- Powiedz mi, proszę.

Udaję, że zamykam usta i wyrzucam kluczyk za siebie.

     - Więc jak długo?

Pyta ponownie chcąc uzyskać jakąkolwiek wskazówkę, małą informacje. Uśmiecham się i kręcę głową. Nie powiem jej, bo sam jeszcze nie jestem pewien tego pomysłu, tego co chcę zrobić. Dostrzegam drobne zmniejszenie pomiędzy naszymi klatkami piersiowymi. Kiedy zaplata na swojej klatce piersiowej dłonie i wydyma dolną wargę zaczynam się cicho śmiać. 

     - Możemy pójść na kompromis?

Mrużę nagle oczy i zaczynam się zastanawiać co jej chodzi po tej pięknej głowie. Brooklyn uśmiecha się szeroko, gdy widzi moje zainteresowanie, a po chwili udaje, że się zastanawia.

     - Możesz coś zaproponować.

     - To był Twój pomysł, Skarbie. Stawiaj warunki.

Mówię jej i uśmiecham się. Chcę, żeby sama wyszła z jakąś propozycją, bo gdybym ja coś zaproponował to są na to dwie możliwości: kiedy ja zaproponuję, ona może na nią przystać i wtedy nie poznam tego czego ona by chciała ode mnie, a chciałbym się tego dowiedzieć. Wykrzywiam usta w uśmiechu.

     - Nie ma mowy. Za dobrze gotujesz i pieczesz. To byłoby dla Ciebie za proste. Musisz wymyślić coś innego.

Mówię jej, kiedy proponuje, że może coś dla mnie ugotować albo upiec. Szczerze mówiąc nie mam ulubionego ciasta ani żadnych innych tego typu rzeczy. Za często tego nie jadam prawie w ogóle. Ale nie zgodziłem się dlatego. Po prostu jest w tym za dobra, abym mógł na to przystać.

     - W ogóle nie próbujesz mi pomóc.

Dąsa się jak mała dziewczynka. Wygląda słodko.

     - Umm.. chciałbyś się poprzytulać?

Marszczy czoło na dosłownie chwile, a później patrzy na mnie. Przechylam głowę w bok. Czy ja chciałbym się 'poprzytulać' z nią? Czuję lekkie skrępowanie tą propozycją i jestem nią z drugiej strony zaskoczony. Drapię się po karku zmieszany.

     - Masz na myśli konkretne 'przytulanie'?

Na jej policzki wpełza duży rumieniec.

     - Podchodzące trochę pod obściskiwanie się.

     - Cóż, nigdy się z nikim nie obściskiwałem.

Przyznaję, a Brooklyn zaczyna się głośno śmiać. 

     - Nie żartuj sobie. Przecież poznawałeś wiele dziewczyn i na pewno musiałeś chociaż z kilkoma się obściskiwać. 

Oblizuję górną wargę i kiwam głową przecząco.

     - Zapewne masz na myśli te wszystkie dziewczyny, które zapraszałem do siebie po różnych imprezach. Cóż na pewno z żadną z nich się nie przytulałem ani nie obściskiwałem. To było coś w rodzaju 'zrób co masz zrobić i zniknij mi z oczu'. 

     - Nawet ze Step tego nie robiłeś?

Szepcze. Widać, że jest więcej niż zaskoczona.

     - Nie. Dziś pierwszy raz Ty mi to zaproponowałaś i mówiąc prawdę podoba mi się ten pomysł nawet bardzo, więc jeśli nadal utrzymujesz tę propozycję to potwierdzę, że wygrałaś i się dowiesz tego o co teraz negocjujesz całkiem dobrze. 

     - A jeśli powiem 'nie'?

     - Wtedy negocjacje zostaną zakończone, a z moich ust nic nie wyjdzie, tego czego chcesz się dowiedzieć. 

Brook wpatruje się w swoje dłonie i zaczyna się zastanawiać. Nawet nie zdaję sobie sprawy, że jestem na skraju modlitwy o to, aby się zgodziła, bo chciałbym się z nią poprzytulać, a jak wiadomo kojarzy się to z dotykaniem. Moje dłonie zaczynają mocno mnie świerzbieć, więc zaciskam je na swoich kolanach. Przedramiona muskają uda Brook, która nie zwraca większej uwagi nadal pogrążona w myślach. 

     - Ale jest to transakcja jednorazowa? Zrobimy to tylko raz i do tego nie wrócimy, dobrze? I jest jeszcze coś.

Nie odpowiadam i czekam na to aż powie wszystko.

     - Umm.. Jeśli będę chciała, abyś przestał bądź nie dotykał mnie w danym miejscu to mnie posłuchasz, prawda?

Pyta tak cicho, że niemal muszę wytężyć słuch by usłyszeć jej głos. Chwytam jej podbródek pomiędzy palec wskazujący, a kciuk i unoszę go do góry. Spogląda na mnie niepewnie. 

     - Tak bardzo chciałbym się dowiedzieć co takiego stało się w Twoim życiu, że panicznie boisz się czyjegoś dotyku. Wiem, że nie jesteś gotowa, aby mi powiedzieć, ale to bardzo dużo by wyjaśniło. Cóż i dużą zagadką jest dla mnie to, że pomimo tego zaproponowałaś mi przytulanie. 

Brooklyn wierci się niekomfortowo na moich kolanach.

     - Sama nie wiem czemu. Tak po prostu wyszło. Wiesz.. myślę, że jest lepiej. Kiedy po raz pierwszy złapałeś mnie za rękę miałam ochotę uciec, a teraz.. siedzę Ci na kolanach.

Uśmiecham się. Wydaje mi się, jakby dopiero się zorientowała iż siedzi na moich nogach, a nie obok na kanapie. 

     - Przepraszam, ja..

     - Nie mów mi, że przepraszasz mnie za to, że siedzisz mi na kolanach, bo wybuchnę śmiechem. To nic takiego. 

Mówię jej, a ona kiwa głową potakująco. 

     - Powinniśmy iść spać. Dochodzi prawie trzecia. 

     - Dobrze, ale pozwól mi, że jeszcze odpowiem na Twoje wcześniejsze pytanie. Więc, jeśli zgodzisz się przystać na swój pomysł to mogę Ci obiecać, że jeśli będziesz chciała skończyć to przestanę i nie dotknę Cię tak jakbyś tego nie chciała i w tym miejscu, na które się nie zgodzisz. Słowo harcerza. 

     - Byłeś harcerzem?

Pyta zaskoczona. Na jej usta wpływa mały uśmiech.

     - Tylko przez dwa miesiące. Boże nie mogę uwierzyć, że Ci to powiedziałem. To takie żenujące. Nigdy więcej.

Szepczę pod nosem i opieram swój kark o zagłówek kanapy. Brooklyn ma rację. Powinniśmy iść spać. Nie potrzeba mi na pewno tak dużo snu jak jej. Chciałbym chociaż na trochę się zdrzemnąć. Kiedy otwieram powieki mój wzrok trafia na nią. Nasze twarze dzieli kilka centymetrów. 

     - Jestem głodna. 

Wyznaje szeptem zawstydzona. Zaczynam się śmiać. 

     - A nie przypadkiem śpiąca? 

Kręci przecząco głową, a ja prostuję się i wstaję razem z nią. Zaskoczona szybko oplata mnie nogami w pasie i dłońmi za kark. Kieruję się w stronę kuchni, która jest połączona razem z salonem i sadzam ją na blacie na przeciwko lodówki do której podchodzę i co chwile wskazuje jej produkty, po czym się odwracam. Brook kiwa głową przez pierwsze trzy rzeczy jakie jej wskazuje do momentu, kiedy decyduje się na płatki z mlekiem. Podaję jej miskę i płatki, a mleko grzeje w mikrofali. Siadam na przeciwko niej i obserwuję jak je. Jest tak szczupła, że naprawdę cieszy mnie widok jej jedzącej. 

     - Chcesz trochę?

Wyciąga do mnie łyżkę, a ja protestuję kręcąc głową. Kończy posiłek i odnosi do zlewu miskę i łyżkę. W ogóle jak można jeść płatki małą łyżką? Wiem, że każdy ma swoje upodobania, ale kurczę. Jeśli Brooklyn taka forma odpowiada to mnie to nie przeszkadza. Po prostu wyglądało to trochę zabawnie lecz nic jej o tym nie mówię. Odwraca się w moją stronę. Wyciągam dłoń w jej kierunku by podeszła bliżej. Staje przede mną, a po chwili siada na krześle. Obracam się w jej kierunku. Widzę, że jest lekko zdezorientowana całą sytuacją. Pochylam się ku jej twarzy opierając dłonie na krawędzi blatu kuchennego i trącam czubkiem nosa delikatnie jej ciepłą szyję.

     - Śpij dzisiaj ze mną w moim łóżku. 

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!