Prolog

366 48 18
                                    

Ryle

Staram się jak najmniej oddychać, ponieważ każde zaczerpnięcie powietrza sprawia, że moje ubranie pokrywa coraz więcej krwi. Zanim stracę przytomność przez jej gwałtowną utratę, muszę zrobić coś jeszcze. Muszę zabić człowieka, który przez wszystkie lata mojego życia był dla mnie wzorem. Muszę stać się takim samym potworem jak on, lecz najpierw:

– Uciekaj, do cholery! – wołam, przyciskając pistolet do palących żywym ogniem dziur w ciele.

Nessa stoi, jak sparaliżowana. Jest blada i nic do niej nie dociera.
Wykrzywiam twarz, wrzeszcząc ponownie:

– Uciekaj!

Kiedy Boris dosięga broni, Nessy już nie ma.

– Zawiodłeś mnie – mówi Boris, zbliżając się wolno w moją stronę.

Nie jest w stanie podnieść się z kolan, co oznacza, że trafiłem dokładnie tam, gdzie sam mnie nauczył.

– Nie pozostawiłeś mi wyboru – mówię pewnie, choć z coraz większym trudem. – Zawsze była tylko ona.

Boris wygląda na zniesmaczonego moimi słowami. Nigdy nie pojmie, że nawet taka bestia jak ja, może szczerze pokochać drugiego człowieka. On zna tylko nienawiść. Obdarzył nią nawet własną córkę.

– Szkoda – cedzi przez zęby, wciskając mi lufę pistoletu pod brodę. – Nie zabiję cię tylko dlatego, że jesteś moim największym osiągnięciem. Przynajmniej dzisiaj tego nie zrobię.

Syczę cicho, gdy pogłębia nacisk lufy, ale nic nie mówię. Skupiam się maksymalnie, żeby nie umknął mi moment, w którym będę mógł rozsadzić mu czaszkę kulą, co nie jest łatwe przez półleżącą pozycję i nieznośny, rozlewający się po całym ciele ból.

– Mam dla ciebie propozycję – ciągnie dalej Arkanow, patrząc mi prosto w oczy. – Przyniesiesz do mnie ciało tej suki. Rozumiesz mnie?

Doskonale, skurwysynu!

– Co, jeśli nie? – udaje mi się wychrypieć, ale sam ledwo rozróżniam własne słowa.

Rozciąga usta w uśmiechu, odsłaniając ubrudzone krwią zęby.

– Jeśli jej nie zabijesz, zrobię ci dokładnie to samo co jej – odpowiada z błyskiem podniecenia w szmaragdowych, dokładnie takich samych jak Nessy oczach. – Pozwolę ci ułożyć sobie szczęśliwe życie, a kiedy uznam, że nadszedł czas, dopadnę cię i będę torturował tak długo, aż wszystko sobie przypomnisz.

– Wydaje mi się, że nie zdążysz zrealizować żadnego ze swoich planów.

– Co? – Nie rozumie.

Teraz to ja się uśmiecham, pociągając za spust.
W tej samej chwili ktoś przeszywa kulą mój brzuch. Walcząc z zamykającymi się powiekami, udaje mi się rozpoznać stojącą nad nami Mię.
Moją matkę.

Kochani moi,
przedstawiam Wam króciutkie wprowadzenie do drugiej części „Anielskich sztuczek".
Czekam na Was w komentarzach. Im większy odzew z Waszej strony, tym większa motywacja dla mnie na kolejne rozdziały. ❤️
Fajnie, że jesteście! ❤️

Ciąg dalszy nastąpi...
Anielska tożsamość - ZAPOWIEDŹ
Ostatnio Aktualizowane: Jan 23
Anielska tożsamość - ZAPOWIEDŹ Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz