Proszę przeczytajcie notkę pod rozdziałem. :-)

Enjoy!

***Oczami Victorii***Po tym bardzo dziwnym zdarzeniu chłopcy stwierdzili, że odwiozą nas do domu. A w dokładności mnie i Amandę. Tak! Kompletnie nic nie mówiąc tak sobie zarządzili! Nie spytali się mnie nawet o zdanie! A gdy chciałam się zapytać o cokolwiek to od razu zmieniali temat i mnie zbywali. Traktowali mnie jak jakieś pieprzone powietrze! Robili wszystko, abym tylko nie miała okazji, aby zadać jakiegokolwiek pytania. Zachowali się, jakby nic się nie stało, a gdy jechaliśmy, to myślałam, że Mulat rozwali tą kierownicę, bo tak ją mocno trzymał. Jestem ciekawa o co chodziło... Zayn wydawał się być bardzo zdenerwowany, co ja mówię, wkurwiony do potęgi entej, Harry zagubiony i kompletnie zdezorientowany, a Niall zmartwiony? Sama już nie wiem. Cały czas na mnie patrzył tymi swoimi niebieskimi, niczym idealne, krystaliczne morze, oczami, jakby bał się, że gdy odwróci swój wzrok, stanie mi się jakaś krzywda, albo po prostu zniknę. Myślałam nad tym co się stało przez całą drogę samochodem. Głowa mi dosłownie pękała, pod ilością moich przypuszczeń na temat tego wszystkiego. Nawet nie zorientowałam się, gdy przeszłam przez próg mieszkania rodziny Black'ów, a następnie odwiesiłam swoją kurtkę oraz zdjęłam zimowe buty. Wszystko robiłam bez kompletnego używania mózgu. Nie dochodziła do mnie rozmowa chłopaków z blondynką, którzy cały czas byli tuż za mną. Dosłownie nic. Jakbym była w swoim wyimaginowanym świecie. Cały czas w głowie miałam te dziwne spojrzenia Malik'a, Styles'a i Horan'a. Dopiero z całkowitego zamyślenia oraz transu wyrwały mnie odgłosy rozmowy dobiegające z salonu. Zaraz... Czy to Alice? Co ona tu robi? Czy znowu coś się stało?! Są jakieś problemy?! Chciałam wejść w głąb domu, jednak przerwał mi głos Chris'a. On także?! W ciągu sekundy poczułam gorący oddech na mojej nagiej szyi, w wyniku czego przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Poznałam go. Biło od niego ogromne ciepło. Momentalnie wbiłam paznokcie w wewnętrzną stronę mojej dłoni, aby się w pewien sposób opanować. Ból zawsze pomaga. Czułam ten zapach idealnej wody kolońskiej, pomieszanej z nikotyną oraz świeżą miętą. Nie wiem czym miałam sobie bardziej zaprzątać głowę. Tym, że właśnie ON stoi za mną, czy słowami, które za chwilę wypowie blondyn.- Jednak to wszystko będzie zależało od Victorii. Ona powinna, a właściwie musi sama o tym zdecydować. Jeżeli postanowi zeznawać o tym co dokładnie działo się w Polsce i będzie miała na to jakieś najmniejsze dowody lub świadków, to rozprawa odbędzie się w jej ojczyźnie i według tamtejszego prawa. Jeżeli jednak się na to nie zdecyduje, to jej ojciec stanie przed Sądem Apelacyjnym Anglii i Walii, i oskarżony będzie tylko o porwanie, zastraszanie i nielegalne posiadanie broni. Dostanie za to około piętnaście lat w zawieszeniu. Niestety nie więcej. W Polsce z tego co się orientujemy to dostałby dożywocie. Tak powiedział nam nasz informator. Musi podjąć tą decyzję, bo trzeba złożyć odpowiednie papiery do sądu. Tylko nie wiemy, w którym kraju. - powiedział, a moje kolana momentalnie stały się, niczym z płynnej czekolady. Serce w ciągu sekundy zmieniło swój rytm. Teraz waliło, niczym potężne dzwony kościelne. Poczułam, jak w kącikach moich oczach gromadziły się łzy. Kurwa, nie będę płakała! "Oczywiście, a ja jestem Królową Anglii. Nie okłamuj samej siebie, bo to nic nie da." - usłyszałam ten wnerwiający głosik, gdzieś głęboko w mojej głowie. Sama świadomość, że będę musiała znowu to sobie przypominać, jeszcze raz opowiadać dosłownie wszystko co mi zrobił, jak mnie do tego wszystkiego zmuszał, jak oni mnie gwałcili, jest dla mnie wręcz potworna i przerażająca.- Więc teraz wszystko zależy od Vicky. - podsumował James, po czym głośno westchnął. W tym samym momencie moje nogi samodzielnie zrobiły krok w przód, w wyniku czego wyszłam zza ściany, gdzie wcześniej stałam. Moje ciało było kompletnie nieposłuszne, a ja nie mogłam w żaden sposób nas nim zapanować.- Będę zeznawać w Polsce. Nie chcę, by jeszcze kogoś skrzywdził. Chcę, aby już nigdy nie wyszedł z więzienia do końca swojego nędznego życia. - powiedziałam na jednym wdechu, zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych w salonie. Miałam szczelnie zamknięte oczy, które po chwili otworzyłam. Ich powierzchnia strasznie piekła, więc zamrugałam kilka razy, aby chociaż troszeczkę uśmierzyć ból.- Victoria to jest bardzo ważna decyzja. Nie musisz się spieszyć z jej podjęciem. Od tego będzie zależało dosłownie wszystko. - odezwała się brunetka, po czym spojrzała na mnie przepełnionym troską i opieką spojrzeniem. Czy ona gra? Do tej pory nie mogę sobie zdać sprawy, że oni oboje pracują w policji... Ja ich uważałam za przyjaciół. Byłam w stanie im powiedzieć wszystko. No może jeszcze nie TO... Ciężko jest mi mówić o swojej przeszłości. Czy oni też tak myśleli? A może dla nich była to tylko praca i zlecenie, które dostali od swojego przełożonego?- Doskonale to wiem i już ją ostatecznie podjęłam. Będę zeznawała w Polsce o tym wszystkim. Niezależnie od wszystkiego co stanie mi na przeszkodzie, zrobię to. Muszę. On ma jakoś odpłacić za to co zrobił mnie... mojej mamie. Nie byłyśmy niczemu winne. Bezkarnie się nad nami znęcał i powinien ponieść za to karę. On musi pójść do tego zasranego więzienia i zostać tam do końca swoich nędznych dni. - chciałam powiedzieć to stanowczym i nieznoszącym żadnego sprzeciwu głosem, jednak załamał się on w połowie mojej wypowiedzi. Oddech, który stał się płytki, przyspieszył. Chciałabym, aby ona była tu przy mnie. Aby moja ukochana mama mnie pocieszyła i powiedziała, że dam sobie radę, bo jestem silną i mądrą dziewczynką, a przede wszystkim jej ukochaną córeczką, którą kocha nad swe życie. Aby objęła mnie swoim matczynym ramieniem i delikatnie ucałowała w czoło. Po prostu została przy mnie na jakiś czas. Chociaż na krótką chwilę. Czemu ja nie mogę mieć problemów dotyczących dylematu, którą sukienkę na bal mam wybrać, albo że mój telefon ma zdecydowanie za mało pamięci, w wyniku czego nie mieści się w nim dodatkowych milion zupełnie niepotrzebnych mi aplikacji? W pewnym momencie poczułam, jak ktoś niepewnie chwyta moją rękę, po czym subtelnie splata nasze palce. Jego miękka skóra przywarła do mojej. Biło od niego ogromne ciepło, którego teraz bardzo potrzebowałam. Opuszkiem kciuka wykonywał okrężne ruchy na wierzchu mojej dłoni. Uniosłam swój wzrok i ujrzałam szmaragdowe tęczówki. Na nieskazitelnej twarzy Harry'ego był widoczny malutki, pocieszający uśmieszek, który w trakcie ułamka sekundy odwzajemniłam. Momentalnie uścisk dłoni się wzmocnił. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, co będę musiała zrobić przed sądem. Będę musiała powiedzieć dosłownie wszystko, nawet to o czym wie tylko jedna osoba w Anglii. Zayn. Nikt więcej. Wszystko z każdymi szczegółami, bo gdy coś pominę, to mogą uznać, że będzie za mało dowodów, albo coś w tym rodzaju. Sędziowie i prokuratorzy są bardzo wymagający. Dam radę, bo mam przy sobie ludzi, na których mi zależy, a im prawdopodobnie też na mnie. Muszę dać radę. - A więc przynajmniej jedną sprawę mamy za sobą. - zaczął Christopher, po czym delikatnie odchrząknął. Wszyscy, którzy znajdowali się tuż za moimi plecami, wyszli i usiedli koło chłopaka, dziewczyny oraz rodziców Amandy na kanapie, co też po chwili uczyniłam razem z Styles'em. Panowała bardzo napięta atmosfera. Każdy obserwował mojej reakcji, jakby bali się, że za chwilę wybuchnę tu niepohamowanym płaczem. Chciałam to zrobić. Bardzo. Jednak muszę sprawiać jakiekolwiek pozory, że daję sobie z tym radę. - Będziesz potrzebowała świadków. Tych z Polski i... tych z Anglii. Im więcej ich będzie, tym lepiej. Wtedy sędzia da najwyższą karę, chociaż on tyle zrobił, że spokojnie swoimi dotychczasowymi czynami dorobił się dożywocia w więzieniu. Wszystko działa na twoją korzyść. Będziesz miała jakieś dowody na to co ci robił? Cokolwiek. - zapytał niepewnie. Ja natomiast wbiłam swój wzrok w podłogę. - Coś może bym znalazła w moim starym domu... Tylko nie wiem, czy on w ogóle jeszcze stoi... Pewnie zamienił go w niezłą ruderę, gdzie nie było sprzątane odkąd wyjechałam, a właściwie uciekłam z kraju. Może go nie spalił. - szepnęłam, bawiąc się moimi palcami. Będę musiała tam wrócić. Tam gdzie to wszystko się zaczęło. Do zarodka mojej popieprzonej historii, która zwie się życiem.- Poproście psychologa, do którego uczęszcza Victoria, żeby zeznawał na rozprawie. Sąd zawsze liczy się z ich zdaniem. To bardzo wiarygodne źródło, według nich. Czasami to przeważa o wyroku. Mam nadzieję, że się zgodzi. - zwrócił się tym razem w stronę Susan i James'a. Jakby nie chciał mnie męczyć milionami różnych pytań i wiadomościami. Mama Amandy lekko skinęła głową i bez słowa wyszła z pomieszczenia, co też po chwili uczynił jej mąż.- Victoria, jesteś na nas zła? Bo dziwnie się zachowujesz. - pierwszy raz, odkąd weszłam do salonu, odezwała się Alice. Jej głos niemiłosiernie drżał. Dziewczyna wstała, po czym zrobiła kilka kroków w moją stronę. Po sekundzie zajęła wolne miejsce po mojej lewej stronie. Bardzo powoli uniosłam swój wzrok. W jej brązowych tęczówkach były widoczne namiastki smutku.- Nie, dlaczego? Po prostu wykonywaliście swoją pracę. - odparłam bez jakichkolwiek emocji w głosie. Byłam jednocześnie smutna i wkurzona. Na prawdę się z nimi związałam. A oni... A oni tylko udawali.- Mylisz się. Na początku. To prawda. Zgadzam się z tym. To było nasze zadanie. Jednak, gdy spędzałam coraz więcej czasu z tobą w kawiarni to zauważyłam, że jesteś wspaniałą dziewczyną i koleżanką. Wszystko co mówiłam, co czyniłam w stosunku do ciebie, było w stu procentach szczere. Pochodziło prosto z serca. Nie robiłam tego, jako początkująca policjantka, tylko jako dziewczyna, która chcę się z tobą zaprzyjaźnić. Chciałam ci o wszystkim powiedzieć. Oboje chcieliśmy, jednak nie mogliśmy. Nasz szef nam zabronił dosłownie pod karą śmierci, bo to groziło by tym, że ktoś kto pracował z twoim twoim ojcem, domyśliłby się czegoś i ochranianie ciebie nie byłoby już tym samym. Chcieliśmy, abyś była w pełni bezpieczna, na tyle, na ile to było możliwe, dlatego trzymaliśmy języki za zębami. Zrozum to. Było nam ciężko. Bardzo się z tobą zżyliśmy. Nie chcemy, abyś była na nas zła. Niestety spotkaliśmy się w takich okolicznościach, jednak nie chcemy, aby ta znajomość się skończyła. Przepraszamy, że to ukrywaliśmy. Po prostu chcieliśmy cię chronić. To wszystko. - zakończyła. W kącikach jej czekoladowych oczu były widoczne pojedyncze łzy. Przygryzła swą dolną wargę.- Ja... Ja nie wiem co powiedzieć. - szepnęłam, po czym wplotłam palce we włosy, lekko je przeczesując. Po prostu nie wiedziałam.*** Oczami Zayn'a ***- Rozumiemy, potrzebujesz czasu. To nie jest takie łatwe, na jakie nam wydaje. Tylko pamiętaj. Proszę cię. My na prawdę nie mieliśmy żadnego wyjścia. Musieliśmy trzymać to w tajemnicy, przed wszystkimi, nie tylko przed tobą. Było nam ciężko, bo byłaś dla nas bardzo ważna. Nie chcemy, aby tak to wszystko się skończyło. Pamiętaj. - odezwał się Chris, lekko się przy tym uśmiechając, po czym uniósł się na równe nogi, co też po chwili uczyniła jego towarzyszka. Chwileczkę. Co oni robią?! Wychodzą?! Ale my... Ja pierdole. Szybko szturchnąłem Niall'a w przedramię, tak, aby nikt tego za bardzo nie zauważył. - My będziemy się...- Victoria! - krzyknęła w pewnym momencie Amanda, pocierając przy tym swoją prawą rękę. Od razu zauważyłem przepraszające spojrzenie Niall'a, które kierował do swej dziewczyny. - Wiesz... Muszę ci coś bardzo ważnego pokazać. Kompletnie o tym zapomniałam! Ja to mam słabą pamięć! Powinnam jednak zażywać te leki na jej poprawę. A mówiłaś: "Amy! Kup je sobie! Poprawi się". Chodźmy do piwnicy! Tam są... kartony! Tak! Kartony! Nawet nie wiesz co ja tam znalazłam! Normalnie padniesz z wrażenia! - blondynka mówiła bardzo szybko, przez co nie zrozumiałem połowy wypowiedzianych przez nią słów. Victoria miała kompletnie zdezorientowaną minę, jednak ledwo zauważalnie kiwnęła głową. Po chwili Amanda wstała i dosłownie pociągnęła szatynkę za sobą, w kompletnie nieznanym mi kierunku. No to pierwsza część planu zaliczona. Czas na drugą.- Mamy do was pewną, bardzo ważną na tę chwilę sprawę, ale będzie chyba lepiej chodźmy na górę, żeby nikt nam nie przeszkadzał w rozmowie. To nie może czekać, anu chwili dłużej. - Niall momentalnie powiedział, aby zatrzymać chłopaka i dziewczynę przed wyjściem z domu. Policjanci spojrzeli na nas zupełnie zdezorientowani. Jednak widząc nasze błagalne spojrzenia, zgodnie lecz z lekkim wahaniem skinęli głowami. Unieśliśmy się i ruszyliśmy na górę. W krokach Harry'ego można było wyczuć lekkie wahanie. Wygadał, niczym malutkie dziecko, które zgubiło swoją mamę w wielkiej galerii handlowej i nie może jej znaleźć. No tak, nic w końcu nie wie. Mam tylko nadzieję, że na nas się nie wkurzy. W międzyczasie z tylnej kieszeni moich jeans'ów wyciągnąłem białegoiPhone'a Victorii, którego zabrałem z jej torebki, gdy nic nie widziała. Dobrze, że nie ma żadnego hasła, ani zabezpieczeń. Chyba się nie obrazi, prawda? Ja tylko staram się je pomóc. Od razu wszedłem w wiadomości i zacząłem szukać tej właściwej. W pewnym momencie moją uwagę przykuł jeden zSMS'ów.Harry" Oboje cierpicie. Widzę to. Za każdym razem. To mnie też boli. Nawet nie wiesz jak bardzo. Jeżeli ty tego nie robisz, zrobię to ja i to z miłą chęcią."Co on ma niby powiedzieć? Czemu zrobi to z "miłą chęcią"? Dlaczego Victoria cierpi?! Kto jeszcze cierpi?! O co, do jasnej cholery, chodzi?! Nie mógł tego napisać bardziej jaśniej! Nie powiem, że to bardzo ułatwiłoby mi sprawę!- Zayn? Idziesz? - usłyszałem głos Hazzy. Momentalnie uniosłem wzrok znak komórki. Dopiero teraz zauważyłem, że stoję jeszcze na schodach, kiedy wszyscy zdążyli już przekroczyć próg pokoju Victorii. Moje serce biło niemiłosiernie. Chciałbym się go teraz o to spytać. O co mu chodziło, kiedy to pisał? Szybko się opamiętałem i wszedłem do sypialni szatynki, po czym szczelnie zamknąłem drzwi. Ostatnio bardzo często to robię.- A więc o co chodzi? Czemu tak się dziwnie zachowujecie? Coś się stało? - odezwał się Christopher, po czym oparł się o kant biurka, wykonanego z jasnego drewna. Ponownie spojrzałem na ekran i szukałem właściwej wiadomości. Gdy wreszcie ją znalazłem, kliknąłem w nią, po czym pojawiła się jej pełna treść.- To może zacznę od początku. Gdy wróciliśmy do domu wczorajszego dnia, Vicky zamknęła się sama w pokoju. Nie przeszkadzaliśmy jej. Chciała pobyć sama. Następnego dnia zupełnie przez przypadek dowiedziałem się o pewnym SMS'ie, który został do niej wysłany po tej całej akcji na "Balu Zimowym". - zacząłem, po czym pokazałem im telefon dotykowy szatynki. Oboje, gdy go zobaczyli, zmarszczyli brwi. Harry od razu poszedł w ich stronę i uczynił to samo, co oni przed momentem. Jego oczy stały się wielkości piłeczek do Pin-Pong'a. Otworzył już buzię, aby coś powiedzieć, jednak go wyprzedziłem i kontynuowałem swój monolog. - Tak. Też na początku pomyślałem, że to jakiś głupi przypadek. Przecież ani Tom, ani James nie mogą mieć w tymczasowym areszcie żadnego telefonu komórkowego, a tym bardziej nie mogą z niego wyjść. Ktoś mógł po prostu wybrać zły numer. To normalne, każdemu może się zdarzyć. Jednak te przypuszczenia zniknęły, gdy ja dostałem wiadomość. - powiedziałem, po czym pokazałem tym razem mojego iPhone'a, gdzie w międzyczasie trwania mojej wypowiedzi otworzyłem to o czym myślałem. Czułem, jak moja gorąca krew szybciej płynie. Styles od razu przejechał swoimi palcami po swoich lokach. - Od razu po jej otrzymaniu wraz z Niall'em i nieświadomym nic Harry'm pobiegliśmy szukać Victorii. O mało co nie wpadła pod pędzący samochód. Ten ktoś specjalnie jechał tak szybko w stronę tych pasów dla pieszych. Gdy auto odjechało, zobaczyłem to. - odparłem, po czym wyciągnąłem pomiętą już, białą kartkę z napisem. - Nie wiem kto, nie wiem czemu. Ale ktoś ewidentnie śledzi Torri, chce, aby jej się coś stało i bardzo się przy tym bawi. Gra z nami w "Kotka i myszkę". Bawi go to wszystko. I jestem w stu procentach pewien, że to jest jedna osoba. - zakończyłem, a chłopak oddał mi komórkę.- Kurwa! Nie wiem co mam powiedzieć. Kompletnie mnie zatkało. Myśleliśmy, że po schwytaniu jej ojca wszystko ucichnie i będzie dobrze. Musiał, a właściwie musi mieć jeszcze jednego wspólnika. Trzeba będzie wzmocnić ochronę w areszcie i sprawdzać odwiedzające go osoby. Jeżeli w ogóle ktoś się pojawi. Ja pierdole... Wychodzi na to, że sprawa nie jest do końca zamknięta. Macie jakieś przypuszczenia kto to może być? Kto się kręcił ostatnio koło Victorii? Cokolwiek? - powiedział, a w tym samym momencie w pokoju rozprzestrzeniły się dźwięki przychodzących SMS'ów. Mimowolnie podskoczyłem. Niczym roboty Niall, Harry oraz ja wyciągnęliśmy swoje telefony. Ręce niemiłosiernie mi drżały. Odblokowałem ekran, po czym na głos przeczytałem treść.Unknown"Już powiedzieliście o mnie policji? Aż tak się boicie? Łatka, szmatka, kolejna zagadka. Kim jestem? Czas. Start."Moje serce przyspieszyło. Oddech stał się płytki. Od razu przełknąłem ślinę, która nagromadziła się w moich ustach. Uniosłem wzrok znad urządzenia, po czym spojrzałem na bruneta i blondyna. Oboje przygryzali swoje dolne wargi.- To samo. Słowo w słowo. - szepnęli w tym samym czasie. Ich głosy niemiłosiernie drżały. Już chciałem coś powiedzieć, jednak zauważyłem, jak Alice przyłożyła palec wskazujący do swoich ust i kręci przecząco głową. Chris momentalnie odebrał nam nasze telefony, po czym oboje zabrali się za wykręcanie śrubek u ich podstawie. Co oni, do jasnej cholery, robią?! Nożyczkami? Serio? Gdy już ściągnęli tylne klapki z iPhone'ów, głośno westchnęli.- Nic. Zupełnie. Wszystkie są czyste. Nie ma żadnego podsłuchu, żadnego chip'a. Nic nie zostało podłączone, ani doczepione. Czyste. - powiedziała brunetka, na co blondyn zaczął gorączkowo rozglądać się po pomieszczeniu. Chodził i sprawdzał każdy róg pomieszczenia, przeróżne zakamarki, a także szczeliny między szafami, a półkami.- Też czysto. Cholera. - skwitował, po czym przetarł twarz swoimi dłońmi. - Gdzieś tutaj musi być podsłuch. Nie ma innej opcji. - powiedział, a w tym samym momencie mój telefon zaczął dzwonić. Wszyscy od razu podskoczyli w miejscu. Bałem się zobaczyć na ekran urządzenia. Byłem przerażony, a jednocześnie wkurwiony. Na tą osobę i na siebie. Na niego to z wiadomych powodów, a siebie, ponieważ nie jestem w stanie nic zrobić, choćbym bardzo chciał. Po prostu jestem bezradny. Jestem małym pionkiem w tym wszechświecie. Jestem małym pionkiem w grze tej osoby.- Kto dzwoni? - Christopher momentalnie spytał i dopiero wtedy odważyłem się spojrzeć na wyświetlacz.- Mama. To tylko moja mama. Zaraz wracam. - odpowiedziałem, czując jednocześnie wielką ulgę. Dosłownie kamień, co ja mówię, ogromny głaz spadł mi z serca. Mam dosyć na dzisiaj różnych wiadomości i pogróżek od tego człowieka, kimkolwiek on jest. Palcem przesunęłam po ekranie i przyłożyłam go do ucha, równocześnie wychodząc z pomieszczenia. - Cześć mamuś. - odparłem pogodnie. Dawno z nią nie rozmawiałem. Powinienem ją w najbliższym czasie odwiedzić. Nie chcę by wyczuła, że coś jest nie tak. Ona chyba nawet nie wie jakie Victoria miała dzieciństwo, a co dopiero mówić o teraźniejszych akcjach z jej ojcem, a właściwie to nie wiadomo z kim. Zaczęłaby się martwić i jeszcze by tu przyjechała. Martwi się dosłownie o każdego.- Cześć syneczku. Cieszę się, że cię słyszę. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Ostatnio jest bardzo źle... Nawet nie wiem, jak to mogłabym określić. Jest mi ciężko. Wszystkim nam tutaj jest. Chciałabym powiedzieć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jednak tak nie jest. - powiedziała głosem pełnym smutku i rozpaczy, wprost do słuchawki. Usłyszałem głośne westchnienie "po drugiej stronie". Poczułem delikatne ukłucie gdzieś z boku serca. Przygryzłem swoją dolną wargę. Zrobiłem krok na przód.- Co się stało, mamo? Coś poważnego? Bo brzmisz co najmniej okropnie. Co się dzieje? - zapytałem, delikatnie drapiąc się po karku. Podejrzewam, że w tym momencie moje brwi złączyły się w jedność. Dawno nie słyszałem jej tak zmartwionej. Bardzo dawno. Oparłem się plecami o jedną ze ścian, po czym przełożyłem telefon z lewej do prawej ręki.- Dlatego właśnie dzwonię, synku. Zayn, rozmawiałeś może ostatnio z Waliyha? - zapytała, kompletnie zbijając mnie tym pytaniem tropu. Z moją siostrą?! Co, do jasnej cholery, tam się dzieje?! Czemu miałbym niby to zrobić?! Przecież... Przecież, gdyby coś się działo, to by mi coś powiedziała, prawda? Przecież wie, że zawsze może na mnie liczyć. Jest moją młodszą siostrzyczką. Zawsze nią będzie.- A powinienem? Dlaczego niby miałbym? - zapytałem dość drżącym głosem. Zacząłem bawić się moimi palcami. - Mamo? Co się stało? Czemu nic nie mówisz?! Mamo! - powiedziałem to chyba bardziej ostrzej, chociaż tego na prawdę nie chciałem. W tym samym momencie uderzyłem o drewniane drzwi. Nie wiem czemu, ale moja krew zaczęła płynąc zdecydowanie szybciej w moich żyłach.- Odkąd Waliyha wróciła z sylwestra dziwnie się zachowuje. Mniej rozmawia ze wszystkimi, mniej je... Zachowuje się tak, jak nie ona. Zawsze była żywa, wychodziła ze znajomymi, była dosłownie wszędzie... Teraz jest inaczej. Jest zupełnie inna. A od ponad tygodnia nie wychodzi z pokoju. Je jeśli jest to już koniecznością. Nie chodzi do szkoły. Mówi, że się źle czuję, ale nie wydaję mi się, aby to było powodem jej stanu. Miałam nadzieję że coś o tym wiesz. Cokolwiek. - mruknęła do telefonu komórkowego. Wyobraziłem sobie wyraz jej twarzy. Była na granicy płaczu. Wiedziałem to. Jesteśmy dla niej najważniejsi. Zawsze się o nas martwi. W czwórkę jesteśmy jej oczkami w głowie.- Cholera. Spróbuję z nią dzisiaj pogadać przez telefon. Może się czegoś dowiem. Przynajmniej mam taką nadzieję. Ale to dziwne... Gdy wyjeżdżała z Londynu, to wyglądała całkiem dobrze... Może potem coś się stało? Mamo... Może przyjadę do was... Nie wiem, może pojutrze, jeśli nam nic nie wypadnie. Jakieś przypadkowe nagrania, bądź wywiad. Postaram się. Obiecuję. I tak miałem zamiar to zrobić. A z Safaą, z Don też nie rozmawia? Z tobą, z tatą? Na prawdę z nikim? - kompletnie się zdziwiłem. To nie jest prawdziwa Wal. Zupełnie.- Z nikim. Zupełnie. Coś się dzieję, a ja bardzo się boję, że to coś poważnego... Nie wiem co mam robić. Nigdy... Ja nigdy tak nie miałam. Na prawdę się boję. - odparła, a moje serce pękło w trakcie sekundy.- Dobrze, mamo. Zrobię wszystko co w mojej mocy. Za niedługo się widzimy. Obiecuję. Kocham Cię. - powiedziałem, po czym zakończyłem połączenie. No to czas na drugą rozmowę. Tą zdecydowanie cięższa.

~~~

Hej! Proszę przeczytaj to.

Zaczęłam pisać fanfiction (o 1D) mam już kilka rozdziałów i postanowiłam to opublikować (za namową kilku osób, mdz innymi autorek Little Things)

Tak więc, jest już na wattpadzie prolog... Który miał być pierwszym rozdziałem, jednak stwierdziłam, że nadaje się bardziej na prolog... Jeśli Was zaciekawi, to następny pojawi się, kiedy tylko przepiszę go do końca na kompa. Dobra już nie przynudzam i po prostu zapraszam na "Stockholm Syndrome".

Little Things || Z.M.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!