„Klątwa ciąży na moim ojcu, nie na mnie..." – ta myśl, choć zaskakująca w sytuacji, gdy się rodzi nowe dziecko, była pierwszą, która pojawiła się w głowie osiemnastoletniej królewny Avy. Ulga, jaką poczuła, była tak obezwładniająca, że pod dziewczyną aż się ugięły kolana.
Dama dworu, lady Gaelia, spojrzała na Avę współczująco. Narodziny przyrodniego brata oznaczały, że królewna właśnie utraciła prawo do tronu. Taka wieść może przyprawić co wrażliwszą kobietę nawet o omdlenie. I choć Gaelia wiedziała, że Ava nie należała do słabowitych, zdawała sobie sprawę z tego, jak wielki musiał być to cios dla dziewczyny.
Tyle lat przygotowywała się do roli królowej w Królestwie Czerwonego Kruka, szkoliła się w etykiecie, historii świata, dyplomacji i sztukach walki. I teraz wszystko przepadło!
– Przecież spodziewałyśmy się, że twoja macocha może urodzić syna... – przypomniała szeptem lady Gaelia. – Od dawna przygotowywałam cię na ten moment. Nie wolno ci okazywać słabości. Nie teraz! Pamiętaj, że twój ojciec ma tu wszędzie szpiegów! Nie mogą mu donieść o tym, że aż tak się zmartwiłaś!
Ava podniosła wzrok na nieoficjalną opiekunkę, a w jej zielonych oczach błysnęło zaskoczenie. Z bliżej nieznanych jej powodów wolała nie dzielić się z lady Gaelią prawdziwymi emocjami, jakie wywołała w niej wiadomość o narodzinach brata. Nie miała przecież podstaw, by jej nie ufać.
Była to oddana przyjaciółka i pierwsza dama dworu jej matki. Choć służyła teraz nowej królowej, poczuwała się do opieki nad sierotą. Prowadziła ją tak, jak prawdopodobnie wychowywałaby ją własna matka. W trosce o życie Avy, lady Gaelia uznała za słuszne jak najszybsze przekazanie nowiny o narodzinach brata, którego pojawienie się właśnie unieważniło polisę bezpieczeństwa młodej królewny.
Najistotniejszym szczegółem, na jaki Ava zwróciła uwagę, były uszy nowo narodzonego. Równie szpiczaste jak jej własne. Całe życie musiała je ukrywać pod nietypową jak na dwór królewski fryzurą. Jej jasnoblond włosy nie były upinane zgodnie z uznanym kanonem mody – nad uszami, by spływać kaskadą na ramiona. Ava zmuszona była zaplatać luźny kok lub warkocz tak, by szpiczaste zakończenie uszu było zawsze przykryte.
Te uszy były jej zmorą przez osiemnaście lat. To przez nie ojciec nie mógł znieść widoku córki. To przez nie jej ukochana matka straciła życie... Oczywiście nikt nie udowodnił związku pomiędzy plotkami o nieślubnym pochodzeniu następczyni tronu a śmiercią królowej Maeve. Król Tamain zadbał o zatuszowanie tej zbrodni. Jednak Ava domyśliła się prawdy. Czuła ją całą sobą. Nie umiała tego wytłumaczyć. Nie udało jej się też znaleźć żadnych dowodów. Nawet lady Gaelia nie wierzyła w te domysły i wprost ostrzegała podopieczną, że to nierozsądne obnosić się z takimi podejrzeniami – szczególnie wobec króla.
Dlatego też Ava siedziała cicho, choć była to dla niej wyjątkowo przykra lekcja dyplomacji. Kiedy ma się sześć lat, trudno zapanować nad naturalną tendencją do podążania ścieżką dobra i prawdy.
Dwanaście lat później co najwyżej mogła się uśmiechnąć z politowaniem nad swoją naiwnością. Dwór to nie miejsce dla uczciwych Ludzi. Teraz już to wiedziała.
– Przekaż, proszę, Jej Królewskiej Mości moje najszczersze gratulacje... – oznajmiła oficjalnie Ava, odpowiednio głośno, by służący podsłuchujący pod drzwiami mogli zanieść te słowa bezpośrednio do króla. – Bardzo mnie cieszy, że bogowie pobłogosławili moich wspaniałych rodziców potomkiem płci męskiej!
Lady Gaelia przewróciła wymownie oczami, dając znać królewnie, że przesadziła. Ta tylko wzruszyła ramionami. Było jej wszystko jedno. Ojciec i tak nie uwierzy w ani jedno jej słowo. Oby służący, który zaniesie mu te podsłuchane brednie, zachował swą głowę...
– Oczywiście, że przekażę! – Dama dworu ukłoniła się i już-już miała ruszyć w stronę drzwi, kiedy zawahała się i zerknęła z niepokojem na królewnę.
– Coś jeszcze, lady Gaelio? – Ava poderwała głowę zaintrygowana.
– Myślę, że będę miała dla ciebie prezent z okazji narodzin brata...
– Och... – Nie wiedziała, jak zareagować na tę dziwaczną obietnicę. – Doprawdy nie potrzebuję żadnego...
– Tego akurat będziesz potrzebować... – szepnęła lady Gaelia, a potem opuściła komnatę królewny.
Ava wreszcie została sama. Wstała z szezlongu, na którym przysiadła po wysłuchaniu wieści przyniesionych przez damę dworu. Odruchowo wygładziła jedwabną suknię, mimo że miała ochotę rozedrzeć to paskudztwo na tyle nieszczęśliwie, żeby można było je wyrzucić. Nie znosiła różowego koloru, ale król nawet w zakresie garderoby swojej córki musiał mieć ostatnie słowo. Uparł się ubierać ją w różowe jedwabie, choć ona najlepiej czuła się w zieleni i brązach. Kiedy odważyła się o tym powiedzieć, ojciec wpadł w taką furię, że niewiele brakowało, a uderzyłby ją przy dworzanach!
Ubierała się więc w różowe jedwabie, nie znosząc ich każdą komórką swojego ciała. Tylko podczas nauki sztuk walki wręcz i fechtunku pozwolono jej nosić ulubione barwy. Sir Leonàrch potrafił wykorzystać swoją pozycję na dworze i uzyskać akceptację króla co do nietypowego stroju następczyni tronu. Wszak chodziło o wyszkolenie jej na wojowniczkę, a do tego musiała czuć się swobodnie podczas lekcji.
Ach, zatęskniła do zajęć szermierki. Potrzebowała spożytkować gdzieś nagromadzoną energię, wybiegać frustrację i po prostu wyjść z tych czterech ścian! Ale nie wypadało. Miała spacerować po komnacie i zaczytywać się poezją! Ewentualnie wypadało podziwiać widoki rozpościerające się z jej okna... Och, co za nudy!
Wyszła na niewielki taras przylegający do jej komnaty. Nic nowego. Drzewa porastające odległe wzgórza były dokładnie takie same jak zawsze. Żeby chociaż zmieniały kolory wraz z następstwem pór roku! Ale nie. To musiały być wiecznie zielone drzewa rosnące w puszczy Królestwa Elfów. Tym to się zieleń nigdy nie znudzi... Kochała ten kolor podobnie jak i oni – zapewne w genach otrzymała nie tylko elfie uszy, ale i zamiłowanie do przyrody i zieleni – ale potrzebowała jakiegoś urozmaicenia w swojej jednostajnej egzystencji.
Westchnęła i pogładziła kieszeń swojej sukni. Był to jeden z nielicznych przejawów buntu, na jakie pozwalała sobie królewna. Przemyciła ten pomysł podczas projektowania najnowszej garderoby. I choć nadworna krawcowa nie chciała początkowo myśleć o tak jawnym złamaniu królewskich rozkazów, ostatecznie uległa namowom dziewczyny. Ava mogła sobie pogratulować talentu perswazji – najwyraźniej lekcje dyplomacji się opłaciły!
Trochę się natrudziły z krawcową, by kieszeń spełniała funkcję kryjówki dla niewielkiego sztyletu, który królewna chciała mieć zawsze przy sobie. Jedwab był zbyt delikatnym materiałem i ostrze zdradzało się przy nawet najmniejszym ruchu. Wreszcie szwaczka zaproponowała zdobienie brzegów sukni tradycyjnym wzorem, co pozwoliło na użycie sztywniejszych szwów i ukrycie kieszeni. Król przełknął tę zmianę bez mrugnięcia okiem, zupełnie jakby od momentu, w którym jego druga żona zaszła w ciążę, było mu wszystko jedno, w co ubrana była jego córka. Pod warunkiem, że nie było to nic zielonego.
Dotknięcie rękojeści sztyletu działało na Avę jak zaklęcie. Natychmiast odzyskiwała spokój i poczucie bezpieczeństwa. Broń była mizernych rozmiarów, ale materiał sukni nie pozwalał na schowanie czegokolwiek większego. Królewna pocieszała się myślą, że w zwinnych rękach nawet mały nożyk mógłby wyrządzić duże szkody. A sam Sir Leonàrch nieraz przyznawał, że nie miał jeszcze ucznia z takim talentem do sztyletów.
Ava ponownie westchnęła i spojrzała wymownie na zalesione wzgórza. Te na dalekiej północy wydawały się wręcz czarne – równie ciemne jak Mroczne Elfy zamieszkujące tamte tereny. Nie było to miejsce, o którym mówiono zbyt wiele w Tamunsterze, stolicy Królestwa Ludzi. Rozprawianie o tych skrytobójcach i trucicielach postrzegane było na dworze króla Tamaina jako coś w wyjątkowo złym guście. O sąsiadach z Wiecznej Puszczy też nie wspominano – głównie ze względu na zdradę, której podobno dopuściła się królowa Maeve. Co powiedzą teraz o królowej Laenne? Czy ona też powiła nieślubne dziecko? Czyżby na dworze ukrywał się jakiś Elf, który uwodzi kolejne żony króla? Czy może to z królem było coś nie tak?
Ava, jak przystało na wyrodną córkę, skłaniała się ku tej drugiej teorii...
CZYTASZ
Gdzie Światło spotyka Mrok
FantasyZbyt elficka w świecie Ludzi, zbyt ludzka w świecie Elfów, zbyt jasna w onyksowych murach stolicy Mrocznych Elfów. Taka jest Ava - główna bohaterka powieści „Gdzie Światło spotyka Mrok". Wyobraź sobie świat, którego równowaga opiera się na współistn...
