Następnego dnia w studiu radości nie było końca. Chłopaki wymieniali uściski i skakali uradowani. Nawet ich menadżer Brian został uhonorowany kilkoma podrzutami w powietrze. Tego dnia praca w studiu szła im jeszcze lepiej i sprawniej niż zazwyczaj. Teraz mieli dla kogo nagrywać. Całe rzesze fanów czekały na ich kolejny krok a oni wiedzieli że nie mogą ich zawieść. Po sesji cała czwórka udała się do pobliskiego baru na małe świętowanie przy piwie. Paul wzniósł toast za ich sukces i za szczęście jakie się z nim wiąże. George i Ringo nie wiedzieli jednak że dla dwójki ich przyjaciół ten sukces oznaczał więcej niż początek szczęścia w biznesie. Oznaczał także początek szczęścia w wspólnym życiu. Puścił oko do swojego ukochanego a ten pod stołem poklepał o po udzie. Wokół stolika szybko zaczęły gromadzić się dziewczyny. Szczebiotały i zaczepiały całą czwórkę ale zarówno Paul jak i John byli tak zajęci sobą, że nawet ich nie zauważyli. Dla ich kolegów było to nawet na rękę, więcej panienek dla nich. Dwa kwadranse później para zaczęła zbierać się do wyjścia. Musieli jeszcze skoczyć do domu Johna po jego rzeczy. Mieli nadzieje, że nie zastaną tam jego ciotki.

Upewniwszy się, że w domu nikogo nie ma prędko weszli na górę i zaczęli pakować ciuchy Lennona do toreb. Gdy zbliżali się do końca, z jednej z koszul wypadł szkic nagiego McCartneya który Lennon sporządził w jego urodziny. Paul uśmiechnął się gdy zobaczył kartkę.

- Patrzyłem na ten rysunek wiele razy... - John złożył kartkę i z powrotem schował do kieszeni.

- Przed czy po Paryżu?

- I przed i po.

- Przed to rozumiem ale po... przecież miałeś mnie przez dziewięćdziesiąt procent czasu.

- Patrzyłem po to żeby mieć cię też przez te pozostałe dziesięć – John zapiął torbę. – wezmę jeszcze gumki żeby Mimi myślała, że wiesz...

- Weź, weź nigdy nie wiadomo co cię najdzie, mogą i się przydać – Paul nadal podchodził do tego związku bardzo ostrożnie, wiedział, że John nie jest stały w uczuciach.

- Nie przydadzą mi się. Możemy je podpalić jak w Hamburgu.

- I komu chcesz chatę puścić z domem? – zapytał rozbawiony Macca.

- Najchętniej to Mimi.

Paul spojrzał na Johna. Nie chciał żeby przez niego popsuł sobie relacje z ciotką. Była jego jedyną rodziną. Poza tym nie rozumiał czemu Lennon nadal się na nią gniewa, przecież to była jego wina. Nie powinien tyle u nich przesiadywać, rozumiał złość Mimi.

- Nie miała prawa cię wyrzucać – burknął poirytowany Lennon, wiedział o czym myślał jego kochanek.

- Może myślała, że cię molestuje czy coś.

- Nie miał bym nic przeciwko temu – Lennon rzucił torbę na ziemię i podszedł do chłopaka.

- Wiem, też mam ochotę się po molestować – powiedział cicho Paul zakładając ręce na szyję

Johna – Johny, obiecaj mi, że żadne głupoty nie sprawią, że mnie zostawisz.

- Obiecuję kotku – John czule potarł czubkiem swojego haczykowatego nosa o nos McCartneya. Podniósł torbę z ziemi i szybko opuścili dom.

***

Przez ostatnich kilka tygodni zespół podróżował od hotelu do hotelu. Brian Epstein załatwił im trasę koncertową. Byli w niebo wzięci atmosfera jaka temu towarzyszyła była niepowtarzalna. No dwoje zakochanych ludzi miało wreszcie możliwość pobycia ze sobą sam na sam, wieczorem hotelowym pokoju. Jedyne co nie podobało się Paulowi to stosunek z jakim Brian odnosił się do Johna, nawet głupi zauważyłby, że menadżer coś do niego czuje. Ciągle chciał rozmawiać z nim na osobności, zawsze starał zajmować się miejsce obok. Było jasne, że wie, albo przynajmniej domyśla się prawdy na temat ich relacji. McCartney ufał jednak zapewnieniom ukochanego, że żaden inny mężczyzna mu się nie podoba i to on jest tym jedynym.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!