Untitled Part 4

Zacznij od początku

Wymykam się do kuchni.

I już witam się z gąską…..co jest do kurwy, gdzie mój torcik?

No nie, jakaś szuja zjadła moją bombę kalorii. Po przeszukaniu półek i myśli, że może jednak ktoś gdzieś go przestawił. Rozczarowana odchodzę z niczym.

Nie no jasne, że tak tego nie zostawię!

Wypowiadam wojnę i śledztwo. Oskarżam kilka osób, przepytuje, przesłuchuje. Nikt się nie przyznaje. Świnie, skrytożercą torcików mówimy, stanowcze nie. Jednak nie odpuszczam, dopadam Marcina z działu telemarketingu, on już kilka razy coś mi podkradł. Każe mu natychmiast odkupić moje czekoladowe cudo. Dobrze, może przesadzam, ale jestem ze słodyczami związana jak z dziećmi, trudno mi się z nimi rozstać.

Po przeszukaniu biurek i wszelkiej bytności sernika czekoladowego, pozostało mi jedno – poddać się. Ze spuszczoną głową wracam do mojego biurka. Bezczelność nie zna granic. Cichutko opłakuje mój torcik. Dziś potrzebowałam wszystkich moich słodkości, a zostałam tak nikczemnie i podstępnie okradziona. Moje życie dzisiaj jest do potęgi, do dupy. I co mam teraz za chrupać do kawy?

A pieprzyć to nie pije nic, w ramach protestu.

Zdegustowana zasiadam na moim fotelu. Cóż może popracuje. Po zakańczam

wszystkie sprawy smoczycy. Po tym jak Dominik przejął biuro Baśki i kazał jej

zabrać swoje rzeczy, ochrona wniosła jego pudła. Jej rzeczy zostały wyniesione

do innego malutkiego biura, na dodatek mieszczącego się z tyłu naszych

pomieszczeń. Została ewidentnie zdegradowana i wpadła biedaczka w rozpacz.

No dobrze, widząc ją w tym stanie, było mi jej odrobinkę szkoda. Sama też nie

trafiłam do raju, a do piekła zmysłów. Nawet oddychanie tym samym

powietrzem powoduje ekstazę, nieustający pożar we mnie. Moja skóra mrowi,

pragnie jego rąk na moim ciele. W sumie u mnie nic się nie zmieniło.

Stanowisko takie samo, spadłam na cztery łapy. Ale dla mnie to była różnica.

Jak mam się przy nim skupić, pracować dla niego, skoro myślę tylko o tym,

żeby go rozebrać, lizać, gryźć, całować. Ciekawe jak całuje, jego usta są tak

kuszące i malinowo czerwone. Mam ochotę zacisnąć na ich powierzchni zęby i

nią lekko pociągnąć. Przestań karcę się i wciągam w wir zadań. Jednak nie dane

mi skończyć. Bo Dominik, znaczy Seksi Szef wzywa mnie do siebie. Pomału

zagłębiam się w jaskini drapieżnika. Ostrożnie stawiam stopy. Panuje w nim

epicentrum zagłady, wszędzie stoją podła, walają się skoroszyty, dokumenty,

książki.

Widzę go, siedzi za swoim biurkiem. Moje zmysły szaleją. Chce, żeby łapał, ściskał, gryzł, zawładnął moim ciałem. Tak chce go wszystkimi zmysłami, smakiem, węchem, dotykiem, słuchem. –Cholera znowu stoję i spijam ten widok, kropla po kropli. Czas zamiera.

Julia na tropie Wielkiego OPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!