Rozdział drugi

5.1K 318 62
                                    

Rada nadzorcza rozpoczęła się z ponad godzinnym opóźnieniem, ale ostatecznie udało się ją przeprowadzić. Najważniejsze zmiany, jakie miały zajść, dotyczyły Harrego Barreta i jego nowego stanowiska: dyrektor generalny. Nie wiem czemu, ale gdy o tym usłyszałam, to poczułam dziwne ukłucie smutku, bo to oznaczało, że pan Barret senior zamierzał odejść na emeryturę. Pracowałam z nim od pięciu lat i nie wyobrażałam sobie, że miał odejść. W głowie miała zupełnie inny obraz tego człowieka. Mimo wieku był aktywny i wcale nie wyglądał na swoje lata. Jeździł po świecie, uprawiał jogging, nurkował, a rok temu zdobył kolejny raz jeden z wyższych szczytów ameryki południowej. Emerytura? To do niego zupełnie nie pasowało.

Po naradzie, jak zwykle, przeszłam z panem Barretem do jego gabinetu, by omówić najważniejsze sprawy. Nie mogłam się jednak skupić, coś mnie dręczyło. Nie sądziłam, że tak bardzo przeżyję informację, że mój szef powoli będzie odchodził w cień. Starszy mężczyzna od razu zauważył zmianę mojego nastroju, choć starałam się uśmiechać i nie pokazywać, że mnie to dotknęło.

-Olivio, co się dzieje? – zapytał, gdy ponownie musiałam zajrzeć w swoje notatki, by przypomnieć sobie o czym mówiłam.

Nigdy mi się to nie zdarzało.

-Nie nic, przepraszam – odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech.

-Przecież widzę – mężczyzna zmarszczył brwi i pokazał bym odłożyła dokumenty.

Westchnęłam i położyłam je na biurku szefa. Spojrzałam na niego niepewnie.

-Nie umiem sobie wyobrazić, że odejdzie pan na emeryturę. Ja wiem, jestem tylko asystentką, ale...

-Olivio... - pan Barret wstał, uśmiechnął się i podszedł do mnie – Taka jest kolej rzeczy. Jestem już stary i trochę zmęczony, po prostu udam się na zasłużony odpoczynek.

-W pełni zasłużony – przytaknęłam – Ale po prostu... - wzruszyłam ramionami, a pod powiekami nagle poczułam niechciane łzy.

Ja pierdolę.

To było kompletnie nie na miejscu.

-Przepraszam – bąknęłam, machając ręką i odeszłam kawałek.

Pan Barret uśmiechnął się życzliwie i dał mi chwilę bym się uspokoiła. Następnie podał mi szklankę wody, a ja wzięłam się w garść.

-Jest jeszcze jeden powód dla którego muszę powoli się wycofać – dodał spokojnie.

-Mogę wiedzieć jaki? – zapytałam.

Twarz mojego szefa posmutniała.

-Od jakiegoś czasu zauważyłem u siebie pewne objawy. Konsultowałem to z lekarzami, to pierwsze oznaki demencji – wyjaśnił, a ja zamarłam.

-Co? Przecież pan... - potrząsnęłam głową.

-Mylę imiona, daty, zapominam numerów telefonów, numerów PIN. Ostatnio na ważnym spotkaniu straciłem wątek w trakcie rozmowy.

-Dlaczego mi pan nie powiedział? – zapytałam z żalem.

-Dopóki nie miałem pewności nie chciałem nikogo martwić, a tak naprawdę, poza tobą, mną i lekarzami nikt o tym nie wie. I chcę, by tak pozostało – spojrzał na mnie wymownie.

Wiedział, że może mi ufać.

-Oczywiście. To zostanie między nami – odpowiedziałam bez wahania – Nie powie pan rodzinie? – dodałam niepewnie.

-Nie, na razie nie, bo wtedy każą mi natychmiast odejść, a na to nie jestem gotowy. Dlatego sprowadziłem Harrego. To mądry chłopak, pracowity, ambitny, poradzi sobie, a potem godnie mnie zastąpi.

Dyrektor generalnyPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz