For every story tagged #WattPride this month, Wattpad will donate $1 to the ILGA
Pen Your Pride

Rozdział I

3K 144 6

Rozdział I

                Brązowowłosa nastolatka wyszła na klatkę schodową. Przewiesiła torbę wypakowaną książkami przez ramię i zapięła grubą bluzę w kolorze błękitu. Zamknęła za sobą drzwi mieszkania i ruszyła w kierunku szkoły.  Po kilkunastu minutach była na miejscu. Obszerny budynek z ogromną ilością okien, w których w większości były witraże w pewnym sensie odstawał od otoczenia. Stara klasycystyczna budowla otoczona była zaniedbanym ogrodem w stylu francuskim. Przed bramą stali uczniowie, krzycząc i śmiejąc się. Dziewczyna podeszła do jednej z grupek, gdzie przywitało ją kilkoro przyjaciół. Weszli razem do budynku. Kilka minut później rozbrzmiał złowrogi dźwięk dzwonka. Podwórko opustoszało, kiedy nadszedł czas rozpoczęcia zajęć. Nastolatka o brązowych włosach niechętnie weszła do sali lekcyjnej i usiadła w ostatniej ławce. Tuż obok niej swoje rzeczy rozłożyła czarnowłosa.  Wysoka dziewczyna, o wzroście równym Margareth miała na sobie luźną tunikę w szkocką kratę i granatowe getry. Czarne jak smoła włosy, sięgające ramion miała spięte w luźny, niedbały kucyk.

- Nudy, nie?- nachyliła się do koleżanki, która otępiałym wzrokiem obserwowała nauczyciela.- Margareth, masz może jakąś kartkę?

Kiwnęła głową, aby zaprzeczyć, na co żywiołowa koleżanka wychyliła się do przodu i uderzyła siedzącego chłopaka o blond włosach. Nastolatek odwrócił się wbijając morderczy wzrok w roześmianą towarzyszkę Margareth.  W jego zielonych oczach tańczyły iskry, które nadawały mu wesołego wyglądu. Ubrany był w czarną koszulę i granatowe rurki.

- Paula, nudzi ci się?- szepnął lekko poirytowany. W szkole nie cieszył się popularnością, tak samo jak Paula i Margareth. Trzeba przyznać, że tworzyli zgraną paczkę. Zawsze się nawzajem rozumieli, zawsze spędzali czas tylko ze sobą.  Teraz tylko udawał irytację. Nie miałby serca, gdyby złościł się na jedyne, bliskie sobie towarzystwo. 

- Tak- wyszczerzyła białe zęby w szerokim uśmiechu.- Michael, masz może kartkę? Nie wzięłam brudnopisu, a nie mam ochoty słuchać trajkotania tego faceta.

                Tuż po dzwonku obwieszczającym przerwę, siedemnastolatka pobiegła do biblioteki na tyłach gmachu, chcąc odciąć się od otoczenia. Chciała pobyć sama, a to miejsce było do tego odpowiednie. Pełno regałów i roznoszący się w powietrzu zapach starych książek, to było coś, co sprawiało jej przyjemność. Usiadła na ziemi, opierając plecy o białą ścianę. W ostatnim czasie dziwnie się czuła, dokuczały jej częste bóle głowy. Każdej nocy miała koszmary, których nie sposób było wyjaśnić. W swoich snach widziała wysokiego mężczyznę o czarnych włosach. Zdawał się ją wołać, ale za każdym razem kiedy ona biegła w jego stronę, czuła jak ktoś ją powstrzymuje i ciągnie w przeciwnym kierunku. Nie pamiętała wyglądu jego twarzy. Po przebudzeniu, za każdym razem, miała przed oczami widok ołtarza ociekającego krwią. Nic poza tym. Nie zwierzała się nikomu z tych koszmarów, ale kiedy tylko nikogo w pobliżu nie było, ogarniał ją strach.

 Na jednej z przerw, kiedy ponownie planowała zaszyć się pośród sterty starych książek, podbiegła do niej niska blondynka.

-Pamiętasz, że dzisiaj jest przyjęcie o ósmej? Dasz radę przyjść, nie?- zapytała, energicznie wymachując rękami.

-Jasne, że tak- odparła brunetka. Wcale nie miała ochoty tam iść, ale szła cała klasa. Czuła się źle na tego typu przyjęciach, ale jedna z dziewczyn zmieniała szkołę, a to było jej przyjęcie pożegnalne.

                  Nadszedł wieczór. Było ciepło, pomimo połowy października.  Wszyscy byli już na miejscu. Przyjęcie miało odbyć się w chatce w lesie. Dziewczyna przekroczyła próg drewnianego domku i skierowała się do wysokiej, dobrze ubranej blondynki.

- Margareth! Jak dobrze że jesteś! Tak się cieszę!

- Proszę. To ode mnie. -wręczyła jej torebkę średniej wielkości.

- Nie musiałaś. Dziękuję- blondynka rzuciła jej się na szyję.- Będzie mi cię brakować.

Uśmiechnęła się, czując narastający strach. Dziwne przeczucie powróciło. Postanowiła jeszcze przez chwilę porozmawiać z wysoką nastolatką. Potem zamieniła jeszcze kilka słów z innymi ludźmi, po czym wyszła na zewnątrz. Poczuła, że się dusi. Miała wrażenie, że nie pasuje tutaj. Chciała odejść. Zniknąć. Zostawić za sobą wszystko. Skierowała się w stronę lasu, gdy nagle ktoś położył jej dłoń na ramieniu.

- Dokąd idziesz? - zapytał blondwłosy chłopak.

- Do, lasu. Nie widać?- odparła lekko znudzonym głosem.

- Widać. Ale co, nudzi Ci się tu? Czy może chcesz spotkać wilki? Dzisiaj pełnia, może być niebezpiecznie.

- Nie chcę tu być.

- Może pójdę z Tobą?

- Nie trzeba mi niańki Michael...

Chłopak nie odpowiedział, ale poszedł za nią.

- Za rok kończymy szkołę, co chcesz dalej robić?- zapytał po długiej ciszy.

- Nie wiem. A ty?

- Chcę studiować na Harvardzie- przerwał, myśląc nad dalszą wypowiedzią.- Może lepiej będzie jak wrócimy? Jesteśmy już daleko- zapytał zdenerwowany.

- Jasne.

  Zaczęli wracać. Po chwili jednak zorientowali się, że nie wiedzą jak wrócić. Znaleźli się nad jakimś wodospadem.

- Słuchaj, może zadzwonię po pomoc?

- A masz telefon?

- Tak.

- To może najpierw użyj GPS'a?

- Nie pomyślałem- chłopak uderzył się w czoło, uświadamiając sobie swoją głupotę. Próbował uruchomić mapy. W tym czasie Margareth zbliżyła się do krawędzi skarpy. Do urwiska wypadała woda, a na dnie płynęła rzeka. Dziewczyna wychyliła się i spojrzała w dół, by ocenić odległość do dna. Było to około, lub więcej niż pięćset metrów. Odwróciła się.

- I co?- zapytała.

- Nie ma zasięgu.

- To może spróbuj ...- nie dokończyła, gdyż właśnie w tym momencie coś wyskoczyło z krzaków i rzuciło się na nią. Krzyknęła. Zwierzę, bądź cokolwiek to było, zepchnęło ją w przepaść. Zaczęła spadać. Brzeg urwiska wraz krzyczącym blondynem zaczęły się oddalać. Wiedziała, że to już koniec. Albo zginie, bo nie potrafi pływać, albo nie przeżyje upadku do wody z tak dużej wysokości. Całe życie przewijało jej się przed oczami niczym film. Nagle jej ciało uderzyło o taflę wody. Nie była w stanie przeciwstawić się sile jaka wepchnęła ją pod wodę. Ubrania nasiąkły wodą i stały się ciężkie, zaczęła opadać na dno. Otoczyła ją wszechobecna ciemność. Przestała walczyć, przestała odczuwać bodźce z zewnątrz. Straciła przytomność.

Kuroshitsuji- Love Is Forever. Nothing Can Destroy It. Even Death...Przeczytaj tę opowieść za DARMO!