- A co ty synu, dopiero wstałeś? - Zapytał zdziwiony McCartney senior zajmując miejsce na kanapie.

- Przepraszam za ten strój. No można tak powiedzieć. Trochę zajęty byłem. Zaraz pójdę się ogarnąć.

- Czym ty taki zajęty byłeś?

Paul zaśmiał się w duchu przypominając sobie czym zajmował się przez ostatnich kilka godzin. Zapewne nadal siedziałby w łóżku ze swoim kochankiem przerzucając się czułymi słówkami gdyby nie jego tata.

- A no wiesz, naprawianiem życia. - Nie okłamał ojca. Po prostu przedstawił prawdę w bardziej przystępny sposób. - Dobra tato, lecę się ubrać i zaraz ci wszystko opowiem.

Zostawił mężczyznę w salonie i czym prędzej udał się do sypialni. Pomyślał sobie, że skoro John do niego wrócił a dziś przychodzi jego tata, nie mógł to być zbieg okoliczności. Czas uświadomić staruszka o swojej orientacji. O dziwo nie czuł strachu. Miał dziwne przeczucie, że będzie dobrze. Być może, sprawiała to obecność jego chłopaka, a może to, że nie ważne było co ojciec powie bo on i tak będzie szczęśliwy. Kiedy oboje z Johnem byli już w komplecie świeżych i pachnących ubrań Paul objął chłopaka w bardzo sugestywny sposób i wrócili do salonu.

- O cześć John, wróciłeś na stare śmieci? - Ojciec Paula w pierwszej chwili nie zorientował się o co chodzi. Dopiero po kilku sekundach połączył fakty, Paul w prześcieradle, naprawianie życia i ta radość w jego oczach. - Wy... wy... razem?

- No myślę, że tak. - Odparł Paul siadając z Johnem na drugiej kanapie i starając się zignorować zaskoczenie ojca.

- Witam pana tatę. - Przywitał się z uśmiechem John.

- Ja ci dam pana tatę. - Zrugał Lennona i spojrzał w kierunku Paula nie bardzo wiedząc co powiedzieć więc wydusił z siebie to co było dość oczywiste. - Mam syna geja?

Paul westchnął, spojrzał na Johna i pokręcił głową. Chłopak położył rękę na jego udzie dodając mu otuchy. Sam wolał zbyt wiele się nie odzywać i nie zaogniać sytuacji.

- Tato, nie upraszczaj tak tego. Dla ciebie wszystko jest czarne albo białe. A gdzie inne kolory?

- Nie ma. Jak ty chcesz nazwać inaczej to...coś?

- Najprościej nazwać nasz chyba bi, no bo nadal nas kręcą dziewczyny a to, że się kochamy i jesteśmy razem to inna sprawa.

- Jestem w szoku. - kolejna oczywistość wypłynęła z ust McCartneya seniora, jakże mógłby nie być w szoku po usłyszeniu takiej informacji. - Jak długo to trwa.

John spojrzał na zegarek, minęło pięć minut...

- Kocham cię. - Rzucił w stronę Paula po czym znów zamilkł.

Paul uśmiechnął się lecz zignorował wyskok Johna dalej wyjaśniając ojcu sytuację.

- Nieoficjalnie to od '61 gdy byliśmy w Hamburgu. A oficjalnie... od wycieczki do Paryża z kilkumiesięczna przerwą do wczoraj.

- O mój Boże.

John wiedział, że gdy wzywa się wszechmogącego sytuacja jest dość kiepska. Wstał więc z kanapy i udał się do barku. Nalał kieliszek najlepszego koniaku jaki posiadali i wręczył mężczyźnie. Ten przechylił go bez słowa i opróżnił do dna. Tego było mu trzeba.

- Nie wiem co mogę ci jeszcze powiedzieć. Jestem szczęśliwy. - To było widać. Szczęście biło od Paula na kilometr.

- Ja załamany.

- Tato, to naprawdę nic złego.

- Nic złego? - Zadrwił mężczyzna. - Mój syn puka się z facetem... no po prostu super.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!