Budzę się przez głupi budzik. Jestem taka zmęczona. Wczoraj była niedziela. Nie mogłam się wyspać po wieczorze z Lou, a wróciliśmy późno. Cały dzień się uczyłam. Calutki. Dzisiaj...Dzisiaj poniedziałek! Ja mam egzamin. Ale rozprawa! Willow była już u profesora umawiać się na inny termin. Razem z Liamem jadą z jej bratem do sądu.

Siadam na łóżku. Przecież też muszę jechać. W końcu to po części moja sprawa.

- Może być? - pyta stając przede mną.

w czarnej sukience.

- Tak, Willow. Bardzo ładnie wyglądasz - zapewniam ją, wstając.

- Ale odpowiednio?- dopytuje.

- Tak, odpowiednio. Naprawdę. Tylko załóż coś na ramiona.

- Pożyczysz? - pyta cała zestresowana.

Kiwam głową. Podaję jej z szafy białą marynarkę i sama idę się ubrać. No nic. Nie zmienię dzisiaj terminu. Po prostu nie pójdę.

Liam przychodzi trochę przed dwunastą.

- Gotowa? - całuje swoją dziewczynę.

- Chyba. Ale zdenerwowana - gada jak najeta. Oddycha głęboko.

Rozmawiałam z Louisem wczoraj wieczorem. Z nas wszystkich on najmniej zdaje się tym denerwować. Naprawdę go nie rozumiem. Przecież mogą go skazać. I co wtedy? Właśnie.

- Liam, jadę z wami.

- Co? - moja przyjaciółka patrzy na mnie zdziwiona. - Masz egzamin.

- Jadę z wami - powtarzam, biorąc torebkę.

- Annabel, nie wiem czy to dobry pomysł - odzywa się.

- Dlaczego? To moja wina. Więc tam jadę. Z wami czy nie, to tam dotrę.

- Chodźcie, bo się spóźnimy.

Kiwam głową. Opuszczamy pokój i schodzimy na dół. Autem Liama jedziemy do sądu.

Louis pojechał zaraz rano bo jego obrońca chciał z nim jeszcze porozmawiać. Myślę, że ma dobrego adwokata. Ale gdyby tylko powiedział prawdę... Chciałabym w jakiś sposób móc go wesprzeć. Zależy mi na tym. Budynek sądu jest naprawdę wielki. Przeraża mnie tym już na początku.

Wchodzimy na salę tuż przed rozpoczęciem rozprawy. Louis ma czarną koszulkę i marynarkę.

W jego wydaniu to strój elegancki. Dobrze jest. Posyłam mu krótki uśmiech.

Odwzajemnia go, ale nawet z takiej stron dostrzegam w jego oczach radość, ulgę i wdzięczność. Pokazuję mu kciuk w górę. Będzie dobrze. Do sali wchodzi sąd. Rozprawa rozpoczyna się.

Jared siedzi kompletnie Niewzruszony. Kilka razy czuję na sobie jego wzrok. Co za tupet!

Nie chcę na niego patrzeć. Wręcz się nim brzydzę.

Przez cały czas Willow trzyma mnie za rękę. Sędzia opuszcza salę idąc się naradzić.

- Jeśli oni go skażą to im wszystko wykrzyczę - mruczę.

- Uspokój się - mówi Liam, przecierając twarz dłonią. Willow po prostu siedzi nie spuszczając wzroku z brata.

Chyba nikt z nas nie może być spokojny. Najchętniej to sama bym dołożyła temu draniowi. Ale mógłby mi oddać. Sędzia wraca po najdłuższej pół godziny w moim życiu. Wszyscy wstają i czytany jest wyrok.

- Wyrokiem sądu jest skazanie pozwanego na 30 godzin społecznych oraz zakaz zbliżania się do Jareda Simpsona na sto metrów.

Widzę jak Louis prycha pod nosem i mocniej zaciska pięści. Willow i Liam z kolei zdecydowanie oddychają z ulgą.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!