1 (Na kolanach)

6.8K 232 40
                                    

~* * * ⁂* * * ~

Kiedy jako niespełna osiemnastolatka dostałam pracę w kancelarii prawniczej Green&Wood, pomyślałam, że wygrałam życie. Do moich obowiązków należało jedynie nalewanie kawy, podawanie ciasteczek i wypełnianie prostych formularzy, a dostawałam za to pensję, która pozwalała mi wynajmować urocze mieszkanko w wielkim mieście z dala od rodziny. Chciałabym wierzyć, że zostałam zauważona dzięki mojej charyzmie i drzemiącym we mnie potencjale, ale szczególne podziękowania należały się mojej nadprzeciętnej twarzy i krągłym, jędrnym piersiom. Klienci pana Wooda, z którym głównie pracowałam, potulnieli jak baranki, gdy podawałam im kawę. Szef oczywiście marzył, żebym zamieniła krótki obcas na wysoką szpilkę, skróciła spódnicę, powiększyła dekolt i odsłaniała zęby w uśmiechu, oj... widziałam to w jego oczach, ilekroć trafiali się oporniejsi klienci, ale miał związane ręce. Nie te czasy, na szczęście.

Weekendy miałam wolne, w przeciwieństwie do reszty pracowników Green&Wood. Jednak w pewną majową sobotę musiałam wpaść do biura, żeby przygotować salę konferencyjną przed ważnym spotkaniem. Moje starsze współpracowniczki (które się tym zazwyczaj zajmowały z uwagi na wrażliwe dane w koniecznych do wyciągnięcia aktach) były chore albo zajmowały się chorymi dziećmi. Poprosiłabym o pomoc Gabrielle, z którą się zaprzyjaźniłam mocniej niż z innymi, ale Jakob Green zabrał ją i pozostałe podwładne w delegację.

Wybiła ósma rano, gdy weszłam do kancelarii mieszczącej się w nowoczesnym, dwupiętrowym budynku nieopodal centrum Calchester. Słońce mocno świeciło, lecz wiał chłodny wiatr, więc miałam na sobie czarne kozaki nad kolano, bombkową granatową spódniczkę, obcisły beżowy golf i rozpięty prochowiec. Rzuciłam płaszcz na mój fotel i wyjęłam z szuflady biurka pisemne instrukcje, otrzymane zeszłego popołudnia. Punkt pierwszy mówił, że mam iść do gabinetu szefa, aby wziąć klucze, które dla mnie zostawi. W tym celu musiałam się udać piętro wyżej.

Szłam powoli i cicho. Miło było, gdy nikt mnie nie poganiał, nie wołał, nie wymuszał zejścia z drogi. Klienci pana Wood, jak i on sam, mieli przybyć dopiero wieczorem, a ja przyszłam tak wcześnie tylko dlatego, że u sąsiada wydarzyła się jakaś hałaśliwa awaria i teraz trwała naprawa. Pokonałam schody, wkroczyłam na gruby dywan w korytarzu. Gabinet szefa mieścił się na samym końcu.

Chwilę później złapałam za klamkę i śmiało zrobiłam krok naprzód, po czym nagle zamarłam w bezruchu. W gabinecie był mój szef. Gdyby po prostu pracował za biurkiem, jakoś bym to przeżyła. Przeprosiłabym sto razy za wejście bez pukania, choć trudno byłoby uniknąć nagany. Mnóstwo razy kazał pukać przed wchodzeniem do niby pustych pomieszczeń i odczekiwać moment przed otwarciem drzwi.

Zobaczyłam coś, czego wolałabym nigdy nie zobaczyć. George Wood klęczał na kolanach tyłem do mnie, z dłońmi splecionymi za głową, a przed nim stał mężczyzna ubrany na jednolity, jasny brąz, chowający twarz w czarnej kominiarce. Pomiędzy nimi wisiał pistolet, skierowany lufą ku czole mojego szefa. Moja dalsza reakcja? Żadna. Stałam jak słup soli, wpatrując się głupio w oczy napastnika, który spojrzał na mnie gwałtownie. Nie wiem, ile to trwało. Czas się dla mnie zatrzymał. Tkwiłam w półkroku, z ręką wciąż opartą na klamce, podświadomie przekonana, że zaraz zginę, bo nawet gdybym spróbowała uciec, korytarz był długi i prosty. Mężczyzna w kominiarce zlustrował mnie przenikliwym wzrokiem. Przeszył mnie taki strach, że aż zaschło mi w gardle.

Broń wzniosła się nad głową pana Wooda. Teraz ja byłam celem. Skuliłam ramiona i mocno zacisnęłam powieki. Rozbrzmiał cichy strzał.

~* * * ⁂* * * ~
Witam Cię, dziękuję za zajrzenie. Będę skakać ze szczęścia, jeśli zostawisz po sobie ślady ❤

A tu mem z humorkiem:

Życzę fajnej rozrywki w dalszych rozdziałach:*

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Życzę fajnej rozrywki w dalszych rozdziałach:*

She wanna be a GOOD GIRLOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz