Przez kolejne dni Paul przychodził do szpitala z pełną siatką cukierków i owców. Siadał z Johnem na łóżku i objadając się wspominali stare czasy, śmiali się z dowcipów a nawet od czasu o czasu zdarzało im się pograć na gitarze. Wtedy Macca był zawsze uśmiechnięty. Gdy jednak wracał na chwilę do domu by wziąć prysznic i przebrać się, płakał. Płakał jak małe dziecko. Tak jak powiedział lekarz, stan Lennona pogarszał się z dnia na dzień. W końcu osłabł na tyle, że Paul musiał pomagać mu nawet przy goleniu.

- Jak się ma dziś mój ulubiony beatles? - Zapytał siląc się na uśmiech

- W miarę.. - Odpowiedział słabo John.

Mężczyzna był świadomy swojego stanu. Paul nie musiał mu nic mówić żeby wiedział, że do domu już nie wróci. Ale skoro jego partner udawał, że wszystko jest okej to on także starał się to robić.

- Paul... ja tylko mam nadzieję, że znajdziesz sobie kogoś na moje miejsce i będziesz szczęśliwy.

- Jestem szczęśliwy. Z tobą. - Odparł powstrzymując łzy.

- Ale ja widzę co się ze mną dzieje. Ja już z tego nie wyjdę. - Chwycił dłoń McCartneya.

- Skarbie... - Paul przytulił partnera a po jego policzku spłynęła łza. Szybko ja otarł.

- Dziękuje ci Paul za wszystko co dla mnie zrobiłeś i jeszcze robisz.

- Przestań brzmieć jakbyś się ze mną żegnał.

- Ale... tak właśnie jest.

Paul spojrzał na niego szklanymi oczami.

- Poruszę niebo i ziemie ale nie dam ci odejść. Rozumiesz, nie dam. - Po tych słowach wyszedł z sali.

Kierował się do pokoju lekarskiego gdy tuż za zakrętem wpadł właśnie na doktora. Jak się okazało, wbrew temu co sądził Paul, mężczyzna nie miał wcale dobrych wieści. Jeśli w ciągu pół doby nie znajdzie się dawca John umrze. Zdruzgotany Paul wrócił do sali, nie miał już siły aby się uśmiechać. Stracił nadzieję. Teraz chciał już tylko aby John jak najlepiej spędził swoje ostatnie godziny.

- Ile mi dają? - Zapytał Lennon, instynktownie wyczuwając co Paul chce mu przekazać.

- Dwanaście godzin. - Odpowiedział łamiącym się głosem.

- Paul, spełnij chociaż moją ostatnia prośbę. Zabierz mnie do domu. - Poprosił spokojnie John.

McCartney kiwnął głową. Załatwi ukochanemu wszystko o co ten prosi. Ponownie poszedł do pokoju lekarskiego i wyjaśnił wszystko lekarzowi. Poprosił jednak o to aby karetka cały ten czas stała pod domem na wypadek gdyby jednak znalazł się dawca. Doktor przystał na prośbę jedynie dla tego, że pacjentem był sam Lennon a Paul wspomógł szpital pokaźną kwota pieniędzy.

Trzy kwadranse później John razem z McCartneyem leżał w swojej sypialni. Macca nie potrafił już dłużej być silny. Łzy płynęły mu jak wodospad.

- Paulie, nie płacz proszę cię.

- Jak ty umrzesz, to.. to cię zabije. - Szlochał Macca.

- Ty głupku jeden. - Zaśmiał się słabo Lennon, to było nawet zabawne.

Czas nieubłaganie płynął, godzina za godziną. John co chwilę zasypiał a wystraszony Paul co chwilę go budził.

- Boję się, że w końcu nie zareagujesz. - Szepnął ciągając nosem.

- Nie chcę cie zostawić. - Przyznał John. - Ale już pogodziłem się ze śmiercią.

W tym momencie do pokoju weszli dwaj sanitariusze. Właśnie dostali informację ze szpitala. Jest organ zgodny z organem jakiego potrzebuje John. Gdy Paul usłyszał tę wiadomość podskoczył uradowany. Natomiast John, on się nawet nie uśmiechnął.

- Z tego i tak już nic nie będzie. Zostanę sobie tutaj i spokojnie poczekam.

Paul myślał, że szlag jasny go trafi. Czy John zgłupiał. Spojrzał na niego z niedowierzaniem.

- Zamknij się kretynie, nie dam ci umrzeć. - Następnie zwrócił się do sanitariuszy. - Panowie go nie słuchają on bredzi. Proszę zabrać go do karetki.

Na jego własne szczęście, John znów przysnął więc nie zaprotestował. Mężczyźni przetransportowali go na nosze i ruszyli w drogę do szpitala. Paul był tuż za nimi. Po drodze zgarnął jeszcze Mimi. Operacja trwała kilka długich godzin. Na szczęście przebiegła bez żadnych komplikacji. McCartney i ciotka Johna przez cały czas wspierali siebie nawzajem. Kiedy pozwolono im wejść do Johna odetchnęli z ulgą. Mimo iż John został wprowadzony w stan śpiączki aby ułatwić adaptację się organu Paul czuł, że wszystko skończy się dobrze. Przez trzy dni na zmianę z starszą kobietą pilnował swojego partnera. Wreszcie nadeszła chwila w której postanowiono go wybudzić.

Powoli podniósł powieki. Zajęczał pod nosem a Macca uśmiechnął się słysząc znajome jękniecie.

Minęła chwila zanim skojarzył gdzie jest i co się dzieje.

- Umarłem? - Zapytał cichym zachrypniętym głosem.

- Tak. Ale do nieba cię nie wpuścili a w piekle się ciebie bali więc oddali cię mi z

powrotem. - Zakpił Paul.

Tak szczęśliwy nie czuł się od dnia ślubu. John żył a on będzie musiał męczyć się z nim jeszcze przez długie lata.

- Więc już ze mną dobrze? Będę żył?

- Tak kotku. Długo i ze mną u boku.

- O boże. - Jęknął a Paul nie wiedział o co chodzi. - I będę musiał się z tobą męczyć.

Macca parsknął śmiechem przypominając sobie swoją myśl sprzed chwili.

- Dokładnie tak. Kiedy stąd wyjdziesz przez najbliższe pół roku będziesz męczyć się ze mną na Tahiti w domku który dla nas wynająłem.

- Ooo, widzę, że będzie fajnie. Już się bój aż nabiorę sił. - Powiedział puszczając oczko. - Paulie połóż się obok mnie. Opowiem ci co mi się śniło.

McCartney z uśmiechem na ustach delikatnie ułożył się obok ukochanego i ostrożnie w niego wtulił.

- No więc śniło mi się, że jesteśmy we Włoszech i bawimy się na plaży. Ale nie sami. Mieliśmy córeczkę i synka i było cudownie i pięknie...

Paul słuchał tego wszystkiego a uśmiech rozświetlał jego twarz coraz bardziej z każdym wypowiedzianym przez Johna słowem. Gdy opowieść dobiegła końca równo z ostatnim wypowiedzianym słowem John zasnął. Był zdrowy ale wciąż słaby. Potrzebował dużo snu, ciepła i miłości. To wszystko miał zapewnione u boku McCartneya, który wymęczony ostatnimi tygodniami postanowił przyłączyć się do niego w wycieczce po krainie snów. 

***

Tak więc mamy happyend, nie potrafiłam tego zakończyć inaczej, chciałam żeby byli szczęsliwi. Razem z tą częścią dobrneliśmy do końca mojego pierwszego opublikowanego opowiadnia. Mam nadzieję, że wam się podobało. Chciałabym podziekować wam za głosy, komentarze i wyświetlenia. Nie spodziewałam się, że zajrzy tu pies z kulawą nogą...

Teraz mam pytanie do was. Czy chcecie abym publikowała inne moje opowiadania? Na razie nie mam żadnego yaoi ale opowiadania, które mogę wam zaoferować mają kontrowersyjna tematykę. Związek dziewczyny z wiele starszym, sławnym mężczyzną (zajrzyjcie do mojego opowiadania "Nierealne Uczucie" niedługo mam zamiar wznowić kontynuację) możecie też napisać pod którymś z rozdziałów czy zamierzacie dołączyć do czytania go abym wiedziała ilu ewentualnych zainteresowanych jest.

No i oczywiście jakie macie odczucia po zakończeniu historii Johna i Paula?

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!