Rozdział 49

19.4K 1.3K 320

 - Mamo, przestań! Wyglądasz świetnie. - powtarzałam po raz setny mojej rodzicielce, która cały czas dramatyzowała, że sukienka źle leży. Wyglądała naprawdę dobrze. Biała długa suknia ciągnąca się do ziemi, bez ramiączek. Tego samego koloru szpilki i piękny z delikatnego materiału welon, wpięty w jej włosy. Sama tak bym chciała wyglądać na swoim ślubie, o ile takowy będę kiedykolwiek mieć.  Na razie nie zapowiada się żebym miała osiągnąć szczęście w miłości.

 - Tak myślisz? A włosy w porządku?  - przeglądała się w lustrze. Mam nadzieję,  że nie wyglądam przy niej jak lump. Jako druhna miałam na sobie różową sukienkę sięgającą mi do połowy ud. Nie posiadała rękawków tylko ramiączka, delikatnie trzymające w całości całą kreację.  Na stopach miałam czarne wysokie szpilki, w których ledwo trzymałam się na nogach.

 - Tak mamo, jesteś piękna. - przytuliłam się do niej. Ona niespodziewanie zaczęła pociągać nosem. Nie tylko niech mi tu się nie rozryczy, błagam.

 -Nie płacz kochana, przecież to szczęśliwy dzień. - pocieszałam ją.

 - Płacze ze wzruszenia skarbie. - odsunęła się ode mnie. - Cieszę się,  że mnie wspierasz i zaakceptowałaś nasz związek. - wytarła ostrożnie oczy chusteczką,  tak by nie uszkodzić makijażu. - Jesteś pewna, że nie jedziesz z nami tylko z Leo? - Zapytała, na co zesztywniałam, od razu przypomniała mi się sytuacja z Harry’m.

 - Tak, spotkamy się na miejscu - posłałam jej lekki uśmiech. Najchętniej zostałabym tylko na ceremonii zaślubin, a potem zwiała gdzie pieprz rośnie.

 - Jesteście parą? - wypaliła nagle. Moja mama zawsze była dociekliwa. - Z tego co pamiętam byłaś z nim bardzo szczęśliwa. - dodała.

 - Yy, jesteśmy przyjaciółmi - bąknęłam. Naprawdę nie na rękę mi były takie pytania, zwłaszcza, że moja rodzicielka bezgranicznie od zawsze wielbiła Leona. Kiedy zerwaliśmy, nie interesowało ją jak się czuję i dlaczego to się stało, tylko twierdziła,  że jestem głupia, bo on jest cudowny!  Nie ma to jak wsparcie w rodzinie!

 - No, ale skoro idziecie razem to pomyślałam..

 - Nie mamo. - przerwałam jej. - Jestem wolna.

 - Okej, okej. - przewróciła oczami dokładnie tak, jak ja to robiłam, miałam to bez wątpienia po niej.

Usłyszałyśmy pukanie do drzwi

 - Vicky, Leon przyjechał po ciebie. - zawołał Niall.

 - Powiedz mu, że już do niego schodzę. – krzyknęłam. W odpowiedzi usłyszałam tylko jak zbiega ze schodów.  Złapałam czarną kopertówkę z ćwiekami i ostatni raz przytuliłam pannę młodą. - Będzie idealnie, zobaczysz. - szepnęłam do jej ucha.

 - Dziękuję córuś, baw się dobrze! – zawołała nim zdążyłam zamknąć drzwi. Powoli i ostrożnie,  stopień po stopniu udało mi się zejść ze schodów.  Zwycięstwo!  Jednak, chyba za wcześnie się ucieszyłam, bo kiedy dostrzegłam Leona stojącego w salonie w czarnym smokingu i pasującym do mojej sukienki pastelowo różowym krawacie, przyśpieszyłam zahaczając obcasem o róg dywanu. Zachwiałam się i bezwładnie wpadłam prosto w ramiona mojego towarzysza. Na całe szczęście znał mnie na tyle, że gdy zorientował się co się dzieje, zdążył dobiec na czas, ratując przed bliskim spotkaniem z podłogą.

 - Jak zawsze, twoja koordynacja jest bezbłędna. - zaśmiał się,  patrząc mi prosto w oczy. Poczułam się niezręcznie, gdy tak przenikał mnie wzrokiem. Wyprostowałam się, poprawiając swoją sukienkę.

 - Tak, dzięki za ratunek, jak zawsze w porę. - uśmiechnęłam się, przypominając sobie stare czasy.

 - Nie ma za co pięknie wyglądasz. - pocałował mnie w policzek.

From a nerd to The God of sex || Harry / Marcel StylesPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!