sobą i który nagle nabawił się supermocy. Nie jest w tym momencie istotne, czy na skutek eksperymentów genetycznych, ugryzienia radioaktywnego zwierzęcia, czy wadliwej barierki, przez którą wpada się do kadzi z niebezpiecznymi chemikaliami. Jest to dla mnie bardzo drażliwy temat i nie zamierzam opowiadać o tym byle komu...

No więc jestem ja - sierżant Marvin Dorn. I nagle czegokolwiek dotknę, zostaje pokryte lodem. Chcę odkręcić kran? Kurek zamarza, a zaraz potem zamarza też reszta kranu... razem z wodą, która właśnie zaczęła lecieć. Chcę coś zjeść? Kanapka zamienia się w mrożonkę, na której łamię sobie ząb. Chcę się wysikać? No, możecie sobie to wyobrazić. W dodatku przez cały czas jest mi zimno, obojętnie, czy to październik, grudzień, czy środek czerwca, kiedy na zewnątrz jest ponad trzydzieści stopni Celsjusza. Na szczęście mój zimowy dotyk ogranicza się tylko do rąk, tak więc z odpowiednimi rękawiczkami i kilkoma lifehackami mogę wieść w miarę normalne życie.

Najważniejszejest to, że choć na początku było to nieco uciążliwe, miałem supermoce! A któżby nie chciał ich mieć, zwłaszcza w tym szalonym świecie, gdzie kosmici żyjąwśród nas, superbohaterowie, magia, potwory i promienie śmierci są na porządkudziennym, a do tego istnieją małe miasteczka, gdzie aktywność nadnaturalna sięzmaga. Kiedy wszystko dookoła jest niezwykłe, a ty urodziłeś się jakoprzeciętny syn właściciela baru, mimowolnie marzysz o tym, aby być kimś.Dlatego gdy minął już pierwszy szok, z pewnym entuzjazmem przyjąłem dowiadomości, że oto mam supermoce! A co za tym idzie, kwalifikuję się dojednostki specjalnej rządu USA złożonej z samych ludzi z supermocami albogenetycznymi i cybernetycznymi usprawnieniami. Zyskuję szkolenie, renomę,świadczenia zdrowotne i zajebisty przydomek – Agent Frost. Życie jest piękne,wreszcie jestem kimś, mam nawet całkiem spoko kumpli z zespołu i powód do tego,aby wstawać z łóżka.

A potem stało się coś, co sprawiło, że rząd się na mnie wypiął.

I znów - nie zamierzam wdawać się w szczegóły z byle kim. Prawdę mówiąc, sama myśl o tamtym dniu sprawia, że wpadam w depresję, więc po co mam o nim opowiadać?

W każdym razie nagle okazuje się, że nie jestem graczem zespołowym; że nie potrafię słuchać rozkazów; że stanowię zagrożenie dla siebie i innych. Prawdę mówiąc, już od jakiegoś czasu chcieli się mnie pozbyć, ale moje moce były dla nich zbyt użyteczne. Teraz jednak mieli odpowiedni powód, aby wreszcie mnie wywalić na zbity pysk.

W jednej chwili moja kariera wojskowa się skończyła i musiałem wrócić do Nowego Jorku, wynająć sobie obskurne mieszkanko i poszukać pracy. Myślę sobie: „Na pewno kogoś zainteresuje moje CV. W końcu jestem byłym członkiem elitarnej jednostki wojskowej, do tego z supermocami!" Najpierw, oczywiście, poszedłem do Stalowego Anioła, no bo mam już kwalifikacje i doświadczenie, aby stać się superbohaterem, a może Anioł potrzebuje pomocnika? Ale niestety, nie potrzebował. Poszedłem potem do innych superbohaterów, którzy z chęcią zamierzali mnie przyjąć... ale kiedy tylko zapytałem o to, ile zarabiają, odparli, że nie ratują ludzi za pieniądze i będę potrzebował jakiejś dodatkowej fuchy, aby się utrzymać. W pewnym sensie było to dla mnie zrozumiałe, ale skąd w takim razie mieli pieniądze na swoje gadżety, kostiumy i całą resztę?

Postanowiłem więc myśleć bardziej życiowo. Przez jakiś czas pracowałem w policji, potem jako ochroniarz w sklepie, wreszcie spróbowałem imać się różnych prac dorywczych jako freelancer (kiedyś byłem całkiem niezłym grafikiem), ale i to nie pozwalało mi na zbyt wielką płynność finansową. W końcu nadszedł moment, w którym moje fundusze były na wyczerpaniu i podjąłem decyzję, że nie mogę już tak żyć. Musiałem coś ze sobą zrobić, jakoś wyrwać się z tej nędzy, w którą wpadłem.

Projekt Tartar: Więzienie dla niezwykłych złoczyńcówOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz