Rozdział trzeci

6.6K 298 26
                                    

-Czy ty sypiasz z moim dziadkiem?

Patrzyłam na Harrego i zastanawiałam się czy aby na pewno się nie przesłyszałam. Jego poważna mina nie pozwalała mi jednak myśleć, że to jakiś żart. Dla pewności rozejrzałam się, bo wydawało mi się, że zaraz za pleców wyskoczy ktoś z kamerą i oznajmi, że tylko mnie wkręcali. Tak się jednak nie stało, a Harry dodał.

-Olivio, zadałem ci pytanie.

-Tak, wiem - bąknęłam - Ale zastanawiam się czy mówisz poważnie? - dodałam.

-Po prosu chcę wiedzieć.

-Czyli to jest na serio? - aż poprawiłam się na krześle - Naprawdę zapytałeś mnie czy mam romans z panem Barretem? - nie mogłam w to uwierzyć.

-A nie masz? - drążył dalej, czym najnormalniej w świecie mnie wkurwił.

Odsunęłam się od stolika i wbiłam w mężczyznę niepewne spojrzenie. On odpowiedział mi tym samym.

-Twój dziadek, to mój szef! - warknęłam.

-Bardzo się z nim spoufalasz - stwierdził.

-Słucham?! A co ty możesz wiedzieć? Pracuję z twoim dziadkiem od pięciu lat, a nigdy nie widziałam cię w firmie. Wróciłeś bóg wie skąd i niby chcesz pomóc, ale...

-Licz się ze słowami, Olivio. Przypominam, że za chwilę ja będę twoim szefem - przerwał mi, a ja aż się zapowietrzyłam.

-Bardzo żałuję tych zmian - odpowiedziałam po chwili i wstałam od stolika. Harry wydawał się niewzruszony - I nie myśl, że czuję się urażona tym pytaniem. Jest mi po prostu bardzo przykro, że wnuk kompletnie nie zna swojego dziadka i myśli, że ten mógłby sypiać z kobietą młodszą od niego o pół wieku - dodałam i ruszyłam do wyjścia.

Nie chciałam robić scen w takim miejscu. Szybko opuściłam restaurację, postanowiłam iść po coś do jedzenia, by zjeść w biurze. Co mnie podkusiło, by zgodzić się na ten lunch? Od razu wiedziałam, że to zły pomysł. Ten dzień był zły... Beznadziejny.

Dotrwałam do godziny osiemnastej i pierwszy raz miałam ochotę wyjść z pracy punktualne. Na szczęście zrobiłam wszystko, co powinnam i z czystym sumieniem mogłam iść do domu. Wezwałam taksówkę, a następnie wymknęłam się z biura. Nie chciałam natknąć się na mojego przyszłego nowego szefa. Gdy opuściłam budynek poczułam ulgę. Droga do domu zajęła mi dobrą godzinę. Jedyne na co miałam ochotę, to relaks z książką, ale gdy dostrzegłam, że przed domem nadal stał mój zepsuty samochód, to już wiedziałam, że ten wieczór będzie koszmarem. Wysiadłam z taksówki i z duszą na ramieniu ruszyłam w kierunku domu. Już od progu dotarły mnie męskie głosy. Weszłam do salonu i zobaczyłam mojego faceta, który sprosił sobie dwóch kolegów. Siedzieli na sofie, wśród puszek po piwie, chipsów, pizzy i oglądali mecz koszykówki. Mężczyźni zauważyli mnie, a Tobias, mój facet, odwrócił wzrok.

-Nie wezwałeś nikogo do samochodu? - zapytałam jedynie.

Nie miałam ochoty na kłótnie.

Nie dziś.

Nie teraz.

Kochałam Tobiasa, ale... Kurwa. Odkąd stracił pracę kompletnie go nie poznawałam. Stał się leniwy, nerwowy, za dużo pił i wyżywał się na mnie za swoje niepowodzenia. Czasami po prostu wolałam milczeć niż wdawać się w dyskusję, która kończyła się awanturą.

-To twój samochód - odpowiedział, a ja udałam, że mnie to nie ruszyło.

Przeszłam do kuchni, gdzie na gazowym palniku przypalała się jakaś... zupa? Podeszłam szybko, wyłączyłam gaz i wrzuciłam przypalony garnek do zlewu. Oparłam się o blat i ścisnęłam go mocno, by opanować emocje. Potrzebowałam się wyciszyć. W sekundę rozbolała mnie głowa. Zajrzałam do pudełka po pizzy, by coś zjeść, ale nie zostawili dla mnie ani kawałka. Spojrzałam w stronę słoika w którym odkładaliśmy z Tobiasem na wymarzone wakacje, ale... tam znowu nie było ani centa. Poczułam w sercu kłujący rozczarowujący ból. To wszystko było nie tak, jak być powinno.

Dyrektor generalnyPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz