*Psst* Notice anything different? 👀 Find out more about Wattpad's new look!

Learn More

- To dla ciebie kochanie, jeszcze raz w ramach przeprosin.

O ile pomysł z kwiatkami był całkiem dobry to z ich wręczeniem mężczyzna nie kłopotał się zbytnio. Najprościej w świecie rzucił je na kuchenny blat jakby były gazetą codzienną. Jednak jak na romantyzm Johna to i tak było wiele.

- Aww, dziękuję Johny ale już sto razy mnie przepraszałeś – Paul zarzucił chłopakowi ręce na szyje i wpatrywał się w jego oczy – poza tym to, że jestem delikatnej urody nie musi oznaczać, że zaraz mi kwiatki masz kupować.

- Wiem, ale wczoraj bardzo cię skrzywdziłem – ton jego głosu był przepraszający.

- Przecież już dawno ci wybaczyłem.

- No wiem, ale i tak...

- Okej, rozumiem – Macca dał mu małego całusa w nos – rób to ciasto do pizzy, ja już kończę z sosem.

John wyciągnął Paula na długość ramienia, zmierzył spojrzeniem od góry do dołu po czym pokręcił głową mrużąc oczy.

- A ty miałeś być w samym fartuszku, no ej.

- Czy ty czasem nie przesadzasz Lennon?

- Nie-e, seksownie byś wyglądał – jego ręce zjechały na pośladki chłopaka.

- Hm, poczekaj sekundkę.

Paul wyszedł z kuchni a John zacierając ręce wziął się do roboty. Rozsypał na blacie mąkę, wbił jajka i resztę potrzebnych składników po czym zaczął wyrabiać ciasto. Do tej pory pizzę zdarzyło mu się przygotowywać trzy razy w życiu, pocieszający był fakt, że za każdym razem odnosił w tej dziedzinie sukces. Podśpiewywał sobie pod nosem zerkając w stronę salonu i wyczekując Paula. Wreszcie zjawił się ubrany jedynie w fartuszek przepasany w pasie. Lennon zamarł w bezruchu wlepiając w niego oczy. McCartney przeszedł obok i jak gdyby nic zajął się robieniem sosu do ich obiadu.

- Nie myśl, że teraz dokończysz ten sos – powiedział wyczekująco.

- Dokończę i zjem pyszną pizzę – nabrał czerwonej mazi na czubek łyżki – spróbuj czy dobry.

Lennon ostrożnie włożył łyżkę do ust i w jednej chwili jego podniebienie pieściły tysiące smaków. Skąd jego chłopak potrafił wyczarować takie cuda. Rozpływał się rozcierając sos na podniebieniu tak aby wydobyć z niego najgłębsze aromaty.

- Pyszny – powiedział przylegając do pleców mężczyzny.

- Kocham cię. Rób obiad bo chłopaki przyjdą i George wszystko zje.

Lennonowi nie w głowie było teraz robienie obiadu. Dyskretnie i powoli podciągnął fartuszek chłopaka, położył dłonie na jego przyrodzeniu i namiętnie zaczął je masować. Paul był tak zaskoczony, że gdyby nie opierał się o blat z całą pewnością osunął by się w jego ramiona. Uwielbiał chwile gdy John majstrował przy jego hydraulice mimo, akurat w tej konkretnej chwili starał się temu nie poddawać.

- Czy mógłbyś... chciałbym... - mówił bez ładu i składu – o czym to ja mówiłem?

- O tym, że idziemy do sypialni – szeptał uwodzicielsko Lennon – mam tyle siły i werwy misiu, że...

- A czy to nie była przypadkiem pora obiadowa?

John westchnął pod nosem.

- Okej zrobimy szybko tą pizze a w czasie jak będzie się piekła, zabawimy się.

- Taka opcja jest idealna – odparł optymistycznie Macca.

Szybko i sprawnie zabrali się do robienia obiadu. Lennon wyrobił ciasto w mgnieniu oka. Paul siedział i cały czas obserwował swojego kochanka. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że John Lennon ten, który w Hamburgu co noc zaliczał większą ilość kobiet niż inni w miesiąc, będzie szalał za nim i to dla niego porzuci swoje wariackie zwyczaje. Szeroki uśmiech rozjaśniał jego twarz podczas tych właśnie przemyśleń.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!