John zatrzymał się zerkając przez ramię. Sekundę później Paul wylądował w jego ramionach. Nadal miał małe problemy z utrzymaniem równowagi po swojej wieczornej samotnej imprezie.

- Zostaw mnie, tam masz Briana. W łóżku na moim miejscu. - Skomentował warkotliwym tonem John.

- Jego tam nie miało być. Miał być na kanapie. - Tłumaczył nerwowo Paul, nie mógł pozwolić Lennonowi wyjść. - Brian powiedz mu.

Brian stał pd ścianą obserwując całe to zdarzenie. Dotarło do niego, że Paul nigdy nie byłby szczęśliwy u jego boku. On kochał Johna a John jego i to właśnie siebie potrzebowali żeby funkcjonować normalnie.

- Paul mówi prawdę. To moja wina. On nic o tym nie wiedział.

- Słyszysz? Nikogo nie wypuścił bym na twoją stronę. Bo ona... jest twoja. - Mówił Macca bezskutecznie próbując przytulić się do mężczyzny.

- Nie musicie kłamać. Słyszałem jak dobrze się tam bawiliście.

Paul nie wiedział o czym John mówi ale musiał wyjaśnić mu, ze opacznie zrozumiał całą sytuację. Skoro mógł znów być szczęśliwy zrobi wszystko by tak było. Wykorzysta każdy cień szansy.

- Ja zasnąłem, wtedy musiał przyjść Brian. A śniłeś mi się ty. - John uniósł brwi w geście niedowierzania więc Paul kontynuował. - To co zapewne mówiłem do niego, myślałem, że mówię do ciebie. Byliśmy w domu Mimi i korzystaliśmy z okazji.

John słuchał tego wszystkiego i... zaraz zaraz, korzystanie z okazji? To mogło oznaczać tyko, że...

- Macaliście się? Super. - Zabrzmiał oskarżycielsko.

- Ja nikogo nie macałem. - Zastanowił się Paul. - Mam taką nadzieję. Myślałem, że to byłeś ty, we śnie to byłeś ty. - Paul prawie płakał.

- Brian na pewno cie macał. On by nie przepuścił okazji. Prawda? - Spojrzał na mężczyznę przymrużonymi groźnymi oczyma.

- Nic mu nie zrobiłem. - Uniósł ręce w obronnym geście. - Nie dałem się ponieść. Jak zaczął prosić abym zaczął to znaczy, ty to zaraz go puściłem.

- Coś mi się nie chce wierzyć. - Głos miał spokojniejszy ale nadal emanował złością. - Tak czy inaczej. Brian zostajesz czy wychodzisz?

Eppy spojrzał na McCartneya któremu wreszcie udało się jako tako przytulić do Johna i zrozumiał, że nie jest tu pożądanym gościem.

- Widzę Paul, że ma się już kto tobą zająć. W takim razie do zobaczenia.

Po tych słowach skierował się do drzwi i opuścił mieszkanie. Paul patrzył na Johna i nie wiedział co się teraz wydarzy. Czy Lennon był zły? A raczej jak bardzo był zły. Czy nadal ma szanse aby było jak dawniej? A może wszystko legło w ostatecznych gruzach. Wreszcie John przemówił.

- Myślałem, że wejdę tu i obudzę cię pocałunkiem a co zastałem... - Nie brzmiał jakby był zły, raczej smutny i zawiedziony.

- Przecież nie jesteśmy razem. Sam kazałeś mi kogoś sobie znaleźć. A co jakbym akurat kogoś znalazł?

John ze świstem wypuścił powietrze.

- Nie ważne kto by był wywaliłbym za drzwi.

- Nie jesteśmy parą i nie możesz mi robić awantur o to z kim sypiam. - Nawet jeśli mu wybaczy nie może zrobić tego tak prosto, choć bardzo by chciał.

- Nie chcesz mnie? - Zapytał drżącym głosem Lennon.

- Zdradziłeś mnie. Nauczyłem się wreszcie żyć a ty równie niespodziewanie jak znikasz tak się pojawiasz i myślisz, że wszystko jest cacy?

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!