Ten ptaszek odleciał - część27

Zacznij od początku

- Nie idź, potrzebuje cie teraz. John ja widzę, że coś jest nie tak. Zachowujesz się jak wtedy gdy ukrywałeś uczucia do mnie.

John przystanął na sekundę zagryzł wargę i potrząsnął głową.

- Naprawdę muszę lecieć. Pa mały.

Wyszedł. Zostawił Paula samego. Nie dał mu nawet całusa na do widzenia. McCartney nie wiedząc co ma ze sobą zrobić usiadł na kanapie i wpatrywał się w zgaszony telewizor. Jego myśli krążyły wszędzie tylko nie wokół jego chłopaka. A raczej starał się aby tak było. Mimo to prędzej czy później i tak zawsze wracały do jednego. Co takiego dzieje się z Johnem? Paul czekał, czekał do trzeciej w nocy a mężczyzny dalej nie było. Wykończony zarówno psychicznie i fizycznie swoimi przemyśleniami zasnął na kanapie. Miał nadzieję, że gdy otworzy oczy zobaczy przed sobą uśmiechającego się Johna. Jakże rozczarowany i smutny był gdy tak nie było. John nie wracał do domu przez kolejne trzy dni. Jednego wieczora McCartneya naszła myśl, a co jeśli John miał jakieś kłopoty i nie mógł mu powiedzieć. Może wpadł podejrzane towarzystwo i... jego przemyślenia przerwały otwierające się wejściowe drzwi. Stał w nich John, był nieco pijany. Paul zerwał się z kanapy i mimo złości jaka w nim rosła przylgnął do chłopaka.

- Boże, jesteś! Tak się o ciebie bałem. - Prawie szlochał mu w ramie. - Gdzie ty byłeś?

- Tez się cieszę, że cię widzę. A byłem...tu i tam. - Odpowiedział wymijająco. - Idę spać.

- Nie pójdziesz spać, żądam wyjaśnień.

- Paul, daj spokój, jestem zmęczony. Pogadamy jutro. - Jego głos stał się dziwnie nerwowy.

- Ty już mnie nie kochasz!

McCartney wreszcie się zdobył aby powiedzieć to głośno. Bał się wykrzyczeć te kilka słów bo obawiał się odpowiedzi. Patrzał na milczącego Johna i czuł łomotanie swojego serca. Dlaczego mężczyzna milczy, dlaczego nic nie powiedział. Paulowi wydawało się to jak długie minuty choć tak naprawdę minęło zaledwie kilka sekund.

- Zgłupiałeś....kocham cię. Zadowolony?

- O tak, bardzo. Zwłaszcza, że musiałem to z ciebie wyciągać siłą. Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to idź spać.

Lennon zrobił kilka kroków w kierunku sypialni, odwrócił się i smutnym wzrokiem spojrzał na kochanka.

- Chodź też.

McCartney wcale nie miał ochoty tak łatwo odpuszczać, nie chciał jednak zaostrzać i tak już gęstej atmosfery która panowała między nimi. Wciąż nie uzyskawszy żadnej odpowiedzi powlókł się za Johnem. Chciał być blisko niego bo kto wie, kiedy i na ile postanowi zniknąć. Wskoczył w swoją pidżamę i wsunął się do łóżka. Postanowił nie przytulić się do chłopaka jak to zawsze ma w zwyczaju. Był na niego zły i nie zamierzał tak łatwo odpuszczać. Szło mu świetnie przez całe dwadzieścia minut, po tym czasie wtulił się w ramiona Lennona wdychając jego zapach. Poczuł się zrelaksowany i spokojny, tak działał na niego John.

- Trzy dni, a ja nie potrafię się gniewać...

- Wiem wszystko psuje, przepraszam. - Bąknął mężczyzna.

- Po prostu cię nie było, ale już jesteś. - Paul zawsze zalazł dla niego wytłumaczenie.

- Jesteś kochany, wiesz? Wszystko mi wybaczysz. - Johna wyraźnie trapiło to, że Paul nie jest zły na niego tak bardzo jak powinien. - Nie zasługujesz na mnie.

- Przestań, masz jakiś trudny okres i ja to rozumiem.

John westchnął załamująco.

- Nic nie rozumiesz Paul. Bo nic nie wiesz.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!