Chłopaki leżeli z kołdra skotłowaną w nogach łóżka wpatrując się w siebie i wsłuchując w swoje zasapane oddechy.- Wiesz jaki ty masz świetny tyłek. - Odezwał się wreszcie John.- I zamierzasz mi to mówić co każde pięć minut?- Tak, tylko nie jutro rano bo muszę wyjść załatwić parę spraw.- Jakich spraw?- Zrobić małe zakupy, zmienić adres w dowodzie. - Zawahał się czy mówić dalej po czym kontynuował – I pomyślałem, że odwiedzę Briana. No bo jeśli on ma jakieś problemy to może jemu potrzebny jest szpital psychiatryczny. Może i John był na niego wkurzony, i to bardzo. No ale jednak znali się już jakiś czas i wypadało by się dowiedzieć dlaczego tak zrobił i pomóc jeśli będzie taka potrzeba.- No dobrze, załatw co masz załatwić i wróć do domu żebym mógł spędzić z tobą kolejny piękny dzień.- Całe życie będzie takie piękne. Jeśli tylko mnie nie zostawisz nigdy.- Zgłupiałeś jakże bym mógł cię zostawić, ja już nie umiem żyć bez.... twojej pizzy.- Tylko dla pizzy ze mną będziesz? Łajzo jedna.- Tak. A teraz już śpij. - Poprosił Paul ziewając tak szeroko, że dziw było iż nie połknął swojego chłopaka.- To mi mrucz, to pozwala mi zasnąć. No i co Paul miał zrobić skoro John go poprosił? Komu jak komu ale Johnowi Winstonowi Lennonowi się nie odmawia. Mruczał zatem do czasu aż nie usłyszał pierwszych chrapnięć wydobywających się z wnętrza mężczyzny. John nacisnął klamkę szpitalnych drzwi, pchnął je a te zaskrzypiały jakby zaraz miały wypaść z zawiasów i zakończyć swój żywot. Wszedł do sali, w pierwszej chwili nie spojrzał na mężczyznę leżącego na łóżku. Rozglądał się na boki, wbijał wzrok w podłogę robił wszystko by na niego nie spojrzeć, i tak bardzo wiele kosztowało go przyjście tu. Po chwili, czując na sobie wzrok mężczyzny zmusił się by spojrzeć mu w twarz, która była nieźle przeorana po spotkaniu z jego pięścią. Wzrok miał jednak pełen pogardy dla tego człowieka.- Przyszedłem wyjaśnić parę spraw... - Powiedział Lennon ozięble.- A gdzie jest mój słodziak? W Johnie krew się zagotowała i gdyby to tylko było możliwe z całą pewnością wyparowała by od temperatury. Zacisnął dłonie w pięści i tylko to powstrzymało go od rzucenia się na Briana.- Odczep się od niego. Chciałem być miły i się dogadać. Ale widzę, że się nie da. – Warknął Lennon jednak nie wyszedł z sali.- On też pewnie po nocach o mnie myśli. - Kontynuował swoje gadanie Epstein.- Tak, myśli. Myśli i płacze. Wiesz w jakim on był stanie, kretynie?- W stanie podniecenia – Brian wiedział, że tą gadką irytuje Johna ale jego zdaniem mężczyzna sobie na to zasłużył.- Całą noc trząsł mi się w ramionach. On się ciebie boi.- Oj nie potrzebnie. – Przejął się Epstein. - Przecież nic mu nie zrobiłem, mogłem być bardziej brutalny ale nie chciałem żeby tak to wyglądało.- Bardziej brutalny? Przecież ty trzymałeś go tam na siłę. Dlaczego mu to zrobiłeś? Dlaczego?- To nie miało tak być, byliśmy w tej łazience no i on mnie już tak podniecił, że nie dałem rady. Rok nie miałem faceta i...ja go kocham. Tego dla Lennona było za wiele. Brian wcale nie wie jak to jest kochać Paula, bo to nie jest sposób którym on go traktował. Tylko John wie jak należy odnosić się do Paula chcąc być z nim bliżej.- Tylko że teraz to ja muszę go uspokajać w nocy bo mu się śnią koszmary, przytulać go... a nie ty. Bo on przy mnie czuje się bezpieczny. A ty zrobiłeś krzywdę człowiekowi którego podobno kochasz bo musiałeś sobie ulżyć. Zrozum, że on cie nie kocha. - W każde słowo Lennon wlewał tyle emocji, prawdy i prawdziwości ile tylko mógł, prawie wypluł te kilka zdań w twarz Briana. Tak czy inaczej, przyniosło to jakiś skutek. Pytanie tylko czy szczery i długotrwały. Mężczyzna spuścił wzrok a cyniczny uśmiech zniknął z jego twarzy.- Przepraszam was. - Powiedział z pokorą.- Nie mnie przepraszaj a jego. - Ton głosu Johna nie zmienił się ani o drobinę, nadal nie ufał menadżerowi.- A mógłby tu Paul dziś przyjść? - Zapytał niepewnie Brian spoglądając ukradkiem na znajomego.- Zapytam go czy będzie chciał, ale jeśli nie to nie będę go zmuszał.- Zależy mi na tym. I powiedz żeby się mnie nie bał.- Ta, coś jeszcze?- Dzięki, że wpadłeś.- Nie ma za co. Po tych słowach John obrócił się na pięcie i opuścił szpitalną salę. Wyszedł na korytarz. Oparł się o ścianę, lekko pochylony na przedramionach i wziął kilka głębokich wdechów. Ta rozmowa kosztowała go więcej niż myślał. Ale przynajmniej co nieco poukładało mu się w głowie. John wpadł do domu z uśmiechem na ustach, jakby nie patrzeć dzień nie był taki zły a zaraz usiądzie i zje pyszny obiad ze swoim chłopakiem. Pełnia szczęścia, cud miód i maliny. Trzasnął drzwiami niuchnął kilka razy ale nie wyczuł żadnych przyjemnych domowych zapachów.- Skarbie, będzie jakiś obiadek?- Jaki niby obiadek? - Paul leżał na kanapie machając nogą i przewracając strony w gazecie.- No, normalny. – stwierdził John tonem mówiącym, że dwa i dwa to cztery. - Ja byłem na mieście a ty tylko u Pana taty.- Właśnie byłeś na mieście i miałeś zrobić zakupy, z czego mam ci ten obiad zrobić?- Ee to ja zaraz wrócę. - Wyszczerzył się w uśmiechu niewiniątka i zaczął ubierać szalik oraz czapkę. - A może zjemy na mieście co?

Było zbyt zimno żeby miał teraz wychodzić po raz kolejny z domu. Usiadł na kanapie wtulając się w Paula. Jego chłopak był taki cieplutki, że aż miło. Paul otulił go kocem, który również jemu dostarczał ciepło i objął swoimi rękoma.- Słuchaj. – Zaczął niepewnie Lennon. - Byłem u Briana.- I co z nim? - Mina McCartneya nie była już tak pogodna jak przed kilkoma sekundami.- Fizycznie, lepiej. Ale psychicznie to ciężko stwierdzić. To na twój widok się tak uruchamia. Na początku trochę świrował a potem się uspokoił. No, chyba że udawał. W każdym razie chce się z tobą zobaczyć. - John utkwił wzrok w swoim chłopaku czekając na reakcję.- A co, chce mnie przelecieć na łóżku szpitalnym? – Silił się na dowcip Macca mimo to zabrzmiało to raczej gorzko. - Mało mu?- No przecież mi by prawdy nie powiedział. Ja cię namawiał nie będę. - Powiedział łagodnie John. - Nie chcesz to nie musisz iść. Paul myślał przez kilka sekund. Czy powinien iść i wyjaśnić to i owo z Brianem? A jeśli to kolejny powód żeby spróbować się do niego zbliżyć? Gdyby tylko miał kogoś z kim mógłby... no tak.- Pójdę jeśli pójdziesz ze mną. - Głos miał cichy i niepewny. - I będziesz mnie trzymać za rękę.- Oczywiście, że pójdę inaczej sobie tego nie wyobrażam. - Przytulił McCartneya bliżej swojej piersi – Nie dam zrobić krzywdy mojemu maleństwu.- Gadał coś jeszcze – wybełkotał Maca w ramię Johna.- Tak. Że nie chciał tego, i że cię kocha. Oraz, że załatwił nam trasę.- Zrób coś żeby się odkochał. Trasa? To super.- Co ma zrobić? Faceta szukać mu nie będę – Odparł sucho co znaczyło, że czas zakończyć ten temat. - No, trasa po USA. Paul zrobił oczy. Może i mógł określić Briana całym mnóstwem nieprzyzwoitych i obraźliwych epitetów to jako menadżer spisywał się na medal. Przez kolejny kwadrans rozmawiali na temat trasy, nowych piosenek, które czekały na nagranie oraz co podobało im się najbardziej, leżeli i snuli utopijne plany na wspólną przyszłość. Niestety nie samą miłością człowiek żyje i kilka planów później brzuchy chłopaków dały o sobie znać. - To, kiedy chcesz do niego iść? - Zapytał Lennon.- Może po obiedzie...- Dobrze. W takim razie zapraszam mojego chłopaka na obiad. John wiedział jak poprawić Paulowi humor. Zabrał go do najlepszej restauracji jaką tylko znał. Odłożył parę groszy więc mógł zaszaleć. Lokal nie był duży ale bardzo ekskluzywny. Przyciemnione światła dodawały atmosfery intymności. Mężczyźni zajęli niewielki stolik w rogu sali. Kelner odebrał zamówienie na dwa dania deluxe i najlepsze wino jakim dysponowali. Podśmiewali się z wzajemnych dowcipów gdy ten sam kelner co wcześniej podał im posiłek. Wtedy przy stole przez kilkanaście minut panowała cisza przerywana jedynie obijaniem się sztućców o talerz. Mimo tego, że obiad był przepyszny Paul zjadł tylko połowę porcji. Tak denerwował się odwiedzinami u Epsteina, że żołądek zawiązał mu się w supeł. Chciałby mieć to już za sobą. Trzy kwadranse później stali przed salą szpitalną

****
Mam nadzieję, że wszystko będzie jak do tej pory i kolejne rozdziały dam radę wstawiać codzień lub prawie. Trochę skomplikowała mi się sytuacja. Matura za pasem, wystawienie ocen za miesiąc a ja leżę w łóżku chora już 2 tydzień. Nie mam ocen z niektórych przedmiotów i muszę coś wymyśleć.... No ale cóż, bywa. Trzeba żyć z tymi przyjemnymi aspektami. Dzięki, że czytacie i komentujecie i dajecie głosy. :) Jeśli macie pytania lub chcecie poprostu popisać i trochę się pośmiać to śmiało piszcie. 

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!