Jęcze siedząc okrakiem na kolanach Louisa. Ten sumiennie całuje moją szyję. Znajdujemy się przy głównej fontannie placu kampusu. Jest środek nocy. Druga, trzecia,... Sama nie wiem.

Zresztą co mnie to obchodzi. Jakoś mi to obojętne. Ważne, że jestem tu z nim. To przyjemne, kiedy jego usta błądzą po mojej skórze.

Mocno trzyma mnie za biodra. Otwieram usta, żeby coś powiedzieć, ale ponownie zostają one zaatakowane przez wargi bruneta.

Opieram ręce na jego klatce. Lekko go popycham i ...lądujemy w wodzie. Wybucham śmiechem.

- Popatrz. Zrobiłam się momentalnie mokra. Oj - zatykam ręką usta.

- Uwielbiam cię w tych spódniczkach - jakby chciał to udowodnić jego ręce wślizgują się pod nią.

- Louis! - krzyczę. - Macasz mnie w fontannie.

- Możemy wyjść - proponuje.

Daję mu długiego całusa. Co ja poradzę, że jego usta są takie słodkie.

Przedłuża pocałunek przyciągając mnie bliżej.

- Trzeba wracać.

Powoli się podnoszę. Podaję mu rękę i wychodzimy z wody. Jestem mokra. Nie lubię tego, ale...Dam radę. Nic się nie stało.

Louis łapie moją dłoń w swoją i idziemy do akademika.

- W sobotę lecę do Londynu. Mama złamała nogę. Muszę jej pomóc - mówię.

- Nie masz tam rodziny? Kogoś kto mógłby do niej zaglądać? - pyta patrząc na mnie.

- Babcia mieszka w innej części Anglii. Harry nie pojedzie. Ma egzaminy, a ja nadrobię.

- Nie jestem przekonany czy mi to odpowiada - mruczy zatrzymując się pod moim pokojem.

- Mi wcale - mówię szczerze. Nie chcę jechać, bo wcale nie wiem na ile. Poza tym będę tęsknić za Louisem. Nie będzie mnie. Będą inne dziewczyny którym się podoba. Którym nie ufam.

- Porozmawiamy o tym jutro, to znaczy rano - pociera moje ramiona i całuje w czoło.

- W sumie możemy jeszcze tak postać - uśmiecham się.

- Lub iść do mnie. Horana nie ma - proponuje cicho patrząc mi w oczy.

- Muszę z nim porozmawiać. Unikam go od tygodnia - łapię go za rękę i ciągle ku schodom.

- To unikaj dalej. - chłopak wzrusza ramionami nie przejęty.

- To nie jest koleżeńskie.

- Podpierdalanie dziewczyny przyjacielowi również - wchodzimy do jego pokoju.

- Przecież nic takiego nie zrobił - zapalam światło. Krzywię się na widok...Tego pokojem nie można nazwać.

- Nie będziemy o nim gadać - zostaję przyciśnięta do ściany i mocno pocałowana.

Oddaję pocałunek, oplatając jego szyję. Sprytnie odwraca moją uwagę. Znów podwija materiał na moich biodra i układa dłonie na udach. Zsuwam jedną rękę na jego tors. Przemoczona koszulka klei się do wyrzeźbionej klaty.

- Chodź ze mną pod prysznic - prosi.

- Louis, nie...ja, ale...nie.

- Proszę.. - powtarza patrząc mi w oczy.

- Twoja prośba jest krępująca - mówię cicho. Wiem, że jemu dziewczyny nie odmawiają. Z drugiej strony nie chcę być Maryją Panną. To nie oto chodzi. Ale jednak trudno rozebrać się przed mężczyzną jeśli nigdy się tego nie robiło.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!