Rozdział 2

4.1K 302 44

- Avalon, tylko wróć wcześnie do domu!

- Tak, jasne mamo!

Tak, jasne, haha, sobre sobie. I co z tego wyszło? Gówno. Na pewno wrócę. W kawałkach, gdyż porwali mnie jacyś zboczeńcy z chęcią zniszczenia mnie doszczętnie. O dwóch z nich słyszałam, chyba odstrzelili jakiemuś gościowi głowę bo poprosił o pieniądze za lody.

Nie wiedziałam sama czy mnie to śmieszyło, czy przerażało. Serio.

Jednak biorąc pod uwagę, że przez cały czas zachowywali się jak dzieci to wykluczyłam, że mogą być jakoś niesamowicie groźni. Ale i tak obwiniałam się za to, że kiedy była okazaja to nie poszłam na te idiotyczną samoobronę. Cholera, te zajęcia by się jednak przydały.

- Niall, co trudnego widzisz w kupieniu biletów?- Zirytował się jakis mulat, który siedział na siedzeniu pasażera obok kierowcy. Wciąż nie kojarzyłam imion, było ich zbyt wielu, a ja pamięć miałam kiepską, niestety. Świadectwo z paskiem to coś nie dla mnie.

Oh, nie, pamiętałam, że Niall'em był ten komiczny blondyn o intelekcie śmierdzącego buta, no ale był uroczy.

Avalon, on cię porwał, weź się lecz.

- Po prostu nie pójdę - uparł się blondas, a ja miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale ze względu na taśmę, którą oblepili mi twarz, nie dałam rady.- Od zawsze wstydziłem się tych wymalowanych pań za ladami.

Słowo daję, że miałam wrażenie, że lecimy na żywo w Mamy cię!. Jaki normalny porywacz i morderca wstydzi się kobiety sprzedającej bilety?!

Oh, błagam. Najgorsi porywacze wszech czasów.

Westchnęłam głęboko i przejechałam wzrokiem po pancernym samochodzie. Ręce bolały mnie już od tej cholernej liny, nie mówiąc o nogach. Przerażenie dawno minęło, właściwie to wraz z pierwszym wypowiedzianym przez blondyna zdaniem po którym wszyscy obecni strzelili sobie facepalm'a.

Fajne ma trampki, też takie chce, jak mi powiesz gdzie je kupiłaś to ci dam paczkę orzeszków, którymi nas poczęstują w samolocie.

Słowo daję, że tak właśnie powiedział! No albo coś w tym stylu. Nie ważne, spodobały mu się moje trampki i chciał mnie przekupić orzeszkami z samolotu, czy tylko ja wyczułam, że coś tu jest nie tak?

Nie zamieniłam z nimi ani słowa od kiedy załadowali mnie na drewniane krzesełko i przywiązali gdzie tylko im liny straczyło. Potem jeszcze zakleili mi twarz podwójną taśmą, na wypadek gdyby jedna nie wystarczyła.

Tak, to tez słowa Niall'a.

Mulat wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów z zamiarem odpalenia go w samochodzie, ale rzucił się na niego towarzysz w bluzce w paski, krzycząc, że zasmrodzi mu wóz.

- Zayn, palancie, słyszałeś o tym ile ludzi umiera od papierosów?- Zapytał kierowca, a ja serio miałam poważne problemy z rozpoznaniem, czy oni przypadkiem nie byli wariatami, którzy uciekli z psychiatryka dobre 2 miesiące wcześniej.

- Liam, cioto, słyszałeś może o tym ile wypadków powodują zdezorientowani kierowcy?- Odgryzł się Zayn(?). No w każdym razie mulat.

Jedynym, który siedział cicho był brunet o burzy loków na głowie, którego też kojarzyłam z ogłoszeń. Siedział w ciszy i bawił się własnymi palcami, ale gdy wytężyłam wzrok zobaczyłam, że w dłoni trzymał srebrny łańcuszek z krzyżykiem. Serio ładna ozdoba, chciałabym taką mieć, ale niestety moje naszyjniki ograniczały się do kawałków meteorytów. Moja matka była wielką fanką kosmosu i podniecały ją tematy takie jak czarna dziura, gwiazdy itp. Uważała, że takie rzeczy jak odłamek skały, która przeleciała czasoprzestrzeń ma w sobie coś magicznego. Nie powiem, zgodziłabym się z nią, ale ten krzyżyk wydał mi się po prostu ładniejszy.

Loczek spojrzał na mnie wrogo i syknął:

- Przestań się gapić.

Tak bardzo chciałam mu odpyskować, że aż zaczęło mnie coś ściskać w klatce piersiowej, więc patrząc na niego gniewnie zaczęłam kręcić rękoma, nogami i ogólnie całym ciałem dprowadzając do tego, że w pewnym momencie moja skóra przetarła się i z odkrytego nagdarstka posączyła się krew. Piekące miejsce zostawiłam w spokoju i kręciłam się resztą nienaruszonych organów próbując rzucać bluźnierstwa w stronę moich oprawców, ale ta taśma okazała się być w miarę klejąca i niestety nic oprócz lkdcbuqgdueip mi to nie dało.

- Boże, kobieto przestań się rzucać, bo sobie coś uszkodzisz - stęknął paskowany, a ja wysłałam mu spojrzeniem tysiące piorunów. Kiedy przysunął się by poprawić więzły, pisnęłam tak głośno, że wylądował z powrotem na swoim siedzeniu, a wszyscy inni się spieli, a zaraz potem spojrzeli na mnie zdziwieni i trochę zmieszani.

- Nigdy nie zrozumiem dziewczyn - westchnął Niall.- Chcesz z nami pogadać, że się tak kręcisz?

Chwilę potem zerwał mi tamę z ust w akompaniamencie plaśnięć dłoni o czoła. Twarz mnie bolała od tego nagłego odlepienia taśmy i szczypała mnie skóra już nie tylko na ręce, gdzie dalej lała się skrew, a oni tego najwidoczniej nie zauważyli.

- Wypuśćcie mnie - poprosiłam nakazującym tonem.

- Nie ma mowy - zaśmiał się donośnie kierowca, a ja miałam ochotę przewrócić oczami, ale nie zrobiłam tego tylko ze względu na palcy wzrok loczka. Odwróciłam twarz w jego stronę chcąc by przestał mnie mierzyć tak okrutnym wzrokiem, powinno być odwrotnie.

- Przestań się gapić - syknęłam, a on parsknął śmiechem.

- Będziesz mnie przedrzeźniać?

- Obiecałam mamie i dziecku, że wrócę do domu, więc mnie wypuśćcie.

- Dziecku?- Zdziwił się mulat obdarowując mnie zdziwionym spojrzeniem.

Oh, no dobra, nie miałam dzieci, ale jakoś musiałam przekonać ich do powrotu na moje śmieci. Uznałam, że gadka mam miesięczne dziecko będzie odpowiednia by porwali kogoś innego.

- Dobra, nie umie jeszcze siedzieć, więc pewnie nie zrozumiało, ale do jasnej cholery potrzebuje matki!- Starałam się być na tyle dramatyczna, na ile pozwalał mi piekący ból w nadgarstku, ale mało mi to wyszło, choć niemal wszyscy to łyknęli.

- Liam, zawracaj - westchnął paskowany.- Jak zwykle Niall zawalił. Miała być młoda nie zobowiązana, a nie tylko młoda.

- Kiedy ja nie zrozumiałem tego drugiego słowa - jęknął blondyn.

- Stójcie - przerwał im loczek dokładnie przyglądając się mojej twarzy.- Ona kłamie. Dziwnie się uśmiecha, robi głupie miny...

Bo mnie boli - pomyślałam.

- Pewnie jest jeszcze dziewicą, mam rację?

Ah, ależ miałam ochotę go tak obrzydzić bluźnierstwami.

- Dziewicą nie jestem, ale matką też nie - wetchnęłam.- A tak już było blisko...

Chłopak zaśmiał się dźwięcznie.

- Potraktuj to jak wycieczkę - poinstruował.- Tylko, że jeśli spróbujesz się wymknąć nie ważne z kim to dostaniesz za to srogą karę. A tak właściwie to jak ci na imię?

- Wal się.

Prychnął głupio.

- Ładne imię. Ja jestem Harry.




999 słów xD

Nie było przez ponad tydzień i przepraszam

Loool, napisałam dzisiaj 3 rozdziały, każdy na inne opowiadanie xD

Mam nadzieję, że się podoba

next za tydzień (około, może się przedłużyć)

Kocham was <3

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!