Rozdział 4

3K 253 18

Siedziałam w swoim pokoju. Ładnie mi go urządzili, piękny. Białe ściany, biała podłoga, biały sufit, białe łóżko, biała pościel, biała szafa. Wszystko tam kurwa było białe! Rzygać mi się chciało! Na dodatek miałam jedynie szafę i mp3, żeby zabić nudę. Leżałam więc zrezygnowana na swoim boleśnie białym łóżeczku i gapiłam się bezmyślnie w sufit, rozmyślając przy tym o moim dawnym życiu. Chciałam wrócić do domu, do mamy, do przyjaciół. Chciałam nawet zobaczyć się z ojcem, choć wolałam unikać go jak ognia. Boże, nie pamiętałam kiedy ostatni raz coś jadłam, ale nie obchodziło mnie to. Mój brzuch domagał się pożywienia, ale ja nie miałam zamiaru dotykać niczego od swoich oprawców, cholera wie co postanowiliby dodać do potraw. Nie miałam zamiaru się zatruć jakimś świństwem, jakie by mi podali. Mogłam też schudnąć, co właściwie zaliczało się do plusów tejże sytuacji.

Westchnęłam głęboko, kiedy poczułam jak moja psychika się zapada. Mogli mnie zabić, mogli zrobić ze mną co tylko by chcieli. Mieli władzę, a ja nie mogłam zrobić niczego, by im przeszkodzić. Boże, niech mnie nie gwałcą.

Załkałam cicho i wtuliłam się w poduszkę, przypominając sobie mamę, jej idealne perfumy i dołeczek w jednym poliku podczas, gdy uśmiechała się do mnie jak zawsze. Była taką radosną osobą, że zadowolenie na jej widok sprawiało ból. Chciałam wpaść w jej ramiona i poczuć się bezpiecznie, chciałam być kochana, a ona mnie kochała.

Potrzebowałam jej, a nie idiotycznych dźwięków śmiechów, jakie towarzyszyły mi od samego początku mojego już czterogodzinnego pobytu w tym głupim pokoju. Chłopcy bawili się wybornie, słyszałam, że chyba Liam był juz pijany, wiedziałam, że owy lokowaty o imieniu Harry nie tknął ani kropli alkoholu i byłam przekonana, że Niall'a nie było w owym towarzystwie. Nie słyszałam go, co właściwie przyprawiło mnie o palipitacje serca, bo jedynie on był w miarę dobry i mógł jakoś przekonać resztę by nie robili mi krzywdy. Pijani mogli wpaść na wszystko i tego się bałam.

Zachlipiałam w momencie, kiedy drzwi mojej małej klitki się otworzyły. Dosyć zgrywania twardej, na nic mi to, jeśli mam umrzeć. Usłyszałam jedynie chrząknięcie i gdy podniosłam zdezorientowany wzrok, zobaczyłam Harry'ego stojącego z miską zupy w progu pokoju. Nerwowo przetarłam ręka oczy i uważnie patrzylam jak w ciszy podchodzi do białego krzesełka i kładzie na nim zupę, a potem równie cicho wychodzi z pomieszczenia. Kiedy miał zamykać drzwi udało mi się wykrzytusić:

- Możesz ją zabrać. I tak jej nie tknę.

- Mogłabyś spróbować - odrzekł z głupim uśmiechem na twarzy.- Już i tak jesteś chuda, więc nie masz co odchudzać się z kości na ości.

Dupek.

Miałam ochotę krzyczeć na niego, uderzyć go i zrobić mu okropne rzeczy na jakie bym tylko wpadła w tamtym momencie.

Eh, niech mnie ktoś zabije.

- Nie będę próbować - szepnęłam patrząc na niego błagalnie.- Po prostu zabierz tą miskę.

Patrzył na mnie w ciszy, próbując rozszyfrować moje myśli, ale kiedy mu to nie wyszło podszedł jedynie w ciszy do owego naczynia i z cichym łoskotem zabrał miskę, a następnie wyszedł z mojego pokoju.

Opadłam na poduszki czując, jak bardzo jestem szczęśliwa, że nie miał złych zamiarów co do mnie. Nie chciał zrobić mi krzywdy, cieszyło mnie to. Mój żołądek ponownie zażądał jedzenia, a ja odwróciłam się na drugi bok, by jakoś to zagłuszyć.

I drzwi znowu sie otworzyły, ponownie ukazując w rogu loczka, który z uśmiechem na ustach stwierdził:

- Chyba jednak potrzebujesz tej zupy.

- Nie będe jej jadła - powiedziałam stanowczo, na co on wywrócił oczami.

- O co ci chodzi, kobieto? Za dużo kalorii?

Prychnęłam wściekła, najchętniej bym mu przywaliła, ale zacisnęłam jedynie ręce w piąstki, by chwilę potem je rozluźnić.

- Zabierz tą zupę, proszę - jęknęłam znów opadając na posłanie.

- Wytłumacz o co ci chodzi, a wyjdę. Nigdy nie zrozumiem kobiet - pokręcił rozbawiony głową, a mnie zemdliło.

Jak taka sytuacja mogła go śmieszyć?

- Zatruliście ją - oznajmiłam.- A ja mam zamiar żyć, więc jej nie zjem.

Chłopak patrzył na mnie w ciszy, by zaraz potem wybuchnąć nagłym, niepohamowanym śmiechem i rozlać całą zawartośc miski.

- Serio masz nas za takich?

- A dlaczego nie?

- Może dlatego, że nie truję osób, o których nie wiem jak mają na imię?- Zapytał odkładając ponownie miskę na biały stołeczek przy łóżku.

- I się nie dowiesz - oznajmiłam wbijając głowę w biały puch poduszki, a jednak dlaej czułam na sobie jego palące spojrzenie.- Weź tą miskę i idź stąd.

- Mam pomysł - zaoferował, a ja niechętnie na niego spojrzałam.- Mogę jeść łyżkę przed tobą, żeby pokazać iż jedzenie nie jest zatrute i zdatne do jedzenia.

Zatkało mnie.

Czy on właśnie chciał mi pomóc?



Wiem, że krótki xD

Wkręciłam się w pisanie rozdziałów tutaj i tak sobie zachciałam napisać, więc napisałam takie krótkie gunwo xD

Następny prawdopodobnie za około 5 dni, jeśli się zbiorę

Kocham was <3

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!