Leżę na łóżku i patrzę w sufit. Denerwuje mnie zegarek, stojący na szafce. Denerwuje mnie bałagan na biurku. Denerwuje mnie nie zrobione pranie. Jestem zła. Nie wiem co mam ubrać. Idę dzisiaj na...randkę? Na spotkanie z Louisem. W końcu muszę mu się odwdzięczyć. Sam tego chciał. Szczerze nie wiem co mam o tym myśleć. Przecież skoro zaproponował mi randkę, to nie bez powodu. Na prawdę mogłabym mu się podobać? Z jednej strony to bardzo miłe. Nie sądzę, aby chciał sobie ze mnie robić żarty. On... lubię go. Na pewno musiałabym go lepiej poznać. Jejciu, ja na prawdę idę na randkę.  Uśmiecham się lekko. A potem smutnieję. Nago nie pójdę. Stoję przy tej głupiej szafie i kompletnie nie mogę się zdecydować. Jestem tak pochłonięta, że prawie dostaje zawału gdy do pokoju wpada Liam. 

- Willow nie ma - mówię zdziwiona. 

- Nie ma... - powtarza cicho pod nosem. - A gdzie jest?

- Dobre pytanie - kiwam głową. - Może z jakimś Christianem? Nie mam pojęcia.

 - Z kim? - pytam patrząc na uważnie. 

Wzruszam ramionami.

 - Nie wiem, Liam.

- Zajebiście... Co robisz? - rozkłada się na łóżku swojej dziewczyny.

- Próbuję się w coś ubrać - wyciągam granatową, firankową spódnicę.

Ściągam z wieszaka białą bluzkę na guziki bez ramion.

 - Nie idź w tym - jęczy chłopak. 

- A kto powiedział, że ja gdzieś idę? - nie odwracam się.

Przeglądam dalej ubrania. 

Podchodzi do mnie i chwilę później ściąga kilka wieszaków.

 - To będzie w porządku, spodoba mu się. - podaje mi różową bluzkę na ramiączka i ciemnofioletową spódnicę. Do tego biały sweterek. 

- Dziękuję - uśmiecham się i całuję go w policzek. - Idź już sobie, poszukaj Willow, co? 

- Mógłbym ci pomóc - proponuje. - Dobrać stanik, spódnice zapiąć..

- Liam, idź stąd! - krzyczę, uderzając go bluzką.

- Wdzięczność - prycha pod nosem i wychodzi śmiejąc się. Jednak zaraz znów widzę w drzwiach jego głowę. - Czarny stanik, koniecznie.

Gromię go wzrokiem. Znika mi z oczu. Zamykam drzwi na klucz i mam święty spokój. Jeszcze raz przyglądam się zestawowi który mi wybrał. Jest ładny. No dobra. Ubieram się w niego i rozczesuję włosy. A teraz czas na porządek, bo potem będę zmęczona. Zbieram książki z biurka i układam je. Pranie akurat zrobię później. Nawet nie wiem kiedy wybija już siódma. O nie! Jestem spóźniona. Torebkę przewieszam przez siebie i wychodzę z pokoju. Szybkim krokiem schodzę na dół. Mijam brata, witając się z nim cichym pomrukiem.

Dostrzegam Louisa palącego przy bramie. Czyli tam gdzie się umówiliśmy. Louis jak Louis. Biała koszulka z napisem i rurki. Zwykle, a jednak on i tak zawsze dobrze wygląda. Gdzie jest sprawiedliwość? Automatycznie moje ręce wygładzają spódnicę. Wtedy chłopak mnie zauważa i szeroko się uśmiecha.

- Cześć, kochanie - mówię słodkim tonem, przypominając sobie zakupy.

Śmieje, łapie moją dłoń i prowadzi do swojego samochodu.

Wsiadamy do środka.

- Gdzie jedziemy? - pytam ciekawa.

- Zobaczysz.. - puszcza mi oczko i rusza.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!