Wybaczcie, że tyle zajmuję mi napisanie kolejnego rozdziału, ale od przyszłego tygodnia się to zmieni <3
Musa
Omijam Pattersona, uderzając go celowo w bok ciała i niemal biegiem wychodzę z sekretariatu. Dziki uśmieszek satysfakcji schodzi mi z ust, kiedy jego cytrusowy zapach nadal wierci moje nozdrza, a niebieskie tęczówki nieustanie odwalają jakiegoś break dance'a w umyśle, powodując zwarcie szarych komórek.
Cholera, kurwa, jasna!
Musa weź się w garść.
To Brandon Patterson.
Największy dupek na świecie!
Nie minęły nawet dwadzieścia cztery godziny od pojawienia się tego osobnika w moim liceum, a ja mam dość. Zmiana szkoły jest świetnym pomysłem, ale nie wchodzi w grę, ponieważ za pół roku mam egzaminy końcowe, potem najdłuższe wakacje w życiu i studia, na które... No właśnie...
Czując, jak moje kąciki ust opadają w dół, wychodzę po schodach na drugie piętro i nie oglądając się za siebie, brnę w kierunku sali. Gdyby nie ciche kroki Brandona, które odbijają się echem w pustym korytarzu, zaczęłabym podejrzewać, że chłopak po prostu zniknął. W sumie to wielka szkoda... Zabiera za dużo tlenu i zaczynam mieć problemy z oddychaniem.
Widząc upragnione drzwi, oddycham z ulgą i wyciągam rękę do klamki.
- Myślałem, że pokażesz mi szkołę. - Słyszę jego zawiedzione burczenie, na co moja dłoń nieruchomieje i opada wzdłuż ciała.
Oho!
Sukinsłoń przemówił.
Odważny.
- Brandon - zaczynam drwiącym tonem i zasysam powietrze ustami. Przymykam na moment powieki i odwracam głowę w jego kierunku. Chłopak powolnymi krokami skraca dystans między nami, nie przestając wbijać we mnie tych cholernych oczu. - Myślałam, że zamkniesz buzię.
Patterson zatrzymuje się przede mną, na co natychmiast się cofam. Nie przewiduję, że moje plecy zderzą się z betonową ścianą. Jęczę z bólu i masuję swoje lędźwie, jednocześnie klnąc w myślach, że nie mam daru przenikania albo magicznej różdżki. Wtedy mogłabym zamienić osobnika przede mną w wielką bombkę w kształcie bożonarodzeniowej laski, którą z przyjemnością wepchnęłabym prosto w dupę Stelli. Zapewne z radością wykrzyczałaby podziękowania na taki podarunek i dziękowała mi do końca życia.
Jednak nie jest mi wesoło, kiedy chłopak nachyla się do mnie i układa ręce po bokach mojego ciała, zamykając jakąkolwiek drogę ucieczki. Przełykam ślinę, starając się przybrać niewzruszony wyraz twarzy i mierzę go zabójczym spojrzeniem, udając, że kompletnie mnie to nie porusza.
- Musa... - pieści szeptem moje imię. Jego miętowy oddech owiewa moją twarz, aż dostaję drgawek nienawiści, że pozwolił sobie na takie zbliżenie.
Podnoszę ręce i popycham go z całych sił, waląc otwartymi dłońmi o jego umięśnioną klatkę piersiową. Chcę złapać cholerny oddech, ale chłopak ani drgnie. Jego usta są milimetry od moich, przez co jestem zmuszona docisnąć głowę do ściany.
Cholera jasna!
- O co ci chodzi? - syczę z zaciśniętymi zębami i zadzieram głowę, muskając przy tym jego nos.
Uśmiecha się szeroko.
- Chcę z tobą porozmawiać - mówi cicho, widocznie zadowolony z naszej bliskości.
CZYTASZ
Let's go, Perfect! [+16]
Teen FictionBrandon Patterson inaczej wyobrażał sobie powrót do liceum, w którym uczy się jego dawna miłość Musa Frost. Dziewczyna darzy go głęboką nienawiścią, odkąd bez słowa pożegnania i wyjaśnień zostawił ją tydzień przez zawodami stanowymi w zawodach łyżwi...
![Let's go, Perfect! [+16]](https://img.wattpad.com/cover/385481752-64-k89200.jpg)