Nie lepsi i nie gorsi

15 0 0
                                        

Laura – obecnie

Jeszcze przed chwilą oglądała kolorowe chustki na jednym ze straganów, choć zupełnie nie wiedziała, co miałaby z taką chustką robić, gdyby zdecydowała się którąś z nich kupić. Teraz jednak, jak wszyscy, zadarła głowę i patrzyła w niebo. To jej sześcioletnia córka Huanita pierwsza zauważyła, że odpalono już fajerwerki.

- Popatrz, mamo! – pociągnęła Laurę za spódnicę. – Fajerwerki! Jakie śliczne. Podobają mi się te czerwone.

- Ja najbardziej lubię Srebrny Deszcz – odpowiedziała Laura. Pochyliła się. Podniosła czteroletniego Horhe i posadziła go sobie na biodrze. – Dobrze widzisz? – upewniła się.

- Tak – powiedział chłopiec. – Mamo, a tata pozwolił mi ułożyć, w jakiej kolejności będą wybuchać.

- Wiesz, że jesteś za mały, żeby bawić się fajerwerkami?

- Byłem z tatą – oburzył się chłopiec, a Laura obiecała sobie, że będzie musiała porozmawiać z Diego i przypomnieć mu, że są rzeczy, których mali chłopcy nie powinni dotykać. W ułamek sekundy później uświadomiła sobie jednak, że pewnie niczego w ten sposób nie wskóra. Diego nie będzie jej nawet słuchał. On sam wciąż był jak mały chłopiec.

- Patrz, mamo! – zapiszczał Horhe. – Bomba!

Po nocnym niebie mknęła w górę pomarańczowa kula ognia. Wysoko nad ich głowami rozprysła się na miliony czerwonych iskierek, które zaczęły rozpryskiwać się na jeszcze mniejsze. Potężny huk pierwszego wybuchu i cichsze kolejnych doszły do nich, gdy czerwone iskierki zaczynały już gasnąć.

Jak to się dzieje, że choć cywilizacja ludzi istnieje już od paru tysięcy lat i choć niejednego się nauczyliśmy, ciągle fascynują nas fajerwerki? – zapytała samą siebie Laura. Jako były archeolog sporo wiedziała o przeszłości rodzaju ludzkiego, a jednak nie umiała znaleźć na to pytanie odpowiedzi.

Na nocnym niebie pojawiły się srebrzyste węże, które i jej zaparły dech w piersiach. To był ostatni, najpiękniejszy akcent Święta Odbudowy.

Ciekawe ilu mieszkańców Newvill pamięta, że bawimy się dziś, by uczcić siłę, jaka tkwi w rodzaju ludzkim? – zastanowiła się. – Ilu pamięta, że święto to miało przypominać, że potrafimy pozbierać się po najgorszych nawet katastrofach? A może to jednak dobrze, że ludzie nie pamiętają? Bawią się. Tańczą. Handlują. Podziwiają fajerwerki. Już dawno zapomnieli o kataklizmach, które rozniosły w pył połowę kuli ziemskiej.

Muszę powiedzieć Diego, że przygotował przepiękny pokaz – obiecała sobie.

Nierai – obecnie

Spotkanie miało mieć miejsce w wyschniętym korycie rzeki, gdzieś na północy Europy. Co było tam wcześniej, tego Nierai nie sprawdził. Może Niemcy. A może ten drugi kraj, Polska. Obecnie nikogo już to nie obchodziło. Może poza ziemskimi historykami, archeologami i przedstawicielami paru innych zawodów, które nie miały poważania w oczach społeczeństwa okresu powszechnej odbudowy. W świecie skupionym na teraźniejszości, przeszłość często jawiła się jako fanaberia. Górze oczywiście odpowiadał taki stan rzeczy.

Jakiekolwiek skarby kryła ta jałowa ziemia, rozciągająca się we wszystkie strony na setki kilometrów (Nierai dawno już nauczył się myśleć w tych jednostkach), nie działały one na powszechną wyobraźnię tak jak Nowy Jork czy Paryż. Tam ludzie chcieli grzebać w pyle i śmieciach.

Nierai zapamiętał jednak z tego, co mu wcześniej przekazali Bosfield i Szary Trzeci, że tutejsze ziemie nie były aktywne tektonicznie ani nie stanowiły wdzięcznej pożywki dla tropikalnych cyklonów. Ta okolica całkiem nieźle przetrwała erę kataklizmów. Dopiero w ramach odbudowy zniszczonego świata sztucznie zmieniono koryta rzek, skutecznie wyjaławiając ten kawałeczek kontynentu. Nierai nie wiedział, co mogło być przyczyną tak chaotycznej ingerencji w ekosystem. Zresztą, nigdy wcześniej o tym konkretnym miejscu nie myślał. Ziemia w całości pokryta była ranami zadanymi przez kataklizmy, do których dołączyły potem brzydkie blizny rzekomej odbudowy.

Nie lepsi i nie gorsiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz