Kochałam Cię. I dlatego Cię potrzebowałam.
Kochałam Cię, bo dokańczałeś moje wpół urwane zdanie. Bo śmiałeś się zanim jeszcze ja zaczynałam się śmiać z tego, co któreś z nas mówiło. Albo zaczynałeś się śmiać tuż po mnie. Bo zupełnie naturalne było to, że myję włosy dwa – trzy razy w tygodniu, nie codziennie i chodzę boso ulicami, kiedy buty zaczynają mnie uwierać. Bo nie chciałeś, żebym była w tym wszystkim sama, ale nie chciałeś też, żebym była w tym wszystkim z kimś innym niż Ty. Bo nasze milczenie było piękną rozmową. Bo prędzej czy później znów patrzyłeś prosto w moją duszę. Wtedy wiedziałam, że nie ma nikogo innego. I że nikt inny nigdy nie będzie tak, jak ja. I że stopimy się w pocałunkach tak, jakby każde z nas wracało do domu. Prędzej czy później.
Potrzebowałeś mnie. I dlatego mnie kochałeś.
Potrzebowałeś mnie, żeby poczuć prawdziwego siebie. Żeby sobie na siebie pozwolić, usprawiedliwić wszystkie błędy, rozgrzeszyć wszystkie winy, uzasadnić każde swoje zabłądzenie. Ta potrzeba była jak fale przypływu i odpływu innych miłości, pozorów miłości. Także, a może szczególnie, miłości własnej. Potrzebowałeś mnie jak żeglarz potrzebuje latarni, żeby poczuć grunt pod nogami, żeby poczuć uzasadnienie tego, kim jesteś. Wracałeś po to, żeby znowu odpłynąć, żeby szukać dalej. Żeby wrócić.
Tak wierzę. Tak chcę wierzyć. Tak czuję – i to jest najważniejsze.
Nadal Cię kocham, ale już Cię nie potrzebuję. Dlatego możesz wrócić. Kiedy przestaniesz mnie potrzebować. Kiedy przestaniesz się siebie bać. Kiedy przepłyniesz wszystkie oceany i przebędziesz wszystkie pustynie. Kiedy poprzestaniesz na tej jednej odpowiedzi, którą jestem ja.
Nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobisz, ale wtedy wróć do mnie i zostań. Bo nadal Cię kocham.
"Bliscy i oddaleni"
Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
i muszą się spotkać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało
są inni co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło
bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą parami
można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się spowrotem.
ks. Jan Twardowski
YOU ARE READING
List do K.
RandomOkładka: Inner Children Trapped Inside Adult Bodies By Alexander Milov
