Pomagam mamie we wszystkim. Sprzątam, gotuję, podaję jej wszystko co potrzebuje. Przytrzymuję ją, kiedy się przemieszcza. To ciężka robota, ale mamie muszę pomóc. Ona dbała o mnie. Teraz pora na zamianę ról. Mama stara się mnie często nie prosić o pomoc. Robi to tylko w konieczności.

Siedzę przy stole i trochę się uczę. W końcu potem będę musiała nadrobić.

- Ana? A może przeniesiesz się z powrotem do domu? Tu też są uczelnie.

Znowu zaczyna ten temat. Nie odpuszcza pomimo moich próśb.

- Nie, mamo. Nie będę się przenosić. Tam jest mi dobrze.

- Dziecko tam jesteś tak daleko domu, swoich znajomych. Sama pomysł Ana.

- Tam jest tata, Harry, moi przyjaciele.

- Obiecaj, że jeszcze to przemyślisz - prosi.

Nie odpowiadam. Nie mam zamiaru. Tęsknię za mamą, ale nie wrócę tu.

Idę do kuchni i biorę się za obiad. Coś musimy jeść. Mam nadzieję, że niedługo zdejmą jej ten gips.

Brakuje mi nowego Yorku i wszystkiego co tam zostało. Nawet ciężko jest porozmawiać z Louisem. Strefy czasowe. Brunet często zarywa noce żeby odebrać ode mnie telefon. Brakuje mi go.

Kiedy kończymy jeść obiad, mama zasypia. Zmywam naczynia, a potem z książkami idę na górę. Odkładam je na biurko. Wyjdę na zakupy. Może mu coś kupię.

Tak, to dobry pomysł. Biorę torebkę i wychodzę z domu. Kieruje się do galerii.

Chodzę po sklepach. Sama nie wiem. Może jakąś koszulkę? On lubi angielską piłkę nożną. I zespół The Fray.

Tak. Będę szukać pod tym kątem, to jest najpewniejsze.

Sama kupuję sobie kilka ubrań. I są to sukienki oraz rurki.

Pójdę do fryzjera. Tak. Koniec z blondem.

Może jakiś czekoladowy brąz? Zobaczę co zaproponuje mi fryzjerka. Razem z zakupami idę do salonu. Tam nie ma takich dużych kolejek o tej porze.

Miła dziewczyna, może trochę starsza ode mnie, od razu się mną zajmuje.

~*~

Zostawiam walizkę w pokoju i wychodzę. Willow nie ma. Nic dziwnego. Nie mówiłam Lou, że dziś wracam. Mała niespodzianka. Zbiegam na dół do jego pokoju

Jego pokój jest jednak zamknięty. Cały akademik wydaje się być pusty. Dziś piątek. Niech zgadnę, imprezy? No trudno. Wracam do siebie, ale po drodze dostrzegam przez okno tłumy na boisku. Mecz. Chłopcy dziś grają.

Od razu się zawracam. Biegnę na trybuny. Szukam wzrokiem Willow.

Uff.. Na szczęście siedzi tam gdzie zawsze. Ruszam w jej stronę przepychajac się przez kibicujących studentów.

- Cześć - mówię głośno, stajac obok niej.

- Annabel! - krzyczy zaskoczona i mocno mnie przytula.

Całuję ją w policzek i uśmiecham się.

- Kibicujemy?

Śmieje się tylko i wskazuje na chłopaków na boisku. Dobrze sobie radzą. Nawet, nawet. Uśmiecham się też im głośno kibicując. Wreszcie zaczynają doganiac przeciwników. Liam zdobywa kolejny punkt.

Willow krzyczy tak, że mało nie ogłuchnę. Biegnij kochanie, brawo i tak dalej...Mecz kończy się naszym zwycięstwem. Trybuny szaleją. Wiadomo, że nasi chłopcy są najlepsi. Biegają po boisku zdejmując koszulki.

Ja i Willow tylko śmiejemy się z tych wariatów. Są niemożliwi..

Potem znikają w szatni. Kibice powoli się rozchodzą. Z przyjaciółką za rękę stoimy i czekamy na chłopaków. Ciekawe czy mu się spodoba.

Mam taką nadzieję. To głównie na jego zdaniu mi zależy.

Opieram się ramieniem o ścianę, a Willow robi mi całe sprawozdanie.

Chłopcy wypadają z szatni jak szaleni. Przepychają się i krzyczą.

- Liam! - Willow ląduje na jego plecach.

Na nich już raczej nie ma co liczyć dzisiejszego wieczoru. Uśmiecham się czując na sobie wzrok znajomego bruneta. Uff... przynajmniej mnie poznał.

- Heej - podchodzę do niego, żeby się przywitać.

Jak ja za nim tęskniłam.

- Masz coś na włosach.. - bierze między palce kosmyk.

- Czekoladę - mówię.

- Podoba mi się - posyła mi uśmiech.

- No i mam coś dla ciebie - całuję go w usta.

Podnosi brwi zaciekawiony i obejmuje mnie w talii.

- Ale musimy iść do mnie - uśmiecham się.

- Okay.. - wzrusza ramionami. Mówi chłopakom, żeby szli bez niego i zrywamy się oboje.

Tam pokazuję mu koszulkę, płytę i perfumy. To wszystko mu daję, po czym wchodzę do łazienki.

Ściągam ubrania i zakładam nową bieliznę. Przecież mogę mu się pokazac...Biorę głęboki oddech i otwieram drzwi wracając do pokoju. Louis od razu na mnie patrzy, a jego oczy dosłownie zaczynają błyszczeć. Nie spuszczę głowy. Nie. Kładę rękę na biodro, lekko się uśmiechając.

- Jesteś piękna - szepcze.

- Tylko w twoich oczach - podchodzę do niego.

- W nich jesteś idealna.

- Kocham cię, Louis.

Uśmiecha się i przyciąga mnie do siebie.

- Ja ciebie też.

Oplatam jego szyję i całuję go, szczęśliwa po tym co usłyszałam.

- Bardzo. Myślałem, że bez ciebie oszaleje - ciągnie w moje wargi.

- Dlatego wróciłam najszybciej jak mogłam.

Śmieje się i wznawia pocałunek.

- Poczekaj - mówię cicho.

Odsuwam się i idę zamknąć drzwi.

- Annabel, chcę żebyś była pewna - czuję na sobie jego wzrok.

- Jestem pewna.

Odwracam się do niego i w jego oczach widzę dokładnie to czego tak potrzebuje. Nie mówię już nic więcej. Całuje mnie delikatnie, ale pewnie. Dotyka, poznaje moje ciało. Robię dokładnie to samo. Bierze mnie na ręce i lokuje na swoich biodrach, które od razu oplatam nogami. Wplatam palce w jego włosy. Usta Louisa błądzą po mojej szyi. Jest tak dobrze. Chłopak idzie w stronę łóżka i po chwili mnie na nim układa.

Prostuje się i ściąga koszulkę. Zaraz potem rozpina pasek od spodni. Czuję się całkowicie bezpieczna przez tarcze jaką jest dla mnie ciało mężczyzny. Wiem, że robimy to z miłości. To dowód dla nas obojga. Ta noc jest wspaniała.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!