*Psst* Notice anything different? 👀 Find out more about Wattpad's new look!

Learn More

Jako, że siedzieli po przeciwnych stronach stołu, tym razem mogli pozwolić sobie na takie zagranie. Zwłaszcza iż Ringo skupiony był na swoich kartach, zastanawiając się jakim cudem przegrywa za każdym razem a Harrison zajął się zjadaniem wszystkich pozostałych resztek. Paul rozpoczął podwójna gierkę, delikatnie prawie niezauważalnie wykonując minimalne, głaszczące ruchy swoją dłonią. Tym razem Lennon był gotowy i siedział przy stole z twarzą pokerzysty. Nie obeszło się bez małych problemów jednak według pierwotnych planów Starr przegrał w tej rundzie. - Twoim zadaniem Ringo, będzie pocałować Georga. Przez pięć sekund. - John był dumny ze swojego geniuszu.- Czy ci na głowę upadło Lennon, NIE MA OPCJI! - Wydarł się Starr.- O nie! To, że nie mam nic przeciwko wam i ciesze się z waszego szczęścia to nie znaczy, że chcę całować się z nim. - George jak zawsze emanował spokojem, po prostu wskazał na przyjaciela wykrzywiając twarz w grymasie.- Wyzwanie to wyzwanie. - Zaszczebiotał Lennon.- Kur... pożałujesz tego. - Richard pogroził przyjacielowi palcem i ciężko westchnął – Chodź tu George. Harrison zaczał odsuwać się na kanapie najszybciej jak potrafił, czy oni wszyscy tu nawdychali się jakichś dziwnych oparów? Czy tylko on jeden został normalny?- Nie uciekaj George, zróbmy to i miejmy za sobą. - Błagał z miną cierpiętnika Ringo. George dotarł do poręczy kanapy i wiedział, że nie ma już ratunku. Gdyby spróbował wstać, przewróciłby się po kilku krokach. Pozostawało jedynie ufać, ze Ringo zrobi to szybko i „bezboleśnie”. Lennon nie zamierzał marnować okazji. Gdy tylko przyjaciele, z minami jakby byli o krok od okrutnej, powolnej i bolesnej śmierci, przywarli do siebie on jakby z znikąd wyjął aparat i zrobił im fotkę. - Nie wierzyłem, że to zrobicie. – Parsknął śmiechem, wymachując aparatem. Dwie pary wściekłych, czerwonych – co akurat było sprawką alkoholu – oczu spojrzały na niego.- Oddawaj to gnoju – wrzasnęli jakby się umówili po czym rzucili w stronę Johna. Ten zręcznie odrzucił aparat w ręce swojego chłopaka, który to zaczął z nim uciekać na tyle na ile pozwalało mu huczące od procentów ciało. Gdy wiedział, że nie da rady uciekać już dłużej, zrobił jedyną rozsądną rzecz jaka przyszła mu do głowy. Włożył aparat do spodni i uśmiechnął się zwycięzco. Ringo i George zatrzymali się w jednym momencie, mierząc rozbawiona parę spojrzeniem, które mogłoby zabić. - Wy szuje jedne. - Syknął Starr- Weźcie to skasujcie, zniszczcie kliszę. - Harrison jak zawsze próbował prośbą i negocjacją. Chłopaki przysięgli na swój talent, że nikt nigdy nie zobaczy tego zdjęcia. I dopiero wtedy cała czwórka odstąpiła od bitwy i zasiadła przy stole. Lennon oparty o ramie swojego chłopaka zaczął zasypiać ze zmęczenia. Paul spojrzał na niego i uśmiechnął się troskliwie.- Słuchajcie, nie żeby coś, ale Johny mi tu już przysypia i wiecie...- No jasne, to my padamy. Wy i tak macie co robić. - Odkaszlnął znacząco – No to w takim razie pa i do zobaczenia na próbie. Macca odprowadził przyjaciół do drzwi odprowadzając ich wzrokiem po schodach. Cicho zamknął drzwi i na palcach podreptał do kanapy, na której leżał pół śpiący Lennon.- Kochanie, nie śpimy. Goście już poszli. - Szepnął kucając obok niego.- Chyba się trochę upiłem, wiesz. - Głos Lennona sugerował, że nie było to znów wcale takie „trochę  - Ale tak tyci tyci.- Tyci tyci? - Paul uśmiechnął się pod nosem, ah ten John nie idzie się na niego gniewać. – Chodź ty moje tyci tyci, zaprowadzę cię do sypialni. A potem tu posprzątam.- Dziękuję. A przebierzesz mnie w pidżamkę?- No pewnie, że przebiorę. - Macca poczochrał chłopaka po włosach i sadzając na brzegu łóżka.- Jezu kotku jak ja cię kocham. - Pijany Lennon wlewał w wyznania wszystkie uczucia jakie w tej chwili miał w sobie. - Zostaw ten burdel, posprzątamy jutro.- No zobaczę, a teraz ręce do góry. John był bardzo posłusznym, upitym młodym mężczyzną, bez gadania robił to czego Paul od niego oczekiwał, co swoją drogą zdarzało się rzadziej niż przelot komety Halleya widocznej z ziemi. Jednym sprawnym ruchem mężczyzna zdjął z niego koszulkę i zaczął zakładać pidżamę. Powoli nabierał w tym coraz więcej wprawy, gdyż sytuacje te zdarzały się dość regularnie. John wskoczył do łóżka obserwując krzątającego się po pokoju Paula.- Czekaj, zaraz się kładę tylko się przebiorę. – Szepnął do chłopaka.- Chciałeś chyba powiedzieć rozbiorę. - Zaakcentował ostatni wyraz John.- John, pamiętam, że obiecałeś mi dziś jeszcze zabawę. - Przypomniał Macca. - Naprawdę, nie pogniewam się jeśli odłożymy to na kiedy indziej. Lennon westchnął i zaczął ściągać z McCartneya pidżamę którą ten dopiero co na siebie włożył. Paul nie miał ochoty protestować, i tak i tak nic by to dziś nie dało. Na tę chwilę nie robiło mu większej różnicy czy będzie spał nago czy też nie. Chciał po prostu spać.- Dobranoc maleńki. - Szepnął John układając głowę na klacie chłopaka i wdychając jego zapach.- Dobranoc Johny. Jak to po ciężkiej libacji alkoholowej bywa, w nocy organizm domaga cię nie wódy a wody. Dlatego też chcąc czy nie chcąc John Lennon musiał wywlec swoje cztery litery spod ciepłej kołdry i poczłapać się do kuchni w celu uzupełnienia płynów. To to natomiast nie uszło uwadze jego chłopaka, który chwilę później opuścił sypialnię aby zobaczyć czy kochanek nie potrzebuje jakiejś pomocy. Na całe szczęście John czuł się na tyle lepiej, że gdy zobaczył zaspanego chłopaka, z słodko rozczochraną czupryną wstąpiły w niego nowe pokłady energii. Pochwycił mężczyznę w ramiona i całując zaniósł do sypialni gdzie oswobodził ze zbędnej odzieży. Paul był całkowicie zaskoczony, nie wiedział co powiedzieć ani zrobić. Na szczęście dla niego otrząsnął się bardzo szybko i przejął inicjatywę. Przewrócił się na bok przygniatając Johna własnym ciałem i oplatając nogami. Trochę pomruczał mu do ucha, trochę popieścił dłonią tu i ówdzie a gdy miał już pewność, że Lennon nie ma ochoty przejmować dowodzenia, ściągnął z niego spodnie, które przed kilkoma godzinami z takim trudem na niego wkładał i skoczył do szafy. Wygrzebał z niej miotełkę z piórkami i z tajemniczym uśmiechem podszedł do łóżka gdzie leżał jego bezbronny kochanek. - Chyba się trochę zakurzyłeś. - Stwierdził. Kilka pociągnięć miotełki później przyrodzenie Kilka pociągnięć miotełki później przyrodzenie Lennona sterczało jak znak drogowy, więc owe narzędzie tortur wylądowało w kącie pokoju.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!