1 - Wariactwa młodszej siostry

88 3 0
                                    

A/N: Zanim zaczniecie czytać, polecam zapoznanie się z opowiadaniem „Nić Jadwigi" (znajdziecie je na liście moich książek tu na Wattpadzie), bo poniższy rozdział (podobnie zresztą, jak kolejne...) jest jednym wielkim spoilerem... Tak to już bywa z kontynuacjami... 😉

* * *

Nic by się nie stało, gdyby szesnastoletnia Jadzia Górska nie znalazła w wakacje pewnej butelki z listem i nie wpadła na pomysł poszukiwania tajemniczego skarbu. Nie wydarzyłaby się cała seria szalonych zdarzeń, w których jej starszy brat, Łukasz, wziął udział z własnej – choć przymuszonej – woli i wbrew rozsądkowi. Wyszedł wtedy z założenia, że na zwariowaną szesnastolatkę trzeba mieć oko, zanim zrobi sobie jakąś krzywdę. A i tak nie udało mu się jej powstrzymać przed grzebaniem w ludzkich czaszkach i rozkopywaniem gockich kurhanów. Co gorsza, do tego pierwszego sam ją zachęcał! Wszystko w szalonym pościgu za kolejnymi wskazówkami prowadzącymi do nieistniejącego skarbu. Przez kilka sierpniowych dni jeździli po Polsce tam i z powrotem, Jadźka dostała kompletnego amoku, a skończyło się ostrą reprymendą od mamy, która – jako doktor historii, w trakcie habilitacji – nie mogła przełknąć faktu, że jej własne dziecko sprofanowało miejsce o znaczeniu historycznym. W dodatku będąc pod opieką pełnoletniego brata.

Oj, dostało się Łukaszowi! Jego najlepszemu kumplowi i współlokatorowi, Pawłowi, dostało się jeszcze bardziej, ponieważ jego wina była znacznie większa. A mama nie mogła wybaczyć profanacji swoim studentom...

No, ale gdyby nie ten szalony plan Jadźki, Łukasz nigdy nie poznałby Tośki. Antoniny.

Ta nieoczywista konsekwencja wariactw młodszej siostry zaczęła mieć znaczenie dla Łukasza, mimo że początkowo zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy. W dodatku Jadzia pozwoliła sobie na kilka żarcików pod adresem Tośki, nazywając ją czarodziejką. Twierdziła bowiem, że tajemnicza dziewczyna rzuciła na niego urok podczas średniowiecznego jarmarku, na który rodzeństwo Górskich trafiło w trakcie podróży do gockich Kamiennych Kręgów w Węsiorach na Kaszubach. Te żarty wywołały w starszym bracie natychmiastową chęć zaprzeczenia jakimkolwiek czarom. Dementi zostało wygłoszone szybko i zdecydowanie. Niemniej nie do końca szczerze.

Łukasz Górski mocno stąpał po ziemi. Nie dla niego były te wszystkie niestworzone historie o miłości od pierwszego wejrzenia i tym podobne głupoty. Zwykle miał ubaw ze swoich sióstr – młodszej o rok Elki i młodszej o pięć lat Jadzi, które należały do osób obdarzonych ogromną intuicją. Dla jednej były to Przeczucia przez duże „p", dla drugiej – Znaki przez duże „z". On wolał mieć poczucie kontroli nad własnym życiem i nie zdawać się na podszepty przeznaczenia. Już bardziej był skłonny zrzucać pewne wydarzenia na karb przypadku, ale nadal wierzył w moc sprawczą własnej osoby, a nie niewyjaśnionej Opatrzności.

A jednak... Coś w tej Tośce było, że nie potrafił o niej zapomnieć. I nie chodziło mu o jej urodę, choć oczywiście dziewczyna była bardzo ładna. Miała długie proste włosy koloru dojrzałego zboża, a oczy szare jak Bałtyk w pochmurne dni. Wiadomo, facet od tego ma wzrok, żeby patrzeć. Obrazek ładnej dziewczyny może na dłużej zostać w pamięci, ale przecież Łukasz przyglądał się Antoninie zaledwie przez parę minut na jarmarku. Następnego dnia przy śniadaniu głównie unikał jej spojrzenia, bo miał świadomość tego, że zdążył się pokazać od najgorszej strony. Czy jakikolwiek chłopak mógł mieć jeszcze szanse u dziewczyny po tym, jak spędził pół nocy z głową w sedesie, zwracając niepasteryzowane piwo, którego nieopatrznie spróbował na jarmarku? Kompromitacja na całej linii!

Że też musieli zostać w gościnie u jej rodziców! Szlag by to trafił! Rano ledwo mógł wytrzymać w jednym pomieszczeniu z tą dziewczyną. Czuł na sobie jej wzrok, ale nie miał odwagi na nią spojrzeć –pamięć o zatruciu pokarmowym była jeszcze zbyt świeża. Było mu normalnie, po ludzku wstyd. Szalony pościg Jadźki za skarbem nagle okazał się być mu nawet na rękę. Miał wymówkę, żeby natychmiast wyjechać i zostawić tę porażkę za sobą.

A jednak wspomnienie Tośki towarzyszyło mu przez całą drogę autobusem do Gdańska, potem pociągiem do Wrocławia i dalej do Lubania. Jadzia o nic nie pytała. Mimo że starszy brat nie wierzył w jej Znaki, to dopuszczał do siebie myśl, że siostra mogła sobie już dośpiewać wystarczająco dużo, żeby nie drążyć tematu.

W pamięć zapadł mu nie tylko obraz szarookiej blondynki, ale też rozczarowanie w jej głosie, kiedy się dowiedziała, że mieszkali na południu Polski, dobre sześćset kilometrów od niej. Spodziewała się, że będzie mogła umówić się na kawę w Gdańsku jakoś jesienią. Nie z nim, oczywiście! Przecież zapraszała Jadzię. Ponoć obiecała jej jakąś kieckę. Nie wnikał. Babskie sprawy.

Nie mógł sobie darować, że nie zerknął wtedy na Tośkę. Być może o tej kawie mówiła do niego, nie do Jadźki? Teraz to i tak było bez znaczenia, bo wyjechali. Ale im dalej od Węsior się znajdowali, tym bardziej korciło go, żeby wyciągnąć od młodszej siostry numer telefonu Tośki. Tylko co miałby jej powiedzieć?

Niezobowiązująca kawaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz