Rozdział 2

236 14 2

- Cześć Franka!

Ktoś mi powiedział cześć, czy mi się zdawało?

Odwracam się i... własnym oczom nie wierzę.

To ON! I w dodatku zna moje imię.

- Cześć - odpowiadam nieśmiało i czuję że się rumienię.

- Jestem Krzysiek, wiesz, prawda?

- Tak, oczywiście że wiem.

Krzysiek zaśmiał się radośnie. Jaki ON ma śliczny uśmiech!

Pasowałby do mojej siostry. Tfu! Co ja gadam?! On musi

być MÓJ!!!

- Słuchaj Franka... Właściwie mało się znamy, ale ty... bardzo mi się podobasz...

Może... dałabyś się zaprosić na... randkę?

- Co? - wyrwało mi się ze zdziwienia.

- Nie chcesz?

- Nie, dlaczego, chcę. Nawet bardzo - uśmiechnęłam się najładniej jak umiałam.

- To co, może być piątek o 17.00 w parku? - zaproponował.  

- Pasuje mi.

- Świetnie.

Zapanowała chwila ciszy.

- No to co... do zobaczenia.

- Do zobaczenia.

Pomachałam mu ręką na pożegnanie, po czym gdy był już daleko, podskoczyłam z radości. Słońce! Wschodzi słońce.

- Jak ja kocham życie! - krzyknęłam.

- Serio? Wow, nigdy nie jesteś zadowolona przed pójściem do szkoły - zaśmiał się jakiś głos.

Co? Jakiej szkoły? Kto mi tu śmie mówić coś o tej okropnej szkole?! Chwila... Słońce staje się nagle rażącą lampą nad łóżkiem. Zrywam się szybko na nogi. Jestem w moim pokoju. Obok stoi Laura i śmiejąc się szuka czegoś na półce.

- Zostawiłam tu gdzieś u Ciebie książkę.

Rzucam się z powrotem na łóżko. To był tylko sen. Tylko sen! Dlaczego?!

- Ej, Fra, co jest?

- Nic. Tylko przydarzyło mi się coś pięknego a potem okazało się snem.

- A wiesz, że sny się czasami spełniają? - uśmiechnęła się Laura.

- Ten się nie spełni - odparłam smutno, po czym wstałam i poszłam do łazienki by wziąć prysznic.

Wiem, że nigdy z nim nie będę. Co, mam podać powody?

Ok, proszę bardzo:

1. Prawie mnie nie zna

2. Jak mnie pozna pewnie mu się nie spodobam

3. Nawet jak mu się spodobam to pewnie coś pochrzanię

4. A poza tym jak mam się mu spodobać skoro ma dziewczynę

5. Choćby z nią zerwał to i tak zakocha się w kimś kogo bardziej zna

6. A ja nie mam odwagi do niego podejść i porozmawiać by mnie poznał.

Tak, wiem. Połowa z was pewnie się teraz ze mnie śmieje. Ale ja go tak strasznie KOCHAM!

Brr, zimna woda orzeźwiła mnie i wypłukała chyba trochę tych durnych myśli z mojej głowy. Teraz trzeba się szybko wyszykować, żeby zdążyć na autobus. Jeszcze tylko jedna rzecz... i już zbiegam szybko do kuchni na śniadanie. Która godzina? Uff, wczesna. Uda mi się coś przekąsić. Normalnie nie lubię jeść śniadania, ale w czwartki mamy WF na pierwszej lekcji i gdybym czegoś nie zjadła, będzie mi niedobrze. Tak więc zmuszam się chociaż do jednej kanapki.


Wschodzi słońce [ZAWIESZONE] Przeczytaj tę opowieść za DARMO!