Dopiero to zdarzenie otrzeźwiło Johna, zrozumiał jak się zachował i co takiego zrobił. Musiał jak najszybciej odnaleźć Paula i przeprosić go za swoje zachowanie, bał się aby tym incydentem nie przekreślił wszystkiego co ich łączy. To była pierwsza tak poważna kłótnia i nie wiedział jak Paul zareaguje, sam nie wiedział jak powinien się zachować. Czuł się okropnie. Skrzywdził osobę najbliższą jego sercu. Teraz liczyło się jedno, znaleźć Paula i wszystko wyjaśnić.

- Brian, zaprowadź mnie do Paula. – Poprosił słaniając się na nogach.

- Pójdziesz do mnie, mam bliżej.

- Nie. Ja chce iść do Paula. – Nalegał John.

- I tak pójdziesz gdzie cię zaprowadzę. – Protestował mężczyzna. – Poza tym sam widziałeś jak on się zachowywał.

Epstein wyprowadził pijanego Lennona na zewnątrz i trzymając go w bardzo dziwnym objęciu prowadził w kierunku swojego domu.

- Brian, nie rób sobie jakichkolwiek nadziei ja chcę się tylko położyć spać. – Ostrzegał John gdy mężczyzna trzymał go coraz bliżej siebie.

- Oczywiście. Ale ty i Paul... między wami coś jest, prawda? Słyszałem jak się kłóciliście.

- Tylko przyjaźń. Z całym szacunkiem do ciebie, my nie jesteśmy gejami. – John miał tylko nadzieje, że brzmi prawdziwie.

- No jasne, nikt nie spał z większą ilością kobiet niż wy. Tylko nie rozumiem dlaczego mnie odtrącasz, ja chcę ci dać to co najlepsze.

Lennon stanął jak wryty. Na początku myślał, że się przesłyszał ale nie... Jakiś głos w jego głowie mówił mu, że to nie jest najlepszy pomysł aby iść do Briana. Czuł, że stanie się coś złego. Tak bardzo chciał żeby Paul był obok niego, on zawsze umiał rozwiązać wszystkie problemy. Ale Paula już nie było. Teraz musiał radzić sobie sam.

- Zostaw mnie na ławce, prześpię się na powietrzu. – Poprosił. – Albo.... ja chcę do Paula.

Epstein wiedział, że tej nocy nic już nie zdziała.

- Dobrze zaprowadzę cię do niego. Zadowolony? Może Paul wykaże więcej zainteresowania moją osobą. On jest taki słodki...

- Zostaw go w spokoju.

- On potrzebuje ciepła i miłości, a ja mogę mu to dać.

- Spróbuj go tknąć a dostaniesz. – Warknął Lennon.

Paul nie spieszył się aby wrócić do domu. Błądził uliczkami bez konkretnego celu. Starał się myśleć o wszystkim tylko nie o Johnie. To jednak mu nie wychodziło, co kilka sekund widział przed oczami Lennona w objęciach Briana, wyobrażał sobie, że teraz gdzieś w swoim salonie Epstein dobiera się do jego mężczyzny a ten mu na to pozwala. Szedł coraz szybciej i szybciej aż w końcu puścił się biegiem, nie wiedział dokąd biegnie i ile czasu chciał po prostu uciec od prześladującego go obrazu w jego własnej głowie. Wreszcie zatrzymał się zmęczony i rozejrzał wokoło. Zdziwiony spostrzegł, że znajduje się przed swoim własnym domem. Spojrzał na zegarek, dochodziła trzecia. Więc od 4 godzin krążył po mieście, tak nadszedł najwyższy czas aby wrócić do siebie. Cicho jak cień wślizgnął się do mieszkania nie chcąc budzić swojego ojca ani brata. Wszedł po schodach podświadomie mijając skrzypiące stopnie. Otworzył drzwi od pokoju i zapalił światło. Ledwo co powstrzymał się aby nie krzyknąć z przerażenia. Na podłodze jego pokoju spał skulony jakiś mężczyzna od którego na kilometr śmierdziało alkoholem. Sekundę później do McCartneya dotarło, że jest to jego chłopak. Zrozumiał wtedy, że jego obawy się nie sprawdziły. John postawił na swoim i przyszedł tutaj. Nie wiele myśląc delikatnie Paul podniósł kochanka z ziemi i położył na swoim łóżku a sam usiadł na krześle przy biurku. To wydarzenie zniwelowało całą złość jaka w nim była. Za to obudziło w nim pewne wątpliwości co do słuszności decyzji podjętej w Paryżu. 

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!