Minął już tydzień września. Plaże ciągle przepełnione są nastolatkami czy osobami w podeszłym wieku, z tą jednak różnicą, że są to mieszkańcy. Nikt już nie odwiedza tego pięknego miasta, nic specjalnego się nie dzieje. No, może trochę...

~*~

Dzwonek. W końcu! 45 minut słuchania mojej biolożki przyprawia mnie o mdłości. Jeszcze ostatnia lekcja- wf. Co tym razem, biegi czy siatkówka? Liczę na to drugie. Weszłam do szatni z resztą dziewczyn. Po kilku minutach gotowe weszłyśmy do sali gimnastycznej. Miałam rację- siatkówka. Podzieliłyśmy się na drużyny i po 3 setach i wygranej drużyny, w której byłam zadzwonił dzwonek. Szybko założyłam moje czarne rurki i czarny crop top, a na nogi czarne conversy. Wychodząc ze szkoły odpowiedziałam dziewczynom z klasy co jest zadane i już stałam na dworzu. Ruszyłam przed siebie kiedy nagle od strony parkingu usłyszałam swoje imię. Pełna obaw spojrzałam w tamtym kierunku i, tak, Jack, Jack, Sam i Nate machali do mnie. Stali, machali i szczerzyli się. Postanowiłam wracać do domu, przecież nie prosiłam ich, żeby po mnie przychodzili. Owszem, przez te pięć dni nasze relacje polepszyły się, ale bez przesady. Nie dane mi było w spokoju wrócić, bo usłyszałam ich krzyki coraz bliżej i po chwili stali przede mną.

-Czemu masz taką minę? Nie cieszysz się, że czeka na ciebie czterech przystojniaków, na których prawie każda wychodząca dziewczyna zawiesza oko?- zapytał nie kto inny jak Nate poruszając brwiami.

-Może dlatego, że wyglądaliście jak idioci drąc japy i krzycząc moje imię?-zapytałam z sarkazmem.

-Tak, tak, jasne. A, o teraz?- powiedział znowu kiedy jakaś dziewczyna przechodząca obok nas uśmiechnęła się pod nosem i poprawiła grzywkę.

-Dobra, dobra. Tak po prostu się przeszliście czy coś chcecie?

-Chcieliśmy się przejść. I wyrwać cie na lody- oznajmił mi Gilinsky. Automatycznie wszystkie nasze spojrzenia skierowały się w stronę Maloleya, która podniósł ręce w obronnym geście i udał, że zasuwa sobie buzię. Szkoda, że tylko udał.

-I tak nie masz nic innego do roboty, prawda?- zapytał Johnson- A, i wyrzuciliśmy śmieci, posprzątaliśmy talerze po twoim dzisiejszym śniadaniu i odkurzyliśmy w salonie. To co?

Chyba nie mam wyboru i muszę tam z nimi iść. Może mam jakieś drobne w plecaku.

-No dobra, ale bez wygłupów.

Ruszyliśmy w końcu przed siebie i rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Opowiedziałam im o moich dzisiejszych lekcjach, a oni mi o swoim sprzątaniu. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Sam i Jack G kazali nam zostać, a sami gdzieś poszli. Usiedliśmy przy stoliku i czekaliśmy aż wrócą. Parę razy spojrzenia moje i Jacka spotkały się. Za każdym razem szybko odwracałam głowę próbując się nie uśmiechnąć. Po chwili bruneci wrócili z wielkimi pucharkami lodów z galaretką. Nie wiedziałam, że je tu sprzedają, cóż za zaradni chłopcy. Jedliśmy lody co chwilę wymieniając opinie o kolorze czy smaku. Zauważyłam przy kasie trzy dziewczyny. O ile się nie mylę to Alisha, Cassandra i Suzie. Z mojej klasy, czasem ze mną rozmawiają. Dziewczyny zamówiły po gałce i zauważyły mnie. Uśmiechnęłam się i pomachałam, co odwzajemniły. Chłopaki od razu odwrócili się w ich stronę i zlustrowali dziewczyny wzrokiem. Gilinsky zapytał mnie szeptem kto to, a kiedy dowiedział się, że koleżanki z klasy wstał i... O nie, podszedł do nich. Coś powiedział na co wszystkie się zarumieniły i po chwili wrócił prowadząc je do naszego stolika z uśmiechem, któremu nie oparła by się nawet lesbijka. W wieloletnim związku. Znowu te idiotyczne porównania, cholera. Z rozmyślań nad moją głupotą wyrwał mnie dźwięk odsuwanego krzesła i dziewczyny dosiadły się do nas.

-Patrzcie kogo tu mamy. Koleżanki Linz. Czemu nie mówiłaś, że twoja klasa zaopatrzona jest w takie ślicznotki?

O nie, jeszcze tego brakuje, żeby któraś z nich się w nim zakochała. Posłałam mu mordercze spojrzenie, ale był tak zajety włosami Alishy, że nie zwrócił na mnie uwagi. Za to  Cassandra i Suzie wpatrywały się w podłogę. Byłam wdzięczna Samm'emu za przerwanie tej krępującej ciszy.

-To jak tam w szkole?

Bardzo wysublimowane pytanie Sam. Bardzo...

-Nawet wporzo. A u was...?- zapytała Suzie dając do zrozumienia, że nie wie jak chłopaki mają na imię.

-Ah gdzie nasze maniery, nie przedstawiliśmy się. Ja jestem Sam-Nate-Jack-Jack- mówił po kolei każdy z nich.

-Ja to Suzie,- ja Cassandra- a ja Alisha- przedstawiły się. Wszystkie trzy były ładne, chociaż Alisha lepiej wyglądałaby bez takiej ilości makijażu. Blondynka, brunetka i ciemna blondynka. Każda szczupła, o odpowiednich kształtach. Z tego co wiem Alisha spotykała się z jakimś gościem z 3 klasy. Na tym kończy się moja wiedza o nich. Nie, żebym jakoś nad tym ubolewała, nie potrzebuję takiej świty. Wydaje mi się, że Gilinsky myśli inaczej, bo już zapytał nowe koleżanki czy mnie lubią i czy dobrze zagrywam. Dzieki Jack, naprawdę.

-Macie jakieś plany na weekend? -spytała Cassandra.

-Nie. Dopiero się tutaj sprowadziliśmy i nie wiemy gdzie można się zabawić. Miałem na myśli fajnie spędzić czas, prawda Nate?- brunet znowu podniósł ręce w obronnym geście. Chyba na zawsze zostanie takim zboczuszkiem w naszych oczach.

-To dobrze się składa. W tą sobotę urządzam domówkę, wpadnijcie.- zaproponowała Al. -godzina 19, ulica Glacestar.

-No pewnie, że wpadniemy. Domówka bez nas to nie domówka!- oznajmił Sam. Wszyscy się zaśmiali i jeszcze chwilę rozmawialiśmy kończąc nasze lody. Po paru minutach pożegnaliśmy się i zaczęliśmy wracać do domu. Całkiem miło spędziliśmy czas. Ciesze się, że je spotkaliśmy, bo może moi lokatorzy poznają więcej osób. Tylko ciekawe jak tam trafią...Przerwałam im rozmowę o jakimś meczu i zapytałam jak zamierzają się tam dostać. Odpowiedź Johnsona, który do tej pory się nie odzywał nie ucieszyła mnie.

-To proste. Idziesz z nami

Za żadne skarby. Nienawidzę imprez. Nienawidzę spoconych ludzi. Nienawidzę głośnej muzyki, przez którą nie słyszysz własnych myśli. Nienawidzę upitych chłopaków i ich tanich tekstów na podryw.

-Nie ma mowy, nigdzie nie idę.

-Jeszcze zobaczymy...

Czy tylko ja zauważyłam ten błysk w jego oku? Niedobrze. Nie usłyszałam kolejnej groźby, bo dotarliśmy do domu. Mama była od poniedziałku i dziś rano znowu pojechała. Bardzo się polubiła z naszymi gośćmi. Jestem ciekawa kiedy się rozliczą. No, ale nie będę o takie rzeczy pytać. W końcu zdjęłam z siebie plecak i chciałam oddać się złodziejowi czasu i duszy, czyli mojemu laptopowi, ale propozycja robienia pizzy z chłopakami była bardziej kusząca.

Hejka! Dzisiaj rozdzialik bez żadnych wydarzeń, ale myślę że może być x Proszę każdą osobę, która to czyta o oddanie gwiazdki lub komentarz, wtedy widzę, że nie tylko mnie interesują ich losy :') Przepraszam, że w środę nie było rozdziału, ale nie miałam czasu i teraz znalazłam chwilę, żeby ten dodać. Dziękuję za prawie tysiąc wyświetleń, mega mnie to cieszy <3

Tides || jack johnson (ZAWIESZONE)Przeczytaj tę opowieść za DARMO!