Jak wszystko inne tak i również święta bożonarodzeniowe u Beatlesów nie były zwyczajne. Jednego dnia wszyscy członkowie zespołu mieli stawić się u Briana na kolacji świątecznej. Najbardziej zadowolony z tego wydawał się być George. Kolejny wieczór z rzędu mógł wypacać sobie brzuch do granic możliwości. Reszta zespołu zareagowała niechętnie ale obiecali, że przyjdą w komplecie. Późnym popołudniem roześmiana grupka wypełniła dom pana Epsteina. Ringo prawie natychmiast znalazł się pod choinką licząc prezenty i zastanawiając się która z paczek przeznaczona jest dla niego. Harrison zrobił szybki przegląd stołu stwierdzając, że ma ochotę na wszystko co się na nim znajduje. Paul razem z Johnem zajęli natomiast miejsca na uboczu będąc stale zajęci swoim towarzystwem. Brian obserwował swoich chłopaków z zadowoleniem i dumą z tego jaki zespół ma pod swoimi skrzydłami. Nie dało się ukryć, że jego uwaga skupiała się głównie na McCartneyu co skutecznie podnosiło ciśnienie Lennonowi. Nawet podczas kolacji nie dał im wytchnienia zajmując miejsce tuz obok. Przez cały czas wyraźnie podbijał do Paula, chłopak jednak zdawał się tego nie widzieć. Po złożeniu sobie świątecznych życzeń i posileniu się wieloma pysznymi daniami każdy zajął się rozmową w mniejszej grupie. Zakocha parka wyszła na wielki taras przed domem Briana, nareszcie byli sami.

- Jezu jak on mnie wkurza. – Rzucił John zapalając papierosa. – Specjalnie usiadł obok nas.

- Myślisz? Jak na razie nie zrobił nic dziwnego. – Odbąknął Macca zabierając fajkę chłopakowi i zaciągając się kilka razy. – Poza tym patrz co zwinąłem z jednej z jego ozdób.

Z kieszeni płaszcza wyciągnął małą gałązkę jemioły. John spojrzał na roślinę i wyszczerzył się w uśmiechu. Zerknął w kierunku mieszkania upewniając się, że nikt nie patrzy objął chłopaka na wysokości bioder.

- Myślisz, że możemy tak tutaj?

- Oczywiście, że tak, są świta i ja sobie tego życzę. – Oznajmił Paul.

Nie powiedział już nic więcej a jedynie podniósł gałązkę nad swoją głowę przyklejając się do ust Johna oparł go o balustradę. Każdy był zajęty sobą poza tym było tak ciemno, że na pewno nikt ich nie widzi. Pierwsze święta razem z Johnem, najlepsze święta jakie Paul pamięta.

- Brał bym cię tu i teraz. – Szepnął Lennon.

- Ehh, Johny Johny. I co ja mam z tobą zrobić...

- W chwili obecnej, pocałować.

To Paul zrobić mógł jak najbardziej. Uwielbiał czuć usta Lennona na sobie niezależnie od chwili i sytuacji. Gdy John go całował miał gdzieś czy ktoś ich zobaczy czy nie, chciał tylko aby ten nie przestawał.

- Jakie ty masz gorące usta. – Powiedział Paul pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.

- Dzięki tobie.

- Nie nakręcaj mnie...

- A ty mnie. – Mówił Lennon, który zaczynał mieć problemy z opanowaniem – Chyba jeszcze sobie zapalę.

John obrócił się tyłem i oparł o poręcz patrząc w ciemność kładąc dłonie na dłoniach Paula, który automatycznie przytulił się do jego pleców.

- Och Paulie.

- To są moje najlepsze święta Johny.

- Moje też. – Zamilkł na chwilę. – W końcu mam dla kogo żyć i kogo kochać.

- Wcześniej naprawdę nie miałeś? Nie mów, że jestem twoją pierwsza prawdziwą miłością? – Paul był całkowicie zaskoczony.

- Pierwszą i ostatnią.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!