*Psst* Notice anything different? 👀 Find out more about Wattpad's new look!

Learn More

Paul rozejrzał się po wszystkich, wydawało się, że nie wtajemniczeni odebrali to jako jakiś, żart więc nie wszystko było jeszcze stracone, jednak John był innego zdania.

- Dobranoc Państwu i wesołych świąt! – rzucił wstając od stołu, nie zrobił jednak kroku gdy Paul pociągnął go na siedzenie.

- Dobry żart Brian, wszyscy się pośmialiśmy a teraz już skończmy. – zaśmiał się nerwowo.

- Ale ja nie żartuje, oni są razem i to ukrywali. – Ton jego głosu był bardziej niż poważny.

- Jejku Brian, jeśli nie podobał ci się prezent to powiedz, wymienimy go. – Paul wiedział, że nie ma innego wyjścia jeśli che utrzymać wszystko w tajemnicy. – Powiesz mi potem co chcesz dostać.

- Teraz. – na twarzy Briana malowała się satysfakcja i zwycięstwo.

Paul nic nie odpowiedział a jedynie wyszedł za Brianem z pokoju. Johnowi powiedział, że idzie z nim porozmawiać, w innym wypadku ten wszcząłby awanturę.

Znów znaleźli się w łazience. Paul zakluczył drzwi na wypadek gdyby któremuś z chłopaków zachciało się do toalety. Szybkim krokiem podszedł do Epsteina popychając go na wannę i opierając ciężar swojego ciała na nim.

- Zadowolony, masz czego chciałeś! – warknął.

- Dawaj mały. – Brian był coraz bardziej podniecony bliskością Paula. – Johnowi robiłeś więcej, ja też chcę.

- Nie przeginaj, bo zaraz skończy się twoja rola menadżera. – Syknął odsuwając się od niego.

Brian podszedł do drzwi i wyciągnął z nich klucz i schował go do kieszeni. Paulowi zrobiło się gorąco i lekko się wystraszył.

- Ja nie chce wiele, tylko tyle co zrobiłeś Johnowi, wtedy obiecuję, że wszystko odkręcę.

- Brian, oddaj mi klucz, wyjdziemy i spokojnie dokończymy kolacje. – Paul próbował delikatnie negocjować.

- Nie dopóki nie dostanę czego chcę.

Macca walczył z samym sobą, wiedział, że nie powinien. Z drugiej jednak strony robi to dla dobra związku, żeby chronić siebie i Johna. Musiał się zmusić. Podszedł do mężczyzny objął go i zamknął oczy aby nie widzieć tego co robi po czym szybko pocałował go w policzek. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz obrzydzenia.

- Za mało. – Szepnął Brian

Paul nie wierzył w to co robi, było mu coraz gorzej. Wbrew sobie obrócił Briana tyłem i przytulił się zahaczając kciuki o jego spodnie. Mężczyzna wydał z siebie pomruk zadowolenia.

- Wystarczy. – Powiedział Macca słabym głosem, czuł się okropnie.

- Jeszcze trochę. – Mówił cicho Epstein ledwo mogąc się opanować.

- Więcej Johnowi nie robiłem...

- Całowałeś go z językiem. – Przypomniał Brian.

Paul pobladł, tego nie może zrobić, nie ze względu na Johna i ich związek, po prostu on sam nie da rady. To byłoby za wiele.

- Może kiedy indziej, nie mam jemioły. – Głos miał nerwowy i spięty.

- Teraz. – Mężczyzna był ostry i władczy.

- Kurwa, Brian, ja wiem jak to wygląda, ale my nie jesteśmy gejami i mnie to obrzydza...

- Po prostu zrób to! – Głos miał chrapliwy i dyszący.

Nie panował nad swoim podnieceniem i czuł napierające uczucie w spodniach. Tak dawno tego nie zaznał, że nie potrafił teraz odpuścić był gotów na wszystko. Paul podniecał go do tego stopnia iż wiedział, że nie wiele mu brakuje aby doznać spełnienia.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!