Rozdział piąty

4.6K 260 49
                                    


Udało nam się bezpiecznie dojechać na miejsce, choć zajęło nam to ponad półtorej godziny. Wjechaliśmy za bramę strzeżonego osiedla domów jednorodzinnych, które prezentowały się naprawdę okazale. Jedna willa większa i piękniejsza od drugiej. Zatrzymaliśmy się na podjeździe jednej z nich, a ja zerknęłam na drzwi wejściowe w których pojawił się pan Barret. Uśmiechnęłam się i od razu wysiadłam. Harry dołączył do nas po chwili.

-Wejdźmy do środka – starszy mężczyzna zaprosił nas gestem dłoni.

Ruszyłam, pierwsza przekraczając próg domu, który urządzony był w stylu wiktoriańskim. Kompletnie nie mój gust, ale pasował do pana Barreta. Przeszliśmy korytarzem w głąb domu, do salonu w którym czekał drugi mężczyzna.

-Olivio, Harry, to jest Victor Malinovsky, mój prawnik – przedstawił nam mężczyznę, który był zapewne w wieku Harrego, może nieco starszy.

Wysoki blondyn wyglądał, jak wyjęty z Harvardu.

Uścisnęłam mu dłoń, a Harry zaraz za mną.

-Dobrze, dziadku, ale co się dzieje? Martwiłem się, nie odbierałeś, nie byłeś na badaniach... - wtrącił zdenerwowany Harry.

Może naprawdę martwił się o dziadka?

-Właśnie dlatego was zaprosiłem. Usiądźmy – zaproponował.

Zerknęłam na Harrego, który był naprawdę nerwowy.

-Możesz nie przedłużać?! – warknął na dziadka.

-Nie podnoś na mnie głosu, synu – upomniał go pan Barret, a następnie pokazał bym zajęła miejsce na jednym z foteli.

Nie chciałam wtrącać się w ich relację, więc posłusznie usiadłam. Zerknęłam na prawnika, który trzymał w ręku teczkę z napisem: testament. Poczułam się nieswojo, a moją głowę opanowały najgorsze myśli.

-Dobrze, dziadku, przejdź do rzeczy, proszę – Harry spuścił z tonu i usiadł na fotelu obok mnie.

Wziął głęboki oddech, a wtedy oboje skupiliśmy wzrok na panie Barrecie.

-Victorze, proszę, zacznij – mężczyzna zwrócił się do prawnika i zajął miejsce na trzecim fotelu.

-Nie będę przedłużał, zostałem poproszony o przekazanie wam decyzji pana Barreta w sprawie podziału firmy i spadku, po jego ewentualnej śmierci lub niezdolności do pracy – zaczął, a mnie zmroziło.

Podziału firmy? A co ja miałam z tym wspólnego?

Harrego wmurowało tak samo, jak mnie.

-Testament najczęściej ujawniany jest dopiero po śmierci, ale okoliczności są wyjątkowe. Choroba pana Barreta sprawia, że...

-Jaka choroba?! – wtrącił Harry – Dziadku... - spojrzał ze smutkiem na mężczyznę.

-Jestem już za stary, chłopcze. Nie mogę prowadzić firmy, nawet z twoją pomocą. Musisz stanąć na wysokości zadania i poprowadzić to dalej, z pomocą Olivii – wyjaśnił pan Barret, uśmiechając się do mnie ciepło.

Ja nic nie mówiłam. Po prostu słuchałam.

-Przecież ja nie znam firmy, nie znam ludzi, struktur. Miałem ci pomagać, miałeś mnie wprowadzić w to wszystko! – powiedział z żalem Harry.

-Wiem, ale diagnoza nie pozostawia mi wyboru.

-Jaka diagnoza? – zapytał smutno wnuk.

-Demencja – wyznał pan Barret.

Dyrektor generalnyPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz