Niewinne gierki (1/3) - część 22

Zacznij od początku

- Ej, a bardzo boli, no wiecie...

John swoje miał już wypite więc musiał odpowiedzieć w chamskim stylu z jakiego był kojarzony.

- Paul ma takiego małego, że nawet nie poczułem – nie miał zamiaru nikogo urazić, traktował to jak dowcip.

- Wal się – prychnął urażony Paul, jak John mógł powiedzieć coś takiego przy

chłopakach – Twojego to nawet znaleźć nie można. Dlatego go wyciągam jak już ci sterczy bo wcześniej nie widać.

John otworzył usta, zamknął po czym ponownie je otworzył. Okej, może on zaczął pierwszy ale przecież on zawsze tak mówił i nikt na to nie zwracał uwagi a Paul, przecież Paul był miły i nigdy nie mówił takich rzeczy. John poczuł się głęboko dotknięty.

- To zabolało – mruknął osowiały odsuwając się na drugi koniec kanapy.

Ringo i George nie bardzo wiedzieli co zrobić, siedzieć cicho czy przerwać tę niezręczną ciszę. Nigdy wcześniej nie byli obecni przy kłótni kochanków, rzucali ukradkowe spojrzenia w stronę jednego i drugiego opróżniając kolejne kieliszki. Paul przysunął się bliżej Johna przerywając milczenie.

- Przepraszam – powiedział skruszony – mocno się gniewasz kochanie?

- Tak. Ja to powiedziałem w formie żartu, przecież wiesz jakie jest moje zdanie o tobie i nie raz ci to powiedziałem a ty mi z takim tekstem – wypowiedział na jednym oddechu nawet nie zerkając na chłopaka.

- Naprawdę bardzo przepraszam - Paulowi było głupio, że nie przemyślał swojej wypowiedzi.

- Po prostu zostaw mnie teraz.

Macca bez słowa opuścił salon. Znów się pokłócili i to znów przez niego. Nie rozumiał dlaczego zawsze musi wszystko psuć. Wszedł do pogrążonej w ciemności sypialni i z zaciśniętymi w pięści dłońmi rzucił się na łóżko. Dlaczego? Dlaczego choć raz nie może się powstrzymać przed komentowaniem. Przecież to oczywiste, że wcale tak nie myśli. John był dla niego idealny pod każdym calem.

Tymczasem w salonie pozostała trojka dyskutowała na temat związku mężczyzn. John nie miał wyjścia, może i przyjaciele nie znali się na tego rodzaju związkach ale tylko ich mógł zapytać o radę, wyżalić się i powiedzieć o swoich planach.

- Często się tak kłócicie – zagadnął Ringo.

- Wychodzi na to, że codziennie – mruknął John zapalając papierosa – W sumie przeważnie się godzimy na wieczór, chociaż ostatnio pokłóciliśmy się na koniec dnia.

- Ja nie wiem jak wy tak możecie – powiedział cichy beatles. George zawsze unikał kłótni i wszystko starał się dojść do porozumienia na spokojnie – albo się kochacie albo nie. Proste.

- Ja go kocham ponad wszystko. Życie bym za niego oddał – zerknął w stronę sypialni upewniając się czy McCartney nie słyszy – I powiem wam chłopaki, że mam zamiar się mu oświadczyć.

Na tę informację Harrison zakrztusił się krakersami które wpychał w siebie od kwadransa a Ringo plunął alkoholem niczym spryskiwacz ogrodowy na to wszystko Lennon zachichotał pod nosem.

- Co masz zamiar?

- To tak można?

- No a dlaczego nie – wzruszył ramionami – Zaobrączkuję go i będzie tylko mój.

- Okej, okej. To za dużo informacji jak na jeden dzień – powiedział George wymachując przed sobą rękoma w uspokajającym geście.

- Brianowi się to nie spodoba. Dopiero wtedy będziesz musiał pilnować sytuacji – skomentował wszystko Starr.

- I będę. Niech go tylko tknie a dostanie po mordzie jeszcze raz.

Paul wstał z łóżka i stojąc w progu przez jakiś czas obserwował co działo się w salonie. Chłopaki dyskutowali o czymś żywo ale niestety Paul nie słyszał o czym. Nieśmiało ruszył w ich kierunku, gdy tylko go zobaczyli to zamilkli, dziwna sprawa. Spojrzał skruszony na chłopaka i w milczeniu usiadł mu na kolanach wsuwając się w jego objęcia. Poczuł się tak dobrze i bezpiecznie, mógłby tak siedzieć całą wieczność.

- Ej, nic nie słyszałeś, prawa – zapytał John.

- Ale o czym – Paul cały czas wtulony był w pierś chłopaka.

- Nie ważne, to dobrze – zbył go mężczyzna.

- John, ja cię naprawdę bardzo przeprosić. Możemy się tak nie kłócić, ja zawsze boję się jak to się skończy.

Lennon uśmiechnął się promiennie a serce mu zmiękło.

-Kocham cie – szepnął.

- Ja ciebie też maleńki... to znaczy...

- Dobra, nie ważne – Lennon zbył to machnięciem ręki – napijmy się.

- I zagrajmy w karty – dorzucił perkusista.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!