Rozdział 3

3.8K 274 6

- Dzień dobry - Louis uśmiechnął się miło do Pani stojącej za ladą i skinął w stronę swoich towarzyszy oraz mnie.- Chciałbym kupić 6 biletów na najbliższy lot do Londynu. Pierwsza klasa.

Kobieta skinęła głową z miłym uśmiechem i wręczyła mu bilety prosząc o cenę, której niestety nie dosłyszałam ponieważ Niall odciągnął mnie od tamtego miejsca za rękę, z której wciąż lała się krew. Syknęłam zabierając dłoń, a on zdziwiony obejrzał ją po czym powiedział reszcie, że idzie ze mną do samochodu, żeby mi ją opatrzyć.

Bałam się, że zrobi mi krzywdę, biorąc pod uwagę jego IQ.

Jednak nawet nie zdaję sobie sprawy z tego jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy chłopak po prostu opatrzył mi dłoń nie mówiąc przy tym niczego. Puścił mi jedynie smutny uśmiech, który wyrażał, że na prawdę mógł mi współczuć.

- Mówili ci, że coś sobie uszkodzisz - zaśmiał się sucho.- Przepraszam za nich - szepnął.- Są na prawdę w porządku, wierz mi. Czasami tylko coś im odrąbie i zachowują się jak ciołki, ale żaden z nas nie sądził, że kiedykolwiek porwiemy - zamyślił się - kogokolwiek. To morderstwo było wielkim wypadkiem, nie chcieliśmy nigdy zabić, porwać czy robić takich rzeczy. Przypadki się zdarzają, powinnaś to wiedzieć.

Kiedy patrzyłam na jego niewinną minę i to, że faktycznie było mu przykro i smutno, poczułam, że jest mi go żal. Trochę go rozumiałam. Bałam się, co prawda, ale i tak oni wszyscy pewnie mieli w sobie coś dobrego, coś, co nie pozwoliłoby im mnie skrzywdzić. Miałam przynajmniej taką nadzieję, przecież Niall sam powiedział, że nie chcieli porwać ani mnie, ani nikogo innego, a co się z tym łączy - nie chcieli robić rzeczy, jakie zwykle robili porywacze. Dało mi to cień nadziei, że być może przeżyję. Rozumiałam ich, byli poszukiwani w obrębie wielu kilometrów za coś, czego nie chcieli zrobić. Za zwykły przypadek, a przypadki przecież miały miejsce bardzo często.

Boże, popadałam powoli w syndrom szkokholmski. Jeszcze tylko tego mi brakowało.

Westchnęłam ciężko, usiłując się podnieść, ale blondyn zatrzymał mnie szybko i znów posadził na krzesełku, przez co jedzenie podeszło mi do gardła.

Bałam się go, bardzo się go bałam.

- Słuchaj - powiedział twardo.- To, że przeprosiłem cię raz nie znaczy, że zrobię to ponownie. Nie spodziewaj się mojego wstawiennictwa w sprawach z tobą związanych. Jeśli sobie nagrabisz, poniesiesz tego konsekwencje, być może nawet i bolesne, więc dla twojego dobra radzę ci się nie popisywać bo i my pokażemy ci na co nas stać, rozumiesz?

Niemrawo skinęłam głową. Cała empatia do jego osoby wyparowała w chwili, gdy wypowiedział te słowa.

- Ja nie podniosę na ciebie ręki, w każdym razie się postaram - rzekł poważnie, a mnie aż cofnęło.- Ale nic nie obiecuję jeśli chodzi o chłopaków. A teraz, masz się pięknie uśmiechnąć i świecić radością. Ani słowa na temat porwania, rozumiesz? Jeśli się wygadasz to słowo daję, że najprawdopodobniej nie będziesz nic jeść przez najbliższe 4 dni. Być może nawet przyda się więcej opatrunków, więc na twoim miejscu bym nie gwiazdorzył, kochaniutka.

Odsunął się powoli ode mnie, a ja zaczęłam nerwowo łapać każdy haust powietrza, ponieważ dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nie ważyłam się choćby oddychać kiedy on patrzył na mnie z mordem w oczach. Oczy miał piękne, sama chciałabym takie mieć, ale jego charakter miał wiele do poprawienia.

Kurde, wpakowałam się. Nieźle się wpakowałam. Miałam przesrane.

- Myślałam, że jesteś tym dobrym - usłyszałam swój głos i odruchowo zakryłam usta dłonią, by nie palnąć kolejnej, być może obraźliwej, głupoty.

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!