*Psst* Notice anything different? 👀 Find out more about Wattpad's new look!

Learn More

Ponad Rok. Tyle czasu byli już szczęśliwym małżeństwem. Przez ponad rok nie pokłócili się ani razu. Przynajmniej nie na serio. Oczywiście zdarzały się kłótnie o niewyniesione śmieci i tym podobne ale zawsze kończyli je obracając wszystko w żart. Ich rodziny wreszcie przywykły do świadomości, że ich związek i uczucie są prawdziwe. Nawet Brian wreszcie naprawdę postanowił dać im święty spokój. Czy teraz coś mogło zniszczyć ich szczęście? Zdawało by się, że nie. A jednak.

John wrócił do domu, odebrał właśnie wyniki badań. Ostatnimi czasy nie czuł się zbyt dobrze. Coraz częściej narzekał na silne bóle w okolicy trzustki. Nie chciał jednak niepokoić Paula, wystarczająco już się w życiu przez niego namartwił. Miał nadzieję, że to tylko jakaś błahostka. Gdy przeczytał wyniki, jego nadzieja wyparowała. Jak on ma powiedzieć Pauliemu...

- No i co zdrów?

Lennon odłożył tylko kartkę na stół i nie odezwał się ani słowem. Obiecał, że go nie okłamie. Paul patrzył ponaglającym wzrokiem.

- Ja umieram Paulie. Ze mną jest gorzej niż źle.

McCartney chwycił kartkę leżącą na stole i zaczął ją czytać. Co ten Lennon znów bredzi. Czy on nie wie, że w takich sprawach się nie żartuje? Tylko, że John wcale nie żartował. Paulowi zadrżała ręka a w gardle poczuł ciężką gule. Nie może się rozpłakać. Musi pokazać Johnowi, że jest silny.

- A może, to nie twoje wyniki może pomylili próbki. - Powiedział z nadzieją.

- Na pewno wsadzą mnie do szpitala. Ja nie chcę umierać w szpitalu. Chcę być w domu przy tobie, do samego końca. - Mówił John nie zwracając uwagi na wypowiedź Paula.

- Umówimy cię na wizytę najszybciej jak się da. Pójdziemy razem jeśli chcesz. - Macca przytulił Johna do siebie.

- Bardzo bym chciał żebyś ze mną poszedł. Tyle rzeczy chciałbym jeszcze z tobą pozwiedzać i zrobić.

- John, Johny będzie dobrze. - Pocałował go w czubek głowy.

- Kocham cie Paulie.

- Ja ciebie też.

- Pójdę się położyć.

Paul wiedział, że choroby trzustki są poważne i mało kto z nich wychodzi. Nie dopuszczał jednak myśli, że Johna mogłoby zabraknąć w jego życiu tak szybko. Że w ogóle mogło go zabraknąć.

Chciał być ciągle przy nim. Dlatego też wstał i poszedł do sypialni zaraz za nim. Położył się i głaszcząc go po głowie cicho nucił mu kołysanki. Zupełnie jak małemu przestraszonemu dziecku. John bardzo szybko odpłynął do krainy snów. Tej nocy jednak nie spał zbyt dobrze. Obudził go ból, silniejszy niż do tej pory. Nie pomagały żadne proszki przeciwbólowe. Macca cały czas wycierał mu spocone czoło i mówił, że wszystko będzie dobrze. Gdy po godzinie jednak ból nie przeszedł oświadczył, że nie ma innego wyjścia jak jechać do szpitala.

- Ja nie chcę tam jechać. - Skomlał Lennon.

- Musisz. Im szybciej cię zobaczą tym szybciej dowiedzą się co ci jest.

- Wyjdę na własne żądanie.

Paul już nie mógł tego słuchać. Dlaczego John nie rozumie, że w szpitalu mogą mu pomóc.

- Przestań zachowywać się jak dziecko. - Krzyknął naprawdę groźnym tonem, ale po prostu bał się o niego.

John spojrzał na niego tak jak jeszcze nigdy. Dotarło do niego, że w tym wszystkim nie tylko on jest ważny. Są przecież ludzie, którzy go kochają.

- A-ale, zostaniesz tam ze mną?

- Oczywiście.

Macca chwycił partnera pod ramie i zaprowadził do samochodu. Jakie szczęście, że Londyn nocą nie jest zakorkowany. Paul wcisnął nogę na gaz i pędził ile fabryka dała. W szpitalu Johnem zajęli się najlepsi lekarze. Od razu zatrzymali go na oddziale i zrobili wszystkie badania. Przez cały ten czas McCartney nerwowo przemierzał korytarz. Zdawało się, że zaczął wydeptywać ścieżkę pod ścianą. Gdy wreszcie Pozwolili mu wejść do sali John spał. Wyglądał tak słodko i spokojnie. Maca usiadł bok niego i chwycił go za rękę. Po około czterdziestu minutach John się obudził.

- Paulie?

- No a kogo się spodziewałeś? Brigitte Bardot?

- Fajnie by było. - Zaśmiał się mężczyzna. - Dobra, to ja się przebiorę i spadamy.

- Jakie przebiorę, jakie spadamy. Teraz cie nic nie boli bo jesteś na silnych przeciwbólowych. Musisz tu zostać.

- Jedziemy do domu. - Powiedział ostro Lennon.

- W taki bądź razie jedziesz sam. Nie będę patrzył jak się wykańczasz na własne życzenie. Przykro mi. - To był jedyny sposób żeby przekonać Johna do pozostania w szpitalu. - Czy ty mnie kochasz?

- Kocham cię Paulie, bardzo cię kocham.

- To proszę zostań w szpitalu, jak nie dla siebie to dla mnie.

- Ale będziesz przy mnie w sali cały czas?

Paul pokiwał głową.

- Pójdę tylko po twoje rzeczy do domu i porozmawiam z lekarzem i od rana już będę tu z tobą cały czas.

- W takim razie zostanę. Dobrze, że dali mi izolatkę, to możesz siedzieć ze mną i nikt cię nie wyrzuci.

- Dali ci bo o to zadbałem. - Paul pocałował go w usta i puścił oczko. - Niedługo wrócę.

W chwili kiedy wyszedł z sali uśmiech zniknął z jego twarzy. Nie było żadnych powodów aby być radosnym. Należało tylko utrzymać Johna w dobrym nastroju. Pojechał do domu i spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Przespał się kilka godzin na kanapie a kiedy zaczęło świtać odwiózł Marthę do swojego ojca po czym wrócił do szpitala. Najpierw rozmowa z lekarzem a potem do Johna. Wszedł do pokoju lekarskiego. Po minie lekarza wiedział, że ten nie ma dla niego zbyt dobrych wiadomości. Prawda była taka, że trzustka Johna była w opłakanym stanie. John będzie słabł z każdym dniem a jeśli w ciągu dwóch tygodni nie znajda dla niego odpowiedniego organu do przeszczepu... Paul ukrył twarz w dłoniach. Nie, to nie mogło się tak skończyć. Lekarz powiedział mu, żeby się nie martwił, John jest na samej górze listy osób oczekujących na przeszczep i jako mody człowiek ma naprawdę wielkie szanse aby ewentualna operacja zakończyła się sukcesem. Macca podziękował za wszystko i udał się do swojego partnera. Postanowił nie mówić mu i tym w jakim jest stanie i o to samo poprosił lekarza. Nie chciał by John się załamywał. 

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!