Rozdział 9 - Anything

8.6K 386 9

Piosenki do rozdziału :
Justin Bieber - Hold Tight
Ed Sheeran- Lego House
 

 Brooke’s POV

Wieczór składał się głównie z mojego leżenia z Justinem, jęczenia z powodu mojej bolącej głowy i Justina narzekającego na program, który chciałam oglądać.
- Justin – wyszeptałam.
- Mmm?
-Dlaczego... Dlaczego jesteś taki miły? To znaczy, gdzie moja kara czy coś? – zapytałam znużona.
Justin westchnął.
-Kotku, chociaż myślisz o mnie jak o złej osobie, ja wcale taki nie jestem. Nie mam zamiaru cię ukarać teraz, kiedy już i tak czujesz się okropnie – uśmiechnął się głupio. – Poza tym twój ból głowy wydaje się być wystarczająca karą samą w sobie.
Przewróciłam oczami. Może Justin zaczął zmieniać się na lepsze? Spojrzałam do góry, w jego brązowe oczy. Uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam, zaskakując samą siebie.
- Grzeczna dziewczynka. Dlaczego nie możesz być taka zawsze? – zamyślił się, trzymając moją twarz w swoich dużych dłoniach. Nim zdążyłam skarcić go za traktowanie mnie, jak psa, zadzwonił  telefon Justina. Pokazał mi, bym była cicho, więc usiadłam spokojnie, chcąc posłuchać rozmowy.
-Cześć, stary. Um…wynikła pewna sytuacja… - usłyszałam męski głos wydobywający się z telefonu.
Justin zmarszczył brwi.
- O co chodzi, Blake?
- Policja odkryła, gdzie mieszka Dave i go zgarnęli. Teraz trzymają go na komisariacie i przesłuchują.
Ten cały „Blake” brzmiał na naprawdę poruszonego, a wyraz twarzy Justina daleki był od radości.
- Co?!? – krzyknął, sprawiając, że mimowolnie odsunęłam się od niego. – Idioci! Jak go znaleźli? – warknął. To była ta jego strona, która mnie przerażała.
- Nie wiem, stary! Musimy go wyciągnąć, zanim się złamie, czyli jakoś…teraz? – zawołał Blake. Pożegnali się, nim Justin się rozłączył.
- Cóż, kotku. Wygląda na to, że wyruszamy na wycieczkę – westchnął Justin i wstał z kanapy.
Złapał moja rękę i pociągnął w stronę drzwi, a później do samochodu.
-G-gdzie jedziemy? – zapytałam, spoglądając na chłopaka.
-Do więzienia. Musimy wykraść Dave’a – wyjaśnił i ściszył radio.
-A ja muszę tam iść z wami bo…?
-Bo nie ufam ci w domu. Tutaj mogę mieć na ciebie oko – powiedział stukając placami o kierownicę. Resztę podróży spędziliśmy w milczeniu, ekstremalnie niezręcznym milczeniu. Napięcie w samochodzie sprawiało, że ciężko mi było oddychać i jestem pewna, że Justin również to czuł. Dotarliśmy wreszcie do więzienia. Szybko chciałam uciec z auta, jednak Justin uniemożliwił mi to przygniatając mnie do niego.
- Wolisz tutaj zostać czy iść ze mną? – zapytał, sięgając do środka po klucze.
Zamyśliłam się na chwilę – jeśli zostanę tutaj, kto wie, co może wejść do samochodu i mnie skrzywdzić. Mimo tego że Justin mnie przerażał, wiedziałam, że zawsze mnie obroni i zapewni bezpieczeństwo.
- Pójdę do środka – odparłam.
Czekałam na Justina przed samochodem, a kiedy się pojawił, od razu owinął ramię wokół mojej talii, pozwalając ukryć w swojej kurtce.
-Trzymaj się blisko mnie. Nie spaceruj, po prostu nie rób nic. Oczywiście, o ile chcesz jeszcze żyć – powiedział wzruszając ramionami. Poczułam gęsią skórkę i po raz kolejny doceniłam obecność Justina i ochronę, jaką mi zapewniał.
Obeszliśmy budynek, a naszym oczom ukazały się brązowe drzwi. Justin wyjął klucz z tylnej kieszeni i włożył do dziurki, odblokowując zamek. Przytrzymał dla mnie drzwi, jednak ja kiwnęłam głową pokazując, by wszedł pierwszy. Chciałam, by był przede mną. Zrozumiał i pozwolił mi wtulić się w tył jego okrycia.
-Wzięłaś ze sobą moją kurtkę? – szepnął, a ja przytaknęłam. Skórzana kurtka z jego nazwiskiem nadal mnie otulała. Odchrząknął z aprobatą i kontynuowaliśmy naszą wędrówkę wzdłuż ciemnych korytarzy. Stwierdzenie, że się bałam to niedopowiedzenie. Byłam przerażona, trzęsąc się niemiłosiernie. W końcu dotarliśmy do słabo oświetlonego holu. Przyspieszyłam, by zrównać się z Justinem. Nie chciałam prosić go o objęcie mnie, więc miałam nadzieję, że załapie o co mi chodzi. Na szczęście kiedy tylko pojawiłam się u jego boku, zamknął mnie w uścisku i spojrzał z góry.
- Nie przejmuj się. Ze mną będziesz bezpieczna, ok? Nie bój się, kochanie – powiedział cicho.
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami z białym napisem „Przesłuchania”. Pokazał mi, bym się nie odzywała.
-To tutaj mamy się spotkać z Blake’em i Daniel’em – wyszeptał. Przytaknęłam i wcisnęłam głowę pod jego ramię. Zastukał lekko w drzwi 3 razy pięścią i raz otwartą dłonią. Usłyszałam szuranie krzeseł, zanim dwaj, około dwudziestoletni, mężczyźni otwarli drzwi.
-Aye! Ty musisz być Brooke – powiedział wysoki blondyn z niebieskimi oczami i uśmiechem, wyciągając dłoń w moim kierunku. Patrzyłam na nią, ale nie miałam odwagi jej potrząsnąć. Zaśmiał się cicho i zabrał rękę.
- Trochę niegrzecznie, ale ok – zachichotał, a Justin razem z nim.
- Jest tylko trochę przestraszona, ale nie mogłem sobie pozwolić na zostawienie jej samej w domu – wyjaśnił, przyciskając mnie mocniej do siebie.
-Okay, Dave jest na trzecim piętrze w pokoju nr 409. My go zgarniemy, a wasza dwójka stanie na czatach. Justin, ty jesteś naszym głównym wojownikiem, więc…
- Taa, łapię – przytaknął Justin i obydwaj chłopcy odeszli. Justin poszedł za nimi trochę wolniej.
- Który jest który? – zapytałam.
- Ten, którego ręki nie uścisnęłaś to Blake, drugi – Daniel – powiedział, wchodząc po schodach.
- Tylko wasza czwórka jest w gangu? – zadałam pytanie i Justin przez chwilę patrzył na mnie.
- Nie, jest ich o wiele więcej. Jeśli będzie jakieś spotkanie, możesz ze mną iść.
Przytaknęłam i po kilku krokach byliśmy na 4. piętrze.
- Jeśli usłyszysz, że ktoś idzie, daj mi znać. Jeśli zobaczysz, że ktoś idzie – już na to za późno -  poinformował mnie Justin.
Staliśmy w ciszy przez dobre 10 minut. Kiedy ja podskakiwałam na każdy najmniejszy dźwięk, Justin wydawał się zrelaksowany, z rękami w kieszeniach i bawiący się kółkiem w wardze.
- Justin!
Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy dwóch chłopaków i Dave’a, jak mniemam, biegnących w naszym kierunku. Justin uśmiechnął się, złapał moją dłoń i zaczęliśmy biec za nimi w dół klatki schodowej. Udaliśmy się w stronę, z której przyszliśmy wcześniej. Całą piątką wypadliśmy z budynku i szybko pobiegliśmy w stronę samochodu Justina. Blake próbował jeszcze krzyczeć „shot gun”*, ale Justin szybko go uciszył mówiąc, że to moje miejsce. Odetchnęłam z ulgą, kiedy dotknęłam skórzanego siedzenia, wykończona po całej ucieczce. Justin wyjechał autem na ulicę i teraz spokoje toczyliśmy się wzdłuż drogi z chłopakami z tyłu, opowiadającymi suchary.
-Co mówi hydraulik do lekarza? – zapytał Blake. Wzruszyłam ramionami, czekając na odpowiedź.
- Mam problem z kolankiem! ** - wybuchnął śmiechem, a ja nie mogła się powstrzymać od przyłączenia się do niego. To było żałosne, ale jakimś cudem również zabawne.
- O! O! Ja mam jeden – uśmiechnął się Justin. – Jak nazywa się boomerang, który nie działa?
Próbowałam wymyślić jakąś sprytną odpowiedź, jednak nic nie przychodziło mi do głowy.
- Nie wiem,jak?
- Kij! – chłopacy zaczęli tarzać się po siedzeniach z niekontrolowanymi spazmami śmiechu, a ja razem z nimi.
- To było takie głupie, że aż śmieszne – zachichotałam, opierając głowę o szybę. Justin uśmiechnął się szeroko dumny, że udało się mu mnie rozśmieszyć. Podjechaliśmy pod ładny, dwupoziomowy dom.
- Proszę, Dave.
- Dzięki, chłopaki! Do zobaczenia w poniedziałek, Justin! – chłopak kiwnął mu głową. – Miło było cię poznać, Brooke.
Uśmiechnęłam się do niego i pomachałam, nim wysiadł. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze dwa przystanki, żeby podrzucić Blake’a i Daniela, nim wreszcie dotarliśmy do domu.
- Jestem wykończony – jęknął Justin, otwierając frontowe drzwi i wchodząc do ciepłego pomieszczenia.
- Ja też – westchnęłam, ściągając moje Uggsy***
Justin skrzywił się, widząc moje buty, po czym przesunął oczy po całym moim ciele. Założyłam ręce na klatce piersiowej, próbując uciec jego lustrującemu spojrzeniu.
- Zabieram cię jutro na zakupy, potrzebujesz jakichś odpowiednich ciuchów. Ale żadnych nowych  kurtek. Chcę, żebyś nosiła moją – powiedział, a ja wytrzeszczyłam oczy.
- Serio? – zapytałam, klaszcząc w dłonie.
- Serio. Nie mogę pozwolić, żeby moja dziewczyna chodziła na okrągło w moich ciuchach – puścił mi oczko.
- Dziękuję – wyszeptałam i popatrzyłam w jego oczy.
- Wszystko dla ciebie, kotku.


*shot gun-krzyczy się, kiedy chce się zaklepać miejsce z przodu. Taka zabawa.
**- Z racji tego, że był to angielski suchar nie mogłam go przetłumaczyć dosłownie, bo nie miał by sensu, jednak zastąpiłam go innym, polskim, również o hydrauliku.
*** Uggsy to popularne również u nas Emu, czyli te dziwne buty ( lmao nie wiem, jak to wytłumaczyć)

__________________________________________
Tłumaczenie: @myidolsgirl
Czekamy na Wasze komentarze! (UWIELBIAMY DŁUGIE KOMENTARZE!)
We wtorki nowe rozdziały.
Obserwujcie nas na twitterze @ClaimedPl
Zapraszamy na tłumaczenie o Luke'u KLIK
Do następnej! :)

ClaimedPLPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!