Rozdział 7

2.9K 246 35

Nie spałam, nie miałam jak poprzez lęk. Bałam się, tak po prostu. Nagadałam chyba Harry'emu okropnych rzeczy i obawiałam się konsekwencji swojego nienaturalnie długiego języka. Przecież, do jasnej ciasnej, on mógł mnie zabić.

Czy na prawdę jestem aż tak głupia, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy? Gdzie ja wtedy miałam głowę? Zapewne w chmurach.

Zamiast dogłębnie przemyśleć jednak tą jakże interesującą sprawę, ja postanowiłam zacząć wyobrażać sobie mordki moich najbliższych. Mama, moje dwie najlepsze przyjaciółki, chłopak, a nawet ojciec, choć jego wolałam wyrzucić ze swojej głowy. Tęskniłam za nimi wszystkimi. Najbardziej za... kurde, za wszystkimi tak samo mocno. W końcu każdą z tych osób bardzo mocno kochałam.

Kiedy miałam zamiar pogrążyć się we śnie i właściwie mi się udało, usłyszałam głosy zza ściany. Jeśli się dobrze orientowałam, tam znajdował się salon, więc się nawet nie zdziwiłam. Później zerknęłam na swój dołująco biały zegarek, który stał na białej szafce obok mojego białego łóżka. Z żalem stwierdziłam, że spałam zaledwie 15 minut. Z taką dawką snu byłam po prostu martwa.

Kiedy podniosłam się do pozycji siedzącej, opierając swoją małą głowę o białą ścianę za łóżkiem, usłyszałam własny jęk spowodowany niewyspaniem. Zawsze tak robiłam, kiedy byłam zmęczona.

Spojrzałam na siebie, a raczej swoje ubrania, które były okropnie brudne i westchnęłam. Jak to możliwe, że ich nie przebrałam?

Z lekką trudnością wygramoliłam się z łóżka i stanęłam przed szafą, w której zaczęłam szukać jakichś nadających się do ubrania rzeczy. Znalazłam lekko przetarte dżinsy i jakąś koszulkę z napisem, ale mój wzrok był na tyle rozmazany, że nie dałam rady rozpoznać poszczególnych liter. Zaraz potem rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale, jak się okazało - mój pokój nie posiadał oddzielnej łazienki. Oh, cudownie.

Nie powiem, że wizja zapytania swoich porywaczy o miejsce, w którym mogłam się odświeżyć i ubrać nie napawała mnie strachem. Byłam śmiertelnie przerażona. Ale w końcu musiałam się umyć, tak? Jeśli mieliśmy wyjść na miasto, nie mogłam wyglądać, jak bezdomny. To chyba oczywiste.

Wzięłam więc kilka przerażająco głębokich wdechów i pod wpływem chwili otworzyłam drzwi od pokoju, w którym się znajdowałam, a te wydały z siebie na tę czynność głośne skrzypnięcie. Słowo daję, że chciałam się zakopać głęboko pod ziemią, kiedy głowy dosłownie wszystkich w salonie odwróciły się w moją stronę i uh, wszyscy unieśli brwi, co normalnie wyglądałoby komicznie.

- A ty dokąd? - Zapytał mulat o czarnych włosach. Niestety nie pamiętałam, jak miał na imię.

Lekko zmrużyłam powieki, ponieważ zdałam sobie sprawę z tego, jak to musiało wyglądać. A mianowicie - jakbym chciała uciec.

Niepewnie uniosłam w górę dłoń, w której trzymałam ubrania i skinęłam w jej stronę.

- Szukałam łazienki? - Powiedziałam niepewnym, piskliwym głosem i nic nie poradzę na to, że zabrzmiało to bardziej jak pytanie, a nie stwierdzenie.

Na kanapie naliczyłam czterech chłopaków. Nie byłam pewna którego nie było, ale wzrokiem odnalazłam Niall'a, który przepychał się o kanapkę z chłopakiem w bluzce w paski, mulata oraz chyba Harry'ego, który wgapiał się we mnie niczym w ósmy cud świata. Wyglądał na rozbawionego moją niepewną postawą i gdyby nie fakt, że był moim porywaczem, to by oberwał.

- Uh, tak, jasne - odpowiedział lekko zmieszany mulat i wskazał mi na drzwi na końcu korytarza. - Prosto do samego końca i w lewo. W środku jest ta... no... masakra i błyszczyk, na szafce u góry.

Masakra?

Kąciki moich ust powędrowały w górę, kiedy usłyszałam, jak chłopak przekształcił to słowo, ale nie odważyłam się roześmiać. Skinęłam jedynie głową i zamykając za sobą drzwi od pokoju, ruszyłam w stronę korytarza.

- Wow, Bezimienna się jednak uśmiecha - łatwo rozpoznałam zachrypnięty głos chyba Harry'ego, co spowodowało jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy.

Miałam wrażenie, że ten dzień będzie jednym z tych dobrych.

Zanim zamknęłam się w łazience, usłyszałam słowa Niall'a skierowane w kierunku chłopaka, z którym wcześniej się przepychał.

- Louis, przecież tłumaczę ci, do jasnej cholery, że ta bułka jeszcze dzisiaj, kiedy ją zrobiłem, wyznała mi miłość i dała na piśmie, że tylko ja - podkreślił - mogę mieć ją w swoim żołądku.

Chwilę później do moich uszu doszło głośne plaśnięcie, na co parsknęłam chyba zbyt głośno. Zapewne facepalm.

Zaraz potem, kiedy oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę z tego, że ktoś mógł to usłyszeć, zamknęłam się w pomieszczeniu, mocno trzaskając przy tym drzwiami, za co ponownie miałam zamiar się zabić.

Zamknęłam powieki i głośno odetchnęłam, kiedy nie usłyszałam kroków w pobliżu.

Zamknęłam się więc, chcąc, aby nikt nie wtargnął do pomieszczenia nieproszony i rozglądnęłam się po średniej wielkości łazience. W lustrze dostrzegłam to, jak bardzo moje włosy były przetłuszczone i jęknęłam niechcący na ten niepokojący widok. Miałam też wory pod oczami, ale nie przejęłam się nimi zbytnio, ponieważ nawet wtedy, kiedy byłam wyspana one mi towarzyszyły. Szybko wzięłam chłodny prysznic, który, jak oczekiwałam, sprawnie postawił mnie na nogi. Zawiodłam się, kiedy nie znalazłam szamponu dla kobiet i zmuszona byłam do użycia jednego z tych dla mężczyzn.

Nie dostanę od tego raka, prawda?

Już odświeżona wyszłam z kabiny i szybko wytarłam głowę ręcznikiem, chcąc jakoś wysuszyć włosy. Suszenie ręcznikiem okazało się nie przynosić efektów, więc po prostu ubrałam rzeczy, które sobie naszykowałam. Spodnie ładnie opinały moje nogi i zdecydowanie je polubiłam, ale bluzka była jakaś taka dziwna, czułam się w niej jak w worku i pomimo, że lubiłam kraść ubrania swojemu tacie i chłopakowi, to po prostu w niej było jakoś inaczej. Westchnęłam niezadowolona i podeszłam do lusterka, wzrokiem szukając szafki, o której mówił mi mulat. Szybko ją zlokalizowałam, a wtedy moje oczy ujrzały suszarkę, czyli inaczej chodzący ideał. Czym prędzej ją zabrałam i zaczęłam suszyć swoje włosy. Nigdy nie byłam w tym dobra, więc końcówki jak zawsze zostały mokre, ale bardziej chodziło mi o włosy przy głowie. Nie chciałam zachorować, w końcu każdy wie, że pogoda w Londynie, gdzie domyślałam się, że jestem, nie była jakaś wspaniała.

Po prawie-wysuszeniu włosów zgarnęłam maskarę i owy błyszczyk. Szybko pomalowałam oczy i zaczęłam niepewnie szukać szczoteczki do zębów. Znalazłam jakąś nieodpakowaną, więc szybko pozbyłam się pudełka i umyłam swoje zęby. Potem schowałam ją z powrotem do opakowania i nałożyłam na usta błyszczyk.

Gotowa przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że wyglądałam nawet znośnie. Oznaczało to, że człowiek na ulicy nie dostałby na mój widok zawału.

Z głośnym westchnieniem odłożyłam każdą z rzeczy, które dotknęłam, na swoje miejsce i opuściłam łazienkę, chcąc udać się do swojego pokoju. W salonie spotkałam się z badawczymi i zainteresowanymi, jak mi się wydaje, spojrzeniami. Spięłam się nieznacznie na tak wielkie zainteresowanie swoją osobą i przyspieszyłam kroku.

- Poczekaj - usłyszałam dotychczas nieznany mi głos, więc głośno przełykając ślinę odwróciłam się do swoich porywaczy. Tym razem na dwóch kanapach siedziała już cała piątka. To jedno, przerażające słowo wypowiedział towarzysz w bluzce w paski, który wcześniej przepychał się z Niall'em. - Zostań z nami.


Jestem i bardzo bardzo was przepraszam za brak rozdziałów

biorę się za siebie, mam teraz dwa dni na pisanie i tylko pisanie, więc spodziewajcie się przynajmniej jednego rozdziału jeszcze w tym tygodniu

Kocham was <3 

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!