Rozdział 1 ("Walczę o swoje, blondi.")

3.4K 148 101
                                    

~* * * ⁂* * * ~

„Szanowny Panie Urbaniak,

Dziękujemy za przesłanie próbki nagrania autorskiej audycji radiowej. Jednocześnie informujemy, że nazywanie Dyrektora Generalnego naszej stacji grubym imbecylem, któremu słoń nadepnął na ucho nie poskutkowałoby wzbudzeniem jego zainteresowania Pańską osobą. Skoro odmówił zatrudnienia Pana po rozmowie odbytej w kulturalnej atmosferze, to bardzo wątpliwe, aby przekonał go pan do tego teraz.

Niemniej, bardzo nam pochlebia, że aż od roku przesyła Pan do nas swoje, wciąż udoskonalane, życiorysy zawodowe. Rzeczywiście odniósł Pan imponujące sukcesy w trwającym toku studiów i życzymy Panu znalezienia stałej pracy. Prosimy jednak o zaprzestanie szturmowania naszej skrzynki pocztowej kolejnymi podaniami oraz propozycjami ulepszania naszego radia i zapewniamy, że wszystkie etaty pozostaną długo zajęte.

Z poważaniem, Marta Kościelniak

Kierownik redakcji muzycznej — Radio Xel"

„Szanowny Panie Urbaniak,

Z żalem informuję, że obecnie nie kwalifikuje się Pan na stanowisko korektora, dziennikarza, sekretarza ani zastępcę redaktora naczelnego naszego czasopisma. Radzę również na przyszłość, aby nie zaczynał Pan listu motywacyjnego od słów „Odpiszcie mi w końcu, leniwe gnojki!".

Karina Karter

Zastępca redaktora naczelnego Tygodnika In Fact"

„Panie Urbaniak!

Niech pan przestanie przysyłać co tydzień swoje CV! Jeśli zechcemy pana zatrudnić, to się odezwiemy. Zapewniam, że pański karygodny ton i sformułowania bliskie łaciny podwórkowej nie wystarczą do otrzymania posady prowadzącego wiadomości! Tak, wszystkie stoły mamy czyste...

Marek Kozioł

Dyrektor zespołu redaktorów w stacji NDN"

~* * * ⁂* * * ~

Szymon pod nosem przeklął ulotkarzy, przez których kolejny raz w trakcie krótkiej przechadzki musiał oglądać logo znanego banku, kuszącego studentów wizją własnych czterech kątów. Weź pożyczkę, wygraj dom w swoim województwie!, krzyczały drukowane litery. Zdarł ulotkę z klamki i cisnął do śmieci, w duchu szykując się już na poważną rozmowę z najważniejszą kobietą jego życia. Chciał mieć to jak najszybciej za sobą.

Wszedł do domu i bezgłośnie zamknął drzwi. Z ulgą przytulił się do ciepłego kaloryfera, a gdy już ogrzał dłonie, zaczął powoli rozpinać kurtkę. Bezwiednie wyłowił jazgoczące intro talk—show spośród niemniej irytującego skwierczenia smażonej cebuli.

Zdjąwszy ośnieżone kozaki, wciąż niezauważony przemierzył korytarz i stanął w progu kuchni. Matylda pochylała się nad patelnią. Z dużego garnka na ogniu buchała para, inne — pełne farszu — zajmowały wraz z wyrobionym ciastem i gotowymi pierogami cały stół kuchenny. Szymon skrzywił się boleśnie z powodu hałasu, po czym posłał chciwe spojrzenie w kierunku butelki wody wystającej zza mikrofalówki.

— Cześć. Szykujesz jakąś ucztę? — wycharczał wreszcie na powitanie, aby móc się bezpiecznie dostać do upatrzonej oazy.

Matylda podskoczyła, upuszczając łyżkę do podsmażonej cebuli, i posłała synowi zdumione spojrzenie.

— Aleś mnie wystraszył! — Wyłączyła szybko palnik. — Dlaczego nie uprzedziłeś, że przyjedziesz?

— Niespodzianka...

Ulica Przyjazna 8 (Będzie wydana)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz