1. Ostrze Złudzeń.

2K 141 10

     Rzuciłam shurikenem w kierunku czarnowłosego. Ten uśmiechnął się pobłażliwie, wyciągnął kunai z rękawa i zamierzał go odbić, ale w ostatnim momencie moja broń zmieniła się w kilkadziesiąt zatrutych senbon. Mój przeciwnik wydawał się zaskoczony, ale nie stracił czujności. Wykonał odpowiednie znaki i krzyknął:

     — Futon: Daitoppa!

     Nagły poryw wiatru posłał igły w moją stronę. Zaklęłam i z prędkością dorównującą Żółtemu Błyskowi Konohy odskoczyłam kilka metrów w bok. Nie zastanawiając się zbyt długo, stworzyłam Klona Cienia, a sama, pod osłoną wirującego wiatru, schowałam się za najbliższym drzewem.

     Przykucnęłam, ukryłam chakrę i zaczęłam obmyślać plan. Walki z nim nie należały do najłatwiejszych, ale po każdej potyczce czułam, że jestem coraz silniejsza. W porównaniu do tego, czego się uczyłam w Wiosce Liścia – tutaj wszystko było trudniejsze. Ale przez te prawie cztery lata, odkryłam swoją naturę chakry, zapanowałam nad nią (tak właściwie, to nad nimi, bo posiadam dwa typy) praktycznie do perfekcji. Nauczyłam się używania innych natur, również doskonale. Jednym słowem – stałam się o wiele silniejsza, niż kiedy mieszkałam w rodzimej wiosce.

     Mój klon został pokonany, więc wyszłam z ukrycia i gromadząc chakrę w stopach, wyskoczyłam wysoko i wykonując przewrót, wylądowałam przed rywalem. Nie tracąc czasu, kontynuowałam atak, jednocześnie robiąc uniki.

     Stwierdziłam, że ta walka trwa zbyt długo i przygotowałam się do ostatecznego ataku. Po wykonaniu niezbędnych pieczęci, nabrałam powietrza do płuc. Ułamek sekundy później powiedziałam donośnym głosem „Katon: Goryuka no Jutsu" i wydmuchałam dwie kule ognia, które po chwili zamieniły się w głowy smoka.

     Wykorzystując swoją najsilniejszą technikę, mój współzawodnik z trudnością zablokował ogień. Widząc zadowolenie na jego twarzy, spytałam głośno:

     — I jak mi poszło? Jestem lepsza niż ostatnio?

     — Niedługo mnie przewyższysz, Sakuro. Jestem z Ciebie dumny. Przypominasz mi Hiruzena…

    Zrobił smutną minę. Nie lubiłam, gdy źle się czuł. Chciałam sprawić, żeby się uśmiechnął, więc podeszłam i z całej siły go przytuliłam.

     — Nie smuć się wujku Orochimaru. Trzeci na pewno Ci wybaczył. W końcu był Twoim mistrzem i przyjacielem.

     To może się wydawać dziwne, ale przez lata nauki, zaczęłam go traktować, jak członka rodziny. Wiele mu zawdzięczałam. Nie komentował mojej „pogoni za Sasuke", tylko wspierał mnie w doskonaleniu umiejętności.

     No właśnie. Sasuke. Co noc budzę się z tym imieniem na ustach. Śnie o spotkaniu, walce z nim, a na końcu… przegranej. To koszmar. Podczas każdego treningu mam przed oczami jego twarz. Przez pierwszy rok wmawiałam sobie, że robię to dla niego, ale zrozumiałam, że od dłuższego czasu, mam jeszcze jedno marzenie. Stać się silna. Oczywiście nadal kochałam Sasuke, ale miałam kilka innych celów, które dzięki Orochimaru udawało mi się osiągać.

     — Sakura, chyba jesteś gotowa... — powiedział poważnie.

     — Na co jestem gotowa?
    
     Otworzyłam oczy szerzej z zaciekawienia.

     — Czekałem, aż staniesz się silniejsza. Teraz pokonałabyś moich najlepszych ludzi w jedną chwilę. Możesz być jednak jeszcze silniejsza — mruknął zapatrzony w jakiś odległy punkt.

     — Nadal nie rozumiem, wujku. Możesz konkretniej?

     Zniecierpliwiłam się.

     — Dobrze, choć za mną — westchnął, spoglądając w bok.

Dogonię cię // sasusaku 《zawieszone》Przeczytaj tę opowieść za DARMO!