Rozdział 1

14.1K 606 30

A to jest Elesmera. Te zdjęcie najbardziej odpowiada mojemu wyobrażeniu o mojej bohaterce. Jeszcze tylko kolczyk i grzywka trochę do góry, żeby było widać oboje oczu. Przecież nie można nikogo prawdziwie nastraszyć jednym okiem xd Jak myślicie?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Not POVE*

Pierwszy raz zobaczyłem ją, gdy stała przed naszą klasą i przedstawiała się jako Elesmera, mówiąc, że zmieniła już tyle razy szkółę, że nie może spamiętać. Stwierdziła też z uśmiechem, że w tej szkole, pobędzie dłużej więc raczej zostanie z nami do końca liceum. Była szczupła, drobna niezbyt wysoka, na oko ok 162 cm. Miała białe włosy z rzadkimi srebrnymi pasemkami, długie i mocno wycieniowane, a także kolczyk w wardze. Przez bluzkę z dekoltem, można było zauważyć piękny duży tatuaż, który najprawdopodobniej zajmował cały jej prawy bok, gdyż wyglądał okazale. Mogłem zobaczyć tylko łeb konia, gdyż reszta kryła się pod koszulką. Jej oczy były dziwną mieszanką kolorów, więc nie można określić jakiego koloru były naprawdę. Ale mogę się pokusić o stwierdzenie, że były fiołkowe, co idealnie kontrastowało z jej włosami. Jej oczy miały w sobie jakiś niebezpieczny błysk. Nosiła bluzkę na ramiączka, na to czarna, skórzana kurtka, na długich nogach miała poprzecierane dżinsy, łańcuch na boku i glany z ćwiekami. Była odmianą w naszej szkole, gdyż wszystkie chodzące tu dziewczyny to paniusie. Nawet te należące do watach. Nie żartuję.

Przeszła przez salę i miała już usiąść, gdy Math odsunął jej krzesło. Gdy się prostowała w jej oczach zabłysnęły niebezpieczne ogniki, lecz zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Przez całą lekcję ignorowała swojego sąsiada nawet gdy ten zaczął się denerwować(wilkołaki nie słynął z cierpliwości). Po lekcji wyszła nic nie robiąc sobie z rozwścieczonego Matha.

-Math mamy lepsze rzeczy do roboty niż uganianie się za dziewczyną - przypomniałem mu

-Okej, Not. Chodźmy.

Zebraliśmy się w naszym miejscu na dziedzińcu podczas lunchu. Była to miejscówka południowej watachy, do której należeliśmy. W tej szkole było aż 4 stada, ponieważ nasze terytorium tutaj się zbiegało, a w okolicy nie było innej szkoły. Także musieliśmy się jakoś kontrolować. Nasza sfora była najsilniejszą spośród wszystkich, a naszym alfą był 18 letni Septh Dark, był ode mnie starszy o dwa lata. Nigdy wcześniej nie poznałem nikogo tak władczego, silnego, a zarazem egoistycznego. Był dziwnym człowiekiem, ale dobrą alfą.

Dzisiaj z powodu samozwańczych sfor, które nas atakowały, nie było większości stada. Ich atak trwał już tydzień, więc wszyscy mieli nadzieję na zbliżający się koniec. Ustaliśmy wszyscy w kółku i wsłuchaliśmy się w przekazy mentalne naszych braci.

~Znaleźliśmy ich zapach, jesteśmy na ich tropie~ to był jeden ze zwiadowców

~Ok. Poczekajcie na resztę i razem ich otoczymy~ to za to był nasz alfa

~Zrozumieliśmy~ odpowiedzieli zgodnie obaj. Potem zaległa cisza, w której czuliśmy tylko ruchy naszych członków stada. Dobijała nas świadomość, że jesteśmy bezużyteczni, więc wycofaliśmy się ze śledzenia wydarzeń.

-No to nie długo powinno być po wszystkim- powiedział jeden z nas.

-Ta szkoda tylko, że nas odprawili i nie mogliśmy pomóc- stwierdził kolejny. Math i ja nie odzywaliśmy się w ogóle, gdyż zostaliśmy potraktowani jak dzieci i czuliśmy się z tym okropnie. Z zamyślenia wyrwała nas sfora z północy, która akurat przechodziła.

-O zawsze myślałem, że dzieci powinny pomagać rodzicom, to może wytłumaczycie mi czemu jesteście tu a nie przy rodzicach?- spytał jeden udając, że się głęboko zastanawia. Warknęliśmy wszyscy zgodnie, dając im do zrozumienia, aby odpuścili. Niestety właśnie wtedy pojawił się ich alfa - George Smith, który był zachłanną osobą i nie przepuszczał, żadnej okazji aby zaleźć naszej watasze za skórę

-Patrzcie kogo my tu mamy- zachichotał jak dziecko przed otwarciem prezentu.

-Odczep się, George. Septh nie puści ci tego płazem- warknąłem od razu próbując jeszcze uratować tą sytuację.

-Chyba śnisz Not, nie ma mowy, żebym...- w tym momencie wpadła na niego nasza świeżo przeniesiona koleżanka. Wszyscy wstrzymali oddech. Nikt nigdy nie wkurza alfy bezpośrednio, bo to po prostu nierozważne i głupie. Ale ona spojrzała mu hardo w oczy i stwierdziła rozzłoszczona.

- Mógłbyś nie stać tak na środku i się posunąć.- nie zwrócił nawet uwagi - Suń swoje dupsko, żebym mogła przejść

-Chyba cię pojebało dziewczynko! Ty mi rozkazujesz?!- rozzłościła go na maksa

-Tak, ja tobie! I jeśli chcesz żyć to zrobisz to co mówię!- wyglądała na jeszcze bardziej rozwścieczoną niż George. Po chwili w powietrzu rozszedł się swąd spalonej skóry. Wszyscy zaczęli się rozglądać za źródłem, dopóki nasz wzrok nie padł na dziewczynę. Stała tam zaciskając pięści z kamienną twarzą. Ruszyła dalej bez słowa, potrącając ramieniem Georga. Gdy przechodziła obok mnie zobaczyłem błysk srebra na jej nadgarstku.

Srebrna wilczycaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!