Rozdział czwarty

4K 261 22
                                    

Poranek po intensywnej nocy nie był łatwy. Wszystko mnie bolało, a w dodatku za krótko spałam, co poskutkowało tym, że byłam po prostu zmęczona. Na szczęście Tobias, tak jak obiecał, zajął się moim autem, a ja pojechałam do pracy taksówką. Dopiero na miejscu przypomniałam sobie o sytuacji z moim nowym szefem, który myślał, że sypiam z jego dziadkiem. Postanowiłam się tym nie przejmować, ale gdy weszłam do gabinetu pana Beretta i zamiast jego, zobaczyłam tam jego wnuka, to już wiedziałam, że zmiany w firmie będą zachodziły szybciej niż się spodziewałam.

-Dzień dobry, Olivio – Harry zerknął na mnie znad porannej gazety.

-Dzień dobry – odpowiedziałam - Nie będzie dziś...?

-Nie, dziadek ma jakieś badania. Ma swoje lata, więc jakoś musimy sobie bez niego poradzić – odpowiedział Harry.

-Oczywiście, ale to nic poważnego? – zapytałam, choć przecież wiedziałam o stanie zdrowia pana Baretta więcej niż jego wnuk.

-Nie, jakieś standardowe badania.

-Okej, zaraz zobaczę, co jest w planie dnia na dziś.

-Nie musisz, zmieniłem plany – Harry wstał zza biurka, odłożył gazetę i podszedł do mnie.

-Pojedziesz ze mną na spotkanie, a potem...

-Nie jestem twoją asystentką, a nawet jeśli dziś odgrywasz rolę szefa, to pan Barett nigdy nie zabierał mnie na spotkania. Zajmuje się tym inna dziewczyna, którą twój dziadek zawsze uprzedza wcześniej jeśli potrzebuje jej pomocy w takich sprawach.

-Słucham? – Harry wbił we mnie zdziwione spojrzenie.

-Ja organizuję pracę tutaj, w biurze. Prowadzę kalendarz spotkań, ale w nich nie uczestniczę. To takie trudne do zrozumienia? – odpowiedziałam zirytowana.

Okej, chciałam być miła i zachować profesjonalizm, ale się nie dało. Ten cały Harry nie miał pojęcia o pracy u nas. Nie znał struktur firmy, nie znał ludzi, nie znał mnie... W głowie od razu pojawiła mi się myśl, że gdy pan Barett naprawdę odejdzie na emeryturę, to ja odejdę razem z nim.

-Nie wiedziałem o tym – mężczyzna spuścił z tonu.

-Chciałabym rozpocząć dzień pracy. Mogę? – zignorowałam jego słowa.

-Musisz mi pomóc... - dodał nagle Harry.

Spojrzałam na niego pytająco.

-W czym?

-Musisz mnie wprowadzić w to wszystko. Nie znam firmy, a nie mogę zawieść swojej rodziny.

-Mam ci pomagać po tym, jak wczoraj sugerowałeś mi romans z panem Barettem? – zapytałam z niedowierzaniem.

-Przepraszam, pomyliłem się – odpowiedział spokojnie.

Spojrzałam mu w oczy. Wydawał się być szczery, ale... Coś mi w nim nie pasowało. Nie miałam pojęcia, co to dokładnie było. Harry był przystojnym i dobrze ubranym facetem. Jego zegarek kosztował zapewne więcej niż mój samochód, a cena garnituru przewyższała sumę kosztów całej mojej garderoby. Może dlatego patrzyłam na niego tak podejrzliwie? Nie lubiłam, gdy ktoś obnosił się z pieniędzmi. Pan Barett tego nie robił. Był majętnym człowiekiem, a od lat nosił na zmianę dwa garnitury i te same ulubione buty. Mógł pozwolić sobie na wszystko, mieć zachcianki, a wolał inwestować w ludzi, w firmę, udzielał się charytatywnie. Ceniłam go za to jak dobrym jest człowiekiem, bo dla niego, tak jak dla mnie, liczył się rozum i serce, a w Harrym widziałam niestety tylko piękną powłokę, która pokrywała pusty i zepsuty środek.

Dyrektor generalnyPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz