Rozdział 4

3.8K 191 43
                                        

Wybaczcie, że tyle zajmuję mi napisanie kolejnego rozdziału, ale od przyszłego tygodnia się to zmieni <3

Musa

Omijam Pattersona, uderzając go celowo w bok ciała i niemal biegiem wychodzę z sekretariatu. Dziki uśmieszek satysfakcji schodzi mi z ust, kiedy jego cytrusowy zapach nadal wierci moje nozdrza, a niebieskie tęczówki nieustanie odwalają jakiegoś break dance'a w umyśle, powodując zwarcie szarych komórek.

Cholera, kurwa, jasna!

Musa weź się w garść.

To Brandon Patterson.

Największy dupek na świecie!

Nie minęły nawet dwadzieścia cztery godziny od pojawienia się tego osobnika w moim liceum, a ja mam dość. Zmiana szkoły jest świetnym pomysłem, ale nie wchodzi w grę, ponieważ za pół roku mam egzaminy końcowe, potem najdłuższe wakacje w życiu i studia, na które... No właśnie...

Czując, jak moje kąciki ust opadają w dół, wychodzę po schodach na drugie piętro i nie oglądając się za siebie, brnę w kierunku sali. Gdyby nie ciche kroki Brandona, które odbijają się echem w pustym korytarzu, zaczęłabym podejrzewać, że chłopak po prostu zniknął. W sumie to wielka szkoda... Zabiera za dużo tlenu i zaczynam mieć problemy z oddychaniem.

Widząc upragnione drzwi, oddycham z ulgą i wyciągam rękę do klamki.

- Myślałem, że pokażesz mi szkołę. - Słyszę jego zawiedzione burczenie, na co moja dłoń nieruchomieje i opada wzdłuż ciała.

Oho!

Sukinsłoń przemówił.

Odważny.

- Brandon - zaczynam drwiącym tonem i zasysam powietrze ustami. Przymykam na moment powieki i odwracam głowę w jego kierunku. Chłopak powolnymi krokami skraca dystans między nami, nie przestając wbijać we mnie tych cholernych oczu. - Myślałam, że zamkniesz buzię.

Patterson zatrzymuje się przede mną, na co natychmiast się cofam. Nie przewiduję, że moje plecy zderzą się z betonową ścianą. Jęczę z bólu i masuję swoje lędźwie, jednocześnie klnąc w myślach, że nie mam daru przenikania albo magicznej różdżki. Wtedy mogłabym zamienić osobnika przede mną w wielką bombkę w kształcie bożonarodzeniowej laski, którą z przyjemnością wepchnęłabym prosto w dupę Stelli. Zapewne z radością wykrzyczałaby podziękowania na taki podarunek i dziękowała mi do końca życia.

Jednak nie jest mi wesoło, kiedy chłopak nachyla się do mnie i układa ręce po bokach mojego ciała, zamykając jakąkolwiek drogę ucieczki. Przełykam ślinę, starając się przybrać niewzruszony wyraz twarzy i mierzę go zabójczym spojrzeniem, udając, że kompletnie mnie to nie porusza.

- Musa... - pieści szeptem moje imię. Jego miętowy oddech owiewa moją twarz, aż dostaję drgawek nienawiści, że pozwolił sobie na takie zbliżenie.

Podnoszę ręce i popycham go z całych sił, waląc otwartymi dłońmi o jego umięśnioną klatkę piersiową. Chcę złapać cholerny oddech, ale chłopak ani drgnie. Jego usta są milimetry od moich, przez co jestem zmuszona docisnąć głowę do ściany.

Cholera jasna!

- O co ci chodzi? - syczę z zaciśniętymi zębami i zadzieram głowę, muskając przy tym jego nos.

Uśmiecha się szeroko.

- Chcę z tobą porozmawiać - mówi cicho, widocznie zadowolony z naszej bliskości.

Let's go, Perfect! [+16]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz