Rozdział 1

2.7K 222 35

Będąc w tym liceum już prawie cały pierwszy rok, bądź co bądź, ale z pewnością nauczyłem się jednego. Mianowicie, jak przekonać nauczycielki, by odechciało im się brania mnie do tablicy po to, by mnie przepytać.

Jeżeli nie miałem najmniejszej ochoty na to, by zdobyć kolejną jedynkę, wykorzystywałem sprawdzony sposób. Posyłałem babce najniewinniejszy ze swoich uśmiechów i tylko patrzeć, jak miękło jej serce, a na policzki powoli wstępują szkarłatne plamy rumieńców. Wiedziałem, a raczej domyślałem się, że większość kobiet, które mnie uczą, czuje do mnie coś w rodzaju sympatii, dlatego też zwykły czyn, jakim był uśmiech, załatwiał mi godzinę bez niepotrzebnych słabych stopni. Lecz działało to, oczywiście, tylko na damską część grona pedagogicznego. Męska część raczej nie czuła tego samego. To raczej dobrze. Nie chciałbym być obiektem zainteresowań jakiegoś podstarzałego gościa. To by było obrzydliwe.

Siedziałem właśnie na matematyce i obserwowałem, jak stara pani Shirai znęca się pod tablicą nad moim najlepszym kumplem, Levim. Poszedł tam, oczywiście za karę, bo przeszkadzał na lekcji, rzucając z chłopakami w siebie nawzajem kulkami z kartek, które latały po całej klasie. Teraz stał, wgapiając się w niemiłosiernie długi przykład, co chwila coś pisząc i zmazując.

- Och, na Miłość Boską, przestań latać po tej tablicy jak żyd po pustym sklepie! - warknęła nauczycielka, obserwując, jak Levi już chyba po raz setny zmazuje jakiś błąd.

- No przecież pani mówiłem, że nie potrafię tego zrobić! - zawołał chłopak, ciskając kredą o półeczkę pod tablicą.

- Siadaj. - zakomenderowała kobieta. - Stawiam ci pałę.

- Pani? - burknął Levi. - Szczerze wątpię.

Zachichotałem, nie mogąc się powstrzymać.

- A może pan Natsu jest chętny do skończenia tego przykładu?

- Muuuuuszę? - wyjęczałem, posyłając jej uśmiech.

- Eghm. - chrząknęła. - W takim razie Yunko, bardzo proszę.

Ach, tak, bym zapominał. Yunko to moja dziewczyna. Średniego wzrostu, szczupła i wysportowana, o długich, jasnobrązowych włosach, które były niesamowicie miękkie i pachniały cudownie, oraz z oczami w kolorze intensywnego błękitu, uchodziła za zdecydowanie najlepszą dupę z naszego rocznika. Ale nie chodziła do mojej klasy. Ta lekcja była wyjątkiem, bo zabrakło nauczycieli na zastępstwo i matematykę mieliśmy połączoną.

Dziewczyna z westchnięciem wstała z krzesła i podeszła do tablicy. Z tyłu prezentowała się równie dobrze, co z przodu. Trzeba przyznać, że niczego jej nie brakowało.

- Dwie sześćdziesiąte czwarte minus jedna cała i dwadzieścia pięć setnych, podzielić na trzy czwarte dodać... - mówiła na głos to, co pisała, za przyuczeniem matematyczki. To było nudne. Do czego mi się to niby przyda? Pięć minut później przykład był skończony. Yunko usiadła.

- Dobrze. Pięć. - oznajmiła nauczycielka i wpisała ocenę do dziennika elektronicznego.

Akurat zadzwonił dzwonek. Zerwałem się z krzesła, byle jak poupychałem książki w plecaku i ruszyłem w stronę wyjścia.

- Head shoooooot! - przez ogólny rozgadiasz przebił się okrzyk Mike'a. Odwróciłem się. Trafił starą Shirai kulką w głowę.

- Mam dość takiego zachowania! Wpisuję ci uwagę, Rikan! - zaczęła się wydzierać, ale opuściliśmy już salę.

- Co teraz? - spytałem Levi'ego.

- Egh, WOS. - odparł, wzdychając ciężko.

- Super, wyśpię się. - stwierdziłem. Prawie całą noc ćwiczyłem nową piosenkę i nie miałem czasu, żeby się wyspać. Padłem jakoś przed piątą rano.

- Ta, a referat masz?

- Chuj... Zapomniałem.

- Też nie mam. - wzruszył ramionami. Jak tak dalej pójdzie, to mnie usadzi.

- Miej wyjebane, a będzie ci dane. - poradziłem. - Oceny są jak laski: jak nie zaliczysz jednej, to zawsze trafi się druga, jeszcze lepsza.

Levi parsknął śmiechem.

- Podoba mi się to porównanie.

- Z życia wzięte.

Poszliśmy pod klasę. Wokół panował tradycyjny haos. Jakaś grupka dziewczyn nieopodal robiła sobie zdjęcia, piszcząc i śmiejąc się. Kilku kolesi nawalało w gierki na telefonach i psp, inni spisywali prace domowe, czemu towarzyszyły okrzyki typu "Masz to źle!", "Pisz szybciej, a nie pierdolisz!", lub "Ale zmień to jakoś!" i tym podobne. Jeszcze inni gadali lub darli ryje. Typowa szkolna przerwa.

Po dzwonku jako pierwszy weszłem do sali i usiadłem na swoim miejscu, czyli w trzeciej ławce pod samym oknem. Klasa powoli wchodziła i zajmowała ławki, ja zaś schowałem głowę w ramionach i pozwoliłem sobie odpłynąć. Niezbyt mnie interesowała ta lekcja.

Wyczekiwałem ostatniego w tym dniu dzwonka. Gdy już rozbrzmiał, razem z Levim i Mikiem opuściliśmy teren placówki i na piechotę poszliśmy do mnie na chatę. Chciałem pochwalić im się nowym kawałkiem, poza tym umówiliśmy się na pojedynek w naszej ulubionej grze na ps. Nie mieli szans.

***

Wieczorem Levi odebrał telefon. Jako że był piątek i urodziny jakiegoś jego znajomego, okazało się, że wszyscy jesteśmy zaproszeni.

- Przecież ja go nawet nie znam. - mruknąłem, popijając piwo z butelki, o którym moi starzy nie mieli zielonego pojęcia.

- Oh, daj spokój. Co z tego. Powiedział, że mam wbijać z jak największą liczbą osób. Ponoć ma być grubo.

- Dawaj, idziemy. - Mike szturchnął mnie w ramię.

- Ale... - zacząłem.

- Kurwa, Natsu, no nie poznaję cię! - zawołał Levi. - Pisz po Yunko, rusz tą leniwą dupę i idziemy.

- Egh. Niech wam będzie.

Wyciągnąłem telefon i napisałem smsa do Yunko.

"Jak tam, mała? Gotowa na imprezę? Za pół godz. będziemy po ciebie."

Odpisała niemal natychmiast.

"Nie, proszę, przyjedź sam. Nie mam nastroju na imprezy. Potrzebuję cię teraz obok. Będziesz?"

______________________________

A więc witam na moim pierwszym opowiadaniu na wattpadzie :D
Co tu mówić? Powiem krótko.
Jeżeli podoba wam się rozdział i ogólnie początek opowiadania, i do gwiazdkowania i liczę na komentarze, bo bardzo mi na nich zależy. :3
Rozdziały postaram się dodawać regularnie.
Może na razie trochę nudno, ale początek musi być. :D

That other love...Read this story for FREE!