Gdy tylko wysiadamy z windy idziemy w kierunku samochodu Harry'ego. Oboje jesteśmy cicho: ja dlatego iż nadal nie mogę wymazać i przestać wspominać tego jakże 'miłego spotkania' z Haną i próbuję coś wymyślić, aby zaradzić jej i jej choremu umysłowi. Cóż, nie winię jej na pewno za to, że ma bzika na jego punkcie z perspektywy wyglądu. Wspominałam już wam, że jest silny i wysportowany, a do tego ma mnóstwo tatuaży na swoim ciele, ubiera się naprawdę dobrze. Nieważne, że jest to zazwyczaj jakaś koszulka i czarne spodnie, a do tego skórzana kurtka. Mogę przyznać, że jest przystojny i seksowny, więc z tego punktu rozumiem jej zawzięcie na jego osobę, ale kurczę. Na świecie na pewno jest wiele takich chłopaków, którzy są podobni do bruneta. Co jej więc przeszkadza w znalezieniu podobnego? Może ona nie ma bzika na punkcie jego wyglądu, a na tym, że jest znany i bogaty, a jego wygląd jest tylko dodatkiem do całokształtu?

     - Brook, masz zamiar jeszcze dziś wsiąść?

Harry niemal się śmieje. Kręcę głową i wsiadam do auta. 

     - Wydajesz się być zamyślona. O czym? Tylko proszę, nie mów mi, że chodzi o koncert. Obiecałem Ci, że będzie dobrze i będziesz się świetnie bawić. Po prostu wyluzuj. 

Dotyka mojego ramienia i nim potrząsa jakby chciał je rozluźnić

     - W porządku.

Uśmiecham się do niego. Nie powiem mu, że się pomylił i nie chodziło mi wcale o koncert, a o tego trolla - Hanę. Po prostu nie będę psuć nam humoru. Tak będzie lepiej. Siadam w fotelu wygodnej. On ma rację, powinnam się wyluzować i odpuścić, bo przecież czasy bycia na smyczy się skończyły. Nie ma mojej matki, która nie zasłużyła na nazywanie jej mamą. Opuściłam już Dom Dziecka i żaden z tamtejszych opiekunów nie będzie mówił mi co mam robić i jak. Nie muszę się zastosowywać do planu dla całej placówki. To dobre i fajne uczucie. Teraz czuję się wolna. I nie widzę Cassie i Ashley. Przynajmniej na jakiś czas. 

     - Daleko jeszcze?

     - Tak naprawdę to nie wiem. Jedziemy za Niall'em. A przed nim jedzie Zayn i jeśli skręci to będzie to znaczyło, że jednak jedzie po Kate. W końcu ma wolne miejsca. 

Kiwam głową rozumiejąc i jednocześnie w odpowiedzi. 

     - Jeśli chcesz to nie musimy tam w ogóle jechać. Zamiast tego możemy gdzieś indziej pojechać albo wrócić do Ciebie.

Mówię mu. Nie chcę, żeby doszło do jakiejś kłótni. 

     - Jest dobrze. Chcę tylko żebyś wiedziała, że nie było tak dokładnie jak powiedział to Liam. Spotkałem Kate w jednym z klubów i później zabrałem ją do domu. Po prostu była chętna. Nie zmuszałem jej. Nie chciałem mieć z nią nic wspólnego, gdy się dowiedziałem, że bierze narkotyki, a to był najgorszy czas, bo policja się dowiedziała, że jakaś grupa przestępcza zaczęła sprzedawać to gówno. I chcieli temu zapobiec, więc sprawdzali niemal wszystkich. Po pewnym czasie spotkaliśmy się zupełnie przypadkiem i wtedy jeszcze nie wiedziałem, że bierze. Policja wpadła do klubu i zaczęła mnie i ją przeszukiwać. Na koniec się okazało, że była jedną z grupy. Dlatego nie chcę więcej jej widzieć ani mieć z nią nic wspólnego.

     - Dlaczego mu tego nie wyjaśniłeś?

     - Bo zna mnie zbyt dobrze i by mi nie uwierzył. Wie jak traktuję dziewczyny, więc pozostawiłem to tak jak było.

     - Ja Ci wierzę.

Moja ręka dotyka jego ręki, którą trzyma na kolanie w geście pocieszenia. Spogląda na mnie swoimi zielonymi tęczówkami, a ja posyłam mu nieśmiały uśmiech, kiedy splata nasze dłonie. 

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!