*Psst* Notice anything different? 👀 Find out more about Wattpad's new look!

Learn More

Odkleił się od niego w ostatniej chwili. Do pomieszczenia weszli Starr i Harrison. Zrobili oczy na widok przyjaciół znajdujących się tak blisko siebie.

- No hej. – Powiedzieli równocześnie tak samo zakłopotani.

- W co wy gracie? – zapytał Ringo.

- W taką nowa grę, że nie można się oddalać. Wiecie może co z Brianem?

- Tak John, wiemy. Kazał odwieźć się do szpitala twierdząc, że na pewno ma wstrząs mózgu. Wytłumaczysz nam to jakoś?

- No bo wiecie... on... dowiedziałem się, że prawie zgwałcił takiego jednego mojego kolegę.

Mężczyźni zaniemówili i wlepiali oczy w Lennona jakby nagle stał się nagi jak święty turecki.

- Co zrobił? Brian? Nie, nie wierzę. – Wydusił z siebie Harrison.

- On nie jest normalny. Chodźcie coś nagrać. – Zaproponował starając się uciąć temat zanim zaczną niepotrzebnie wypytywać.

Już mieli wchodzić do swojego studia gdy nagle w głowie Ringa zaświtała pewna myśl. Zatrzymał się nagle a jako, że szedł na przedzie pozostała trójka wpadła na siebie z głośnym jęknięciem. Richard zignorował ich ciche przekleństwa i obrócił się na pięcie mierząc spojrzeniem McCartneya i Lennona.

- A o co chodziło Epsteinowi wczoraj ja mówił o was?

Serca obu chłopaków zaczęły tłuc się w piersi tak mocno, że dziw było, że jeszcze nie wyskoczyły na zewnątrz. Mimo mroźnego dnia i minus dwóch stopni dusili się w swoich ubraniach z gorąca. Gdy na siebie spojrzeli ich wzrok był dokładnie tak samo wystraszony i zagubiony.

- On sobie ubzdurał, że ja i Paul jesteśmy razem. – John ostrożnie wypowiadał każde słowo. – Brian wszędzie widzi gejowskie pary. W was też.

Ringo i George spojrzeli po sobie, kilka razy przyszedł im do głowy taki pomysł, że ich przyjaciele mają się ku sobie. Ale zawsze puszczali to bokiem bo przecież każdy z nich oglądał się za spódniczkami. Ale teraz wydało im się to bardziej prawdopodobne niż wcześniej.

- A nie jesteście? – Zapytał Starr, którego sekundę później przekrzyknął przyjaciel.

- Co on w nas widzi?!

- Nie, nie jesteśmy razem. – Paulowi wreszcie udało się odzyskać mowę. – Sam słyszałeś co widzi.

- Wy też tak myśleliście? Że ja i Paul? – Zapytał Lennon parskając wymuszonym śmiechem.

- No wiesz jak on wczoraj tak powiedział to już się wystraszyliśmy trochę z Georgem.

- A co jeśli by to jednak była prawda.

Ringo tylko wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia jak zareagował by na taką informację.

- Mi to by się pewnie robiło z początku niedobrze jakbyście się całowali. A nie lubię jak mi jest niedobrze bo mi apetyt mija.

- Mhm rozumiem. Dobra panowie, chodźmy coś nagrać.

W studio czas jak zawsze leciał im błyskawicznie. Co cieszyło Johna i Paula. Chłopcy tak naprawdę nie pracowali podczas nagrywania, oni świetnie się bawili. Dlatego nigdy nie czuli zmęczenia i zawsze byli skorzy do wygłupów w studio. Dziś nagrywali kilka piosenek między innymi jedną zatytułowaną „All My Loving” Paul napisał ją któregoś dnia siedząc w salonie razem z ojcem i Johnem. To właśnie do tego ostatniego był kierowany ten utwór. Jednak w wersji przedstawionej światu będzie to piosenka do tajemniczej nieznajomej. John nie mógł wytrzymać dłużej i zaczął wygłupiać się na wszystkie możliwe sposoby aby być jak najbliżej swojego chłopaka. Udając, że jest zajęty zupełnie czymś innym powędrował ręką od nogi poprzez tors mężczyzny po to by na koniec dać mu pstryczka w nos.

- Weź, że się. – Parsknął śmiechem Macca. – Co to miało być?

- To? Pająk. I ciesz się, że nigdzie ci nie wszedł. – Dodał szeptem.

- Myślę, że jakoś przeżyłbym atak takiego pająka.

John zrobił poważną minę a w środku pękał ze śmiechu.

- To był jadowity pająk.

- Jestem odporny na jad. – Zaśmiał się Paul. – Może mnie kąsać gdzie i kiedy chce.

- To w takim razie dziś napuszczę na ciebie stado całe stado... już nie mogę się doczekać. – Puścił oko.

- Wiem ja też. A wysłałeś już jakiegoś zwiadowce żeby obadał teren?

John pomyślał chwilę nad odpowiedzią i uznał, że zaryzykuje ze swoim dowcipem. Chwycił gitarę którą zasłoniłby się w razie niebezpieczeństwa gdyż Paul miał w okolicy kilka przedmiotów, którymi potencjalnie mógł w niego cisnąć.

- Tak, Briana. – Powiedział szybko i na w razie co zasłonił się instrumentem.

Ten żart ani trochę nie przypadł Paulowi do gustu. Wręcz zepsuł nieco jego dobry humor, który odzyskał nie tak dawno temu.

- Idę do kibla. – Powiedział od niechcenia. Chciał uniknąć kolejnej sprzeczki więc postanowił wyjść.

- Okej ale nie baw się tam. – Zawołał Lennon wychylając się zza gitary.

- Kto wie co mi do głowy przyjdzie. Chłopaki pół godzinki przerwy.

- No ej no. – Johnowi odeszła ochota na drażnienie Paula, musiał przyznać, że chłopak wygrał tę rundę.

- No wiesz, może spotkam tę z księgowości albo coś. – Zawołał znikając za drzwiami.

Po chwili John został studiu zupełnie sam, Paula nadal nie było a chłopaki wyskoczyli coś zjeść. Nie mając co robić zaczął brzdąkać na gitarze bez konkretnego celu aż zorientował się, że powstał mu całkiem niezły kawałek. W drzwiach pojawił się Paul, rozejrzawszy się po pomieszczeniu był zdziwiony, że chłopaki gdzieś wybyli.

- Ooo, zostawili cie tu samego?

- No wreszcie – westchnął znudzony – Chodź tu, mam fajną melodię.

Chłopak usiadł obok niego i wsłuchiwał się w graną melodię. Podobała mu się, zresztą jak wszystko co robił John. Położył rękę na jego udzie i powoli zjeżdżał coraz niżej i niżej.

- Ja bym mógł na flecie zagrać do tej piosenki, wiesz. – Posiedział ściszonym głosem mimo iż byli zupełnie sami.

- Paul... opanuj się.

- Przecież ich nie ma a pogadać sobie mogę.

- Ale rękę zabierz. – Prosił John. – Wytrzymaj jeszcze trochę.

Paul nie rozumiał, przecież chłopaki nigdy nie przychodzili przed czasem a John spinał się jakby zaraz miało tu wejść całe stado ludzi.

- Nie mogę, przykleiła mi się.

- To ja ci ją odkleję. – Powiedział mężczyzna wytykając język.

- Nie panikuj przecież ich tu nie ma.

- Wiem, ale Martin morze wejść w każdej chwili.

George Martin był producentem i człowiekiem dzięki któremu Beatlesi mieli szansę zaistnieć. W poprzedniej wytwórni zespól został odrzucony a jako uzasadnienie usłyszeli, że era zespołów gitarowych właśnie dobiega końca. Na ich szczęście Martin zmuszony był znaleźć dobry zespół który uratował by upadającą wytwórnię. I tak oto zjawili się Beatlesi a George został ich mentorem i producentem.

- Nie wejdzie, rozmawia z przełożonym. – Paul nie ustępował i coraz namiętniej głaskał udo chłopaka. – Co ty taki humorzasty jesteś?

- Po prostu nie rób tego w pracy. Proszę.

Paul zabrał rękę i chwycił swoją gitarę odwracając się bokiem do kochanka.

- Dobrze, już nic nie robię. Ja już nic nie muszę.

- Ej Paulie, nie fochaj się. – John wyczuł, że Paul znów czuje się odtrącony. – Poczeka tu chwilę.

- Ja się nie focham, tylko tobie przestaje zale... - Nie dokończył zdania, gdy John Lennon opuścił studio.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!