Rozdział 21

461 68 9

Connor wrócił bardzo szczęśliwy. Przywitał się z chłopakami, a oni rozpoczęli oczywiście serię pytań. Tylko Bradley siedział wyciszony. Poza tym chłopak zeszłej nocy wrócił późno w nocy pijany.

- Była kolacja ze śniadaniem, co? - zapytał Tristan.

- Tak wyszło - zaśmiał się Connor.

- Haha, opowiadaj.

- No cóż to była najlepsza noc w moim życiu - uśmiechnął się sam do siebie.

James stał na balkonie. Wiedział, że wczorajszy stan Bradleya spowodowany był kolacją Connora i Anity. On doskonale o tym wiedział. Był rozdarty, z jednej strony bardzo chciał, aby Connor był z nią szczęśliwy, ale z drugiej nie mógł patrzeć jak Brad cierpi. Wziął głęboki oddech i postanowił dołączyć do kolegów.

- Noo...to chyba dobrze się bawiłeś - powiedział w tej chwili James.

- Tak, zdecydowanie, a teraz wybaczcie mi pójdę wziąć przysznic. 

- No wypadałoby, bo trochę śmierdzisz - odezwał się nagle Bradley.

Wszyscy zaczęli się śmiać, Connor też, bo uznał to za żart. Brad jednak nie powiedział tego w żartach tylko chciał dogryźć chłopakowi. Mimo to pokiwał głową i machnął ręką, a Connor poszedł do łazienki. Bradley był pewny, że on spał z Anitą. Con nie musiał tego mówić, Brad po prostu to wiedział. Wszystko w środku się w nim gotowało. Miał ochotę coś zniszczyć, miał też ochotę pojechać i spotkać się z Anitą, ale po ich ostatnim burzliwym rozstaniu uznał to za głupie. Po kilku minutach Con wyszedł z łazienki i odezwał się nagle:

- A właśnie Brad zapomniałem. Anita prosiła, żeby oddać Ci Twoją bluzę i bardzo Ci dziękuję.

- A  tak dzięki.

- Ej chłopcy patrzcie jaki piękny dzień, idziemy pograć w piłkę? - odezwał się nagle James, gdyż chciał rozładować widoczne przez niego napięcie.

- Ej dobry pomysł, tylko że dzisiaj jesteśmy umówieni z tą dziewczyną, którą wybraliśmy i ma zagrać w naszym teledysku - przypomniał nagle Con.

- Ja, Tristan i James wybraliśmy, a nie Ty Connor, Ty wtedy szwędałeś się po tym Praterze niewiadomo gdzie - odrzekł Bradley.

- No dobra, dobra, nie bądź już taki zły, nic takiego się nie stało. Poza tym wiesz, że wtedy znalazłem Anitę.

- Tak wiem.

- No już przestańcie, chodźmy grać - odezwał się James.

- Okej.

Connor, Tris i James skierowali się do wyjścia, a Brad nadal siedział przy oknie. Posłali mu pytające spojrzenie.

- Ja nie idę, źle się czuję po wczoraj i nie mam ochoty. Idźcie sami i miłej zabawy.

- No dobra, jakbyś się jednak namyślił to zejdź do nas.

- Jasne.

I drzwi się zamknęły. Brad chwycił swoją bluzę, którą miała na sobie Anita. Czuł jej zapach, czuł tę delikatną nutkę słodkości. Uśmiechnął się do siebie. I w tej chwili z kieszeni wypadła koperta. Podniósł ją i zobaczył, że jest zaadresowana do niego. Był bardzo zaskoczony i natychmiast ją otworzył. Był to list od Anity i bransoletka na której było jej imię oraz jego. Chłopak natychmiast chciał przeczytać list, ale nie chciał robić tego tutaj, bo bał się, że w każdej chwili wróci jeden z jego kolegów. Szybko wstał i pobiegł na dół. Postanowił udać się w jakieś spokojne miejsce. Do parku miał 15 minut szybkim krokiem, więc szedł tak szybko jak tylko mógł. Momentami nawet biegł, aż pokonał całą trasę. Nawet nie zauważył kiedy zaczęły biec za nim fanki. "Cholera" pomyślał. Nie teraz. Nie wiedział czy biec dalej czy może zatrzymać się dla fanek na 5 minut. Nie, one nie dadzą mu spokoju. Kochał swoich fanów, ale w tym momencie bardzo chciał przeczytać ten list, dlatego biegł i biegł. A gdy się odwrócił zobaczył, że już nikt za nim nie podąża. Odetchnął i spostrzegł że jest już przy bramie wiodącej do parku. Usiadł pod drzewem i zaczął czytać list.

" Kochany Bradleyu.

Na wstępie chciałam Cię przeprosić, przeprosić za wszystko co złe, za wszystko co złego powiedziałam i zrobiłam. Czasem nie potrafiłam się pohamować, ale chcę abyś wiedział, że Ty też nie zachowywałeś się cały czas dobrze w stosunku do mnie. Wiele razy cierpiałam przez Twoje zachowanie, choć często nie dawałam tego po sobie poznać. Łez też nie zabrakło. Lecz ja pragnę zapomnieć o tych złych chwilach i wszystko Ci wybaczam. Chcę pamiętać tylko o wszystkim co dobre. Wiesz ja też leżałam w szpitalu. Przez samookaleczenie. Jednak gdy tylko dowiedziałam się, że Ty znajdujesz się w szpitalu uciekłam stamtąd, pożyczyłam samolot od ciotki i szybko udałam się do Ciebie. Pewnie teraz czytając to śmiejesz się, ale tak było naprawdę. Przemierzyłam tysiące kilometrów specjalnie dla Ciebie, chociaż mogłoby się to wydawać całkiem bez sensu, bo przecież jestem tylko Twoją fanką. Chciałam to zrobić i chciałam Cię poznać. Nie żałuję tego, bo to była jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Każde spotkanie z Tobą, każdy Twój uśmiech, dotyk, słowo dawało mi mnóstwo radości i było spełnieniem moich marzeń. Owszem poczułam coś do Connora i nie zaprzeczę, może nawet go pokochałam. Nie potrafię stwierdzić teraz gdy piszę ten list, nie potrafię Ci też powiedzieć co się wydarzy pomiędzy mną, a Connorem po naszej wspólnej kolacji, może nawet zostaniemy parą, ale wiedz, że to w Tobie się zakochałam. Może i nieraz bywasz irytujący i masz humory jak kobieta w ciąży ale wcale mi to nie przeszkadza, bo tak naprawdę jesteś normalnym wyluzowanym chłopakiem. Jesteś sobą. I to mi się bardzo podoba. Podoba mi się też Twoja szczerość, super poczucie humoru i Twoje wielkie dobre serce. Bardzo mi przykro, że ostatnio rozstaliśmy się w tak nieprzyjemny sposób, ale słów i czasu nie cofniemy nawet jeśli bardzo byśmy chcieli. Niestety. Lecz bardziej dołuje mnie fakt, że to było najprawdopodobniej ostatnie nasze spotkanie. Zdecydowanie wolałabym się z Tobą żegnać w milszych warunkach. Wyjeżdżam, wracam do swojego świata, do szkoły i do nudnego normalnego życia, w którym Bradley Simpson będzie mi towarzyszył tylko w telewizji i na plakatach. Gdy będziesz czytał ten list, mnie już tutaj nie będzie. Dziękuję Ci za wszystkie super chwile, za cudowne wspomnienia i za numer telefonu najbardziej haha. Nie będę już jednak do Ciebie pisać i Ty także nie będziesz miał możliwości odezwać się do mnie, bo mam nowy numer, którego nie zna nikt. Tak będzie najlepiej. Ja jestem tylko zwykłym nieznaczącym nic w świecie człowiekiem. Zresztą po tym wszystkim i tak na pewno nie chciałbyś utrzymywać kontaktu ze mną. Jeszcze raz dziękuję Ci za wszystko, za to, że uśmiałam się przy Tobie do łez, za to, że mnie cudownie traktowałeś i przede wszystkim za to, że przy Tobie poczułam się wyjątkowo. Jesteś niesamowitym, zdolnym, przekochanym człowiekiem. Nigdy się nie poddawaj i dalej spełniaj swoje marzenia. Gdy dopadnie Cię kryzys albo poczujesz się źle, to wiedz że ja zawsze będę w Ciebie wierzyć, mocno trzymać za Ciebie kciuki i Cię kochać. Tak. Kocham Cię Ty skończony idioto. Życzę Ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję że poznasz wspaniałą dziewczynę, która Cię uszczęśliwi. Liczę, że będziesz o mnie pamiętał i że bransoletka, którą zrobiłam i dołączyłam do tego listu będzie dobrym wspomniem mojej osoby.

                                                                                          - Twoja psychofanka Anita.

PS: Samolot mam o 14, nie wiem dlaczego to piszę, nieważne. "

Bradley szybko spojrzał na zegarek. 14:05.

- Kurwa - zaklnął głośno, a ludzie nieopodal niego zwrócili ku niemu wzrok.

Bradley zamknął oczy i nie mógł złapać oddechu. Po chwili jednak wstał i ruszył przed siebie. Nie wiedział gdzie idzie, ale to nie miało teraz dla niego żadnego znaczenia. Omijał ludzi, ale nie zwracał na nich uwagi. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Był zagubiony, a najgorsze jest to, że nie mógł się w żaden sposób skontaktować z dziewczyną. Pokiwał głową. "Nie, nie to nie może się tak skończyć" pomyślał i znów zaczął biec.

5 sekundRead this story for FREE!