Rozdział 8

2.7K 238 9

Niechcący wytrzeszczyłam oczy. Przecież nie będę piła herbatki z własnymi porywaczami, czy on w kulki leci?

No ale co ja miałam do gadania?

Skinęłam niepewnie głową, jakbym się zacięła i podeszłam ciut bliżej, by w razie czego słyszeć, kiedy będą mówić. Nie miałam zamiaru się odzywać, jedynie wysłuchać tego, co mają mi do powiedzenia i spadać do swojego pokoju. Byłam strachliwa, nic nie poradzę.

Jednak wszyscy nadal milczeli, uparcie wpatrując się we mnie, więc uznałam, że coś musiałam zrobić nie po ich myśli. Poruszyłam się niespokojnie, w obawie, że zaraz któryś z nich się zezłości i ja za to oberwę. Nie chciałam być krzywdzona, co to, to nie. Na moje szczęście mój ruch zrozumieli w sposób nieco normalny, również się poruszając i wskazując na jedyną pustą kanapę, która znajdowała się naprzeciwko ich sof.

Och, czyli dłuższe posiedzenie. Pięknie.

Przełknęłam głośno ślinę i, ściskając kurczowo przy piersi swoje brudne ubrania, ruszyłam na wyznaczone miejsce, by następnie niepewnie na nim usiąść, poprawiając przy tym wciąż nerwowo swoją opadającą na oczy grzywkę. Chcieli tylko pogadać, w końcu musieli mi jakoś przekazać, że mamy iść na zakupy, tak? Zakładałam, że chyba Harry im nie powiedział, że wiem.

Chyba Harry. Nie byłam pewna, czy to aby na pewno imię, które podał mi w furgonetce. Byłam wtedy roztrzęsiona, załamana i związana, więc nie brałam pod uwagę tego, co oni do mnie mówili.

Błąkającym się wzrokiem spojrzałam na dwie kanapy, gdzie rozwalili się chłopcy i przełknęłam ślinę, na szczęście tym razem cicho. Nerwowo poprawiłam się na niewygodnym siedzeniu i jeszcze mocniej przycisnęłam do piersi swoje ubrania. Były w pełni moje. Jako jedyna z tych wszystkich, otaczających mnie rzeczy, przypominały mi o domu, który porzuciłam. Musiałam więc je chronić. Za wszelką cenę, ale musiałam.

- Więc - zaczął kolega, który kazał mi zostać. - Chciałbym się przedstawić. Nas wszystkich.

I, uh, kamień z serca.

Odetchnęłam głęboko, nie chcieli zrobić mi krzywdy. Czy była osoba szczęśliwsza ode mnie w tamtym momencie? Jasne, że nie.

- Może sami się przedstawmy? - Zaproponował chyba Harry, nachylając w moją stronę i puszczając mi pocieszające oczko, które miało mi kazać się nie bać. Naturalnie nie posłuchałam.

- To dobry pomysł - paskowany podskoczył w miejscu. - Będziesz mniej więcej rozpoznawać nas po głosie.

Wydawało mi się, że nie miałam nic do gadania. Po prostu miałam tam siedzieć i słuchać, co mi właściwie odpowiadało. W końcu i tak nie wykrztusiłabym ani słowa, więc dobra moja.

Niepewnie skinęłam głową, lekko marszcząc nos, na co chyba Harry parsknął śmiechem. Szlag by tak trafił tego loczka, idealne ciało, piękne tatuaże, mądry, to jeszcze uroczy i słodko się śmieje. Jedna wada - porywa i zabija ludzi. Chyba bym się z nim nie umówiła na randkę.

Avalon, o czym ty myślisz?

- A więc ja jestem Harry, ale to już raczej wiesz - odezwał się, opierając spokojnie o podłokietnik sofy, ponieważ siedział z brzegu. - Bezimienna zna moje imię, wow - zażartował, a ja w odpowiedzi lekko spuściłam wzrok i się zarumieniłam.

A więc od teraz to będzie nie chyba Harry, a na pewno Harry.

- Niall - blondyn, siedzący obok bruneta pochylił się niczym dżentelmen i puścił mi ukradkiem oczko, na co się zdziwiłam. Myślałam, że mnie nie lubi. - Jeśli Madame zdradzi swe imię, obdarzę ją swą idealną pod każdym względem kanapką.

- Odpuść sobie - Harry klepnął go w bok, na co tamten natychmiastowo podskoczył, a następnie zgromił go wzrokiem. - Bezimienna Bezimienną zostanie, dopóki nie uzna nas na bezpiecznych.

Wypuściłam niezauważalnie powietrze. Dziwne, że chłopak pamiętał takie błahostki, które mówiłam będąc śpiącą, wykończoną i głodną. Choć tak właściwie miałam zamiar trzymać się tego, co powiedziałam i nie zdradzać żadnemu z nich swojego imienia aż nie uznam, że mogę uwierzyć im w chęć niekrzywdzenia mnie. Musiałam poczuć się przy nich bezpiecznie, a jak na razie szło mi opornie.

Właściwie skąd pomysł na to, że kiedykolwiek w towarzystwie swojego porywacza poczuję się bezpiecznie?

Idiotka ze mnie.

- Louis - paskowany zapiszczał i podskoczył w miejscu, klaszcząc w dłonie. Był żywy i pełny energii, dobrze dogadywałby się z moimi przyjaciółkami. - Pan, który lubi marchewki, paski oraz Kevin'a!

Kevin'a? On jest gejem? Kim, do jasnej cholery, był Kevin?

- Ej - oburzył się Niall, wydymając dolną wargę. - Nie mówiłeś, że można o zainteresowaniach!

- Zamknij się, Niall - spławił go mulat, siedzący na następnej kanapie. - Zayn. Lubię...

- Lusterka - cała czwórka dokończyła za niego, na co kąciki moich ust powędrowały do góry.

Oni serio byli mili i zabawni.

A tymczasem robili takie okropne rzeczy.

I od razu moja mina zrzędła. Nie byłam u przyjaciół, ani na wieczorku zapoznawczym, ja zostałam porwana i byłam zmuszana do wysłuchiwania ich rozmów oraz musiałam wiedzieć jak który miał na imię.

- Liam - ostatni, ten, którego nie było wcześniej, odezwał się głębokim głosem, od którego po moim kręgosłupie przeszły ciarki, ale zaraz rozpromienił się i puścił mi promienny uśmiech. - Słaby żartowniś, nie dorastam do pięt Louis'a, ale i tak jestem wyśmienity. Moim ulubionym filmem jest 'Klik: i robisz, co chcesz'.

- Adam Sandler? - Wypaliłam, zanim pomyślałam. - A pięćdziesiąt pierwszych randek? - Kolejne niechciane słowa.

Nic nie poradzę na to, że poczułam się inaczej. Jak w domu. Tak... beztrosko.

Zanim się zorientowałam usłyszałam oklaski i po chwili każdy z chłopaków podszedł do Liam'a i dał mu w dłoń po banknocie.

- Czyli ty jednak mówisz - zaśmiał się Liam, zliczając swoje pieniądze. - Dzięki tobie się odkułem. Mały zakładzik o to, przy którym się odezwiesz, nie gniewasz się?

Moje oczy wyglądały, jak dwa spodki od filiżanek. Słowo daję.

- A ty się nie przedstawisz? - Zapytał Lou, wpatrując się we mnie. - No dawaj, jaki jest twój ulubiony film? Co lubisz robić?

- Pracuję w zoo - powiedziałam niepewnie, nie wiem dlaczego odważyłam się powiedzieć im cokolwiek. - Uwielbiam spędzać czas z Mią.

- Fajnie - Niall skinął głową z uznaniem, a potem zmarszczył czoło. - Ale kto to Mia?

- To kangur - zapiszczałam niepewnie, wciąż ściskając w ręku swoje ubrania, przycisnęłam je do swoich kolan i mocno odetchnęłam.

- Okay, ale imienia nam nie zdradzisz? - Zapytał z nadzieją Harry.

W odpowiedzi z uśmiechem pokiwałam głową na 'nie'.

Usłyszałam klaśnięcie i po chwili odezwał się Zayn, dźwigając poślady z miejsca.

- Widzę, że wyschłaś. To dobrze, bo idziemy na zakupy.

Zdębiałam.

A tak dobrze im szło.


Jutro jadę na dwa tygodnie na wieś, gdzie nie ma internetu [*] 

znowu nic nie będzie 

postaram się coś napisać, ale chyba nie dam rady. :'( 

Kocham was <3 

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!